Kim
– DOBRA, STARY, teraz albo nigdy – zanuciłam łagodnie. – Dasz radę.
Skinęłam głową sędziom, zabrzęczał dzwonek i ruszyliśmy. Skakaliśmy bezbłędnie, ale teraz nadszedł czas na oksery. Fozzie galopował na lewą nogę, więc przesunęłam prawą łydkę do przodu, a lewą do tyłu i ścisnęłam, wykonując lotną zmianę nogi, po czym skupiłam się wyłącznie na szeregu podwójnym. Wzbił się w powietrze, pot






