languageJęzyk

Rozdział 5

Autor: Avelina Moreau 4 kwi 2026

Pozostały cztery noce do tamtego wydarzenia.

Miałam na sobie czerwoną jednoczęściową sukienkę i stałam w zaułku, trzęsąc się bez przerwy.

„Zachowuj się naturalnie”. Głos Michaela dobiegł przez słuchawkę, którą miałam w uchu.

Przeszłam z jednego końca alejki na drugi wiele razy. Nie było tam jednak nikogo podejrzanego.

„Mike, a może morderca po prostu nie jest nią zainteresowany?”

„Haha! Nawet morderca nie jest nią zainteresowany”.

Przez słuchawkę dało się słyszeć kpiący śmiech kumpli Michaela.

Kucnęłam na ziemi z załzawionymi oczami. Poczułam nagłą chęć, by zapłakać na głos.

Tamtej nocy nie udało mi się wywabić mordercy.

Myślałam, że dadzą mi spokój, ale tak się nie stało.

Trzy noce przed incydentem wciąż kazali mi chodzić w tę i z powrotem po Serenity Lane. Ale i tak nie udało mi się wywabić osoby, której szukali.

Dwie noce przed incydentem Yasmin przyszła mnie odszukać.

„Stephie, przepraszam. Ostatnio źle zapamiętałam. Nie sądzę, że to było na Serenity Lane.

„Wydaje mi się, że śledzono mnie na Sunset Alley. Michael chce, żebyś poszła tam dziś po pracy. Wcześniej przygotujemy tam zasadzkę, więc jeśli coś się stanie, po prostu krzycz.

Uwierzyłam jej i po pracy poszłam na Sunset Alley.

Tym razem ktoś naprawdę zaczął mnie śledzić.

„Halo? Jest tam kto? Myślę, że ktoś za mną idzie”.

Byłam zdenerwowana i przerażona, gdy wzywałam pomocy przez słuchawkę.

„Ktokolwiek…”

Przez słuchawkę dobiegały odgłosy wygłupów, ale nikt mnie nie słuchał.

Czułam, że coś jest nie tak, więc bez przerwy dzwoniłam na telefon Michaela.

Kiedy w końcu odebrał, wrzasnął na mnie z irytacją: „Stephanie, skończyłaś już? Dlaczego po prostu nie pójdziesz i nie umrzesz?

„Poszłaś wczoraj do Yas, żeby powiedzieć jej, że mam z tobą umowę małżeńską, i kazałaś jej mnie zostawić, prawda? Posłuchaj mnie. Jeśli Yas spotka coś złego, zapłacisz za to życiem!”

Wstrzymałam krok ze strachu, chcąc wszystko wyjaśnić.

Jednak para rąk nagle zakryła mi usta i nos.

Telefon wypadł mi z dłoni. Szarpałam się z całych sił, ale na próżno. Wkrótce straciłam przytomność.

Kiedy obudziłam się oszołomiona w dniu zdarzenia, odkryłam, że znajduję się w wielkiej drewnianej skrzyni. Takiej, jakiej używa się do przechowywania delikatnych przedmiotów.

Była w niej drobna szczelina, przez którą mogłam dostrzec, co dzieje się na zewnątrz.

Kiedy próbowałam się szarpać i wstać, zobaczyłam potężną sylwetkę zakapturzonego mężczyzny wchodzącego z zewnątrz.

Zobaczyłam jego twarz.

Jego cera była bardzo jasna, a włosy potargane. Choć włosy zakrywały mu połowę twarzy, i tak byłam zdumiona tym, co zobaczyłam.

Jasne, nikt nie opisałby mordercy jako atrakcyjnego.

Jednak oczy tego mężczyzny były jasnoniebieskie. Rysy twarzy miał wyraźnie zarysowane. Miał też czysto ciemne włosy i bladą skórę. Było oczywiste, że jest rasy mieszanej.

Morderca emanował aurą śmierci.

Byłam przerażona i nie śmiałam wydać z siebie żadnego dźwięku.

Wyglądało na to, że czegoś szukał. Rozejrzał się dookoła, po czym podniósł siekierę i powlókł ją za sobą na zewnątrz.

Z przerażeniem zakryłam usta i ostrożnie wyczołgałam się z drewnianej skrzyni. Chciałam uciec.

Zanim jednak zdołałam uciec daleko, otrzymałam cios z tyłu i upadłam nieprzytomna na ziemię.

Zanim zemdlałam, zobaczyłam siekierę, którą mężczyzna wlokący ją za sobą, oraz jego dłoń.

„Jesteś najdoskonalszym dziełem sztuki, jakie kiedykolwiek widziałem”.

Jego głos był szorstki. Brzmiał, jakby miał uszkodzone struny głosowe.

„Różnisz się od innych. Chcę cię zatrzymać na zawsze… Nie pozwolę, by ktokolwiek cię znalazł, i będziesz moja na zawsze, już zawsze będziesz mi towarzyszyć”.

Ten człowiek był kompletnym psychopatą.

Powoli traciłam świadomość, aż z mojego ciała wypłynęła ostatnia kropla krwi, a moje serce się zatrzymało.

Okazało się, że chwila przed śmiercią była tak spokojna.

Moja dusza podążyła za Michaelem do jego domu. Rzadko wracał do rezydencji Fordów, ponieważ większość czasu mieszkał sam.

Bywały czasy, kiedy rozważałam odwiedzenie jego domu. Zakładałam, że to będzie nasz wspólny dom po ślubie.

Tęskniłam za tym miejscem.

„Michael, znalazłeś Stephie?” Gdy tylko weszliśmy do środka, Yasmin ruszyła naprzód, by przytulić Michaela.

Była w koszuli nocnej. Najwyraźniej mieszkała tu już od jakiegoś czasu.

Michael objął Yasmin i delikatnie ją pocieszył: „Nie wiem, jakie znowu sztuczki knuje”.

Parsknęłam kpiąco i spojrzałam na wystrój wnętrza.

Okazało się, że ten dom należał do nich obojga.

Przez cały ten czas mieszkali tu razem.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: Rozdział 5 - Mój morderca, mój mąż | StoriesNook