languageJęzyk

2: Zablokowany

Autor: Aeliana Moreau 13 kwi 2026

LIORA

To, co się właśnie wydarzyło, polegało na tym, że stałam się ofiarą znęcania. I to bardzo brutalnego. Ale nawet wiele godzin po tej męce, jakiej doznałam z jego rąk, nie mogłam w to uwierzyć. Nigdy wcześniej nie byłam tak jawnie dręczona. Jasne, jako człowiek i Brązowa byłam umniejszana i pogardzana nawet przez innych Brązowych. W SilverMoon hierarchia była na porządku dziennym i każdy pragnął mieć kogoś, od kogo byłby lepszy, tylko po to, by samemu poczuć się dowartościowanym.

Jednak to, co spotkało mnie ze strony Adama, było czymś, o czym nawet nie pomyślałabym, że może mnie spotkać. Nawet wiele godzin po tym, jak szkolna pielęgniarka opatrzyła moje rany i podała mi silny środek przeciwbólowy, wciąż nie mogłam wyrzucić tego z głowy.

Ta nienawiść w jego oczach, gdy rzucał we mnie piłkami, ten jad w głosie, gdy opowiadał mi, w jakim stopniu zamieni moje życie w piekło na ziemi. Była bezlitosna i odrażająca – ta jego nienawiść do mnie, a przecież był to ktoś, z kim nigdy wcześniej nie miałam do czynienia.

Zastanawiałam się, dlaczego właściwie aż tak bardzo mnie nienawidził.

Musiałam się zmuszać, żeby nie rozmyślać o tym zbyt wiele, nie myśleć o upokorzeniu, ponieważ wywoływało to jedynie świeże łzy w moich oczach.

„Tak mi przykro” – głos Dami przerwał moje myśli, gdy zasłony rozsunęły się i dziewczyna weszła do środka. „Zaglądałam tu wcześniej, ale spałaś. Czujesz się już lepiej?”

Usiadła na stołku obok i spojrzała na mnie tak, jakbym była utkana z kruchego materiału, który w każdej chwili mógł się rozsypać.

„Tak, środek przeciwbólowy zdziałał cuda”.

Odetchnęła z wyraźną ulgą. „Bardzo się cieszę. Przykro mi, że musiałaś przez to przejść. Chodzi o to... To żadna tajemnica, że Adam Hawthorne nienawidzi ludzi tak, jakby byli największą klątwą jego życia”.

Nastawiłam uszu. „A dlaczego tak jest?”

Wzruszyła ramionami. „Nikt nie wie, ale nienawidzi ludzi, i tak naprawdę” – zniżyła głos i przysunęła się bliżej – „wbrew powszechnemu przekonaniu, nie jesteś pierwszym człowiekiem, który uczęszcza do SilverMoon. Znam dwoje innych ludzi, którzy chodzili do tej szkoły w różnych okresach, ale oboje ostatecznie z niej zrezygnowali, stając się ofiarami brutalnego znęcania ze strony Adama Hawthorne'a. Popularna jest opinia, że to sam Adam organizuje im stypendia tylko po to, by ich dręczyć i zmienić w cienie ich dawnych wcieleń. Nie wiem, o co w tym chodzi, ale czerpie chorą przyjemność z terroryzowania ludzi”.

Żołądek przewrócił mi się z obrzydzenia. „To chore. Ale dlaczego? Czy człowiek mógł skrzywdzić go w przeszłości?”

„Nikt tego nie wie, ale wątpię, by za jego irracjonalną nienawiścią do ludzi kryła się jakaś smutna historia. Sama wiesz, jak to jest z władzą: potężni ludzie po prostu żerują na słabszych”.

Pokręciłam głową. Nie kupowałam tego całego gadania o władzy. Jego słowa i działania dowodziły, że kierowało nim coś znacznie silniejszego, ale z drugiej strony – nie dbałam o to ani o jego chore gierki. Wiedziałam jedno: za żadne skarby nie opuszczę SilverMoon.

To była w tym momencie jedyna dobra rzecz w moim życiu i zamierzałam trzymać się jej tak długo, jak tylko zdołam.

„Po prostu stań się tak niewidzialna, jak to tylko możliwe. Jesteśmy już na przedostatnim roku i ani się obejrzymy, a będziemy kończyć szkołę. Miejmy po prostu nadzieję, że znajdzie coś, co odwróci jego uwagę od ciebie”.

Miałam już odpowiedzieć, gdy główne drzwi się otworzyły i do wnęki z łóżkiem naprzeciwko nas weszła grupka szepczących dziewczyn.

„Przez chwilę myślałam, że Adam sobie upatrzył jakąś dziewczynę. I do tego człowieka! Poczułam się fatalnie, ale okazało się, że chciał ją tylko postawić do pionu. Oooo, to był taki satysfakcjonujący widok. Jej krzyki, ta krew... Niezwykle mnie to ucieszyło. Wydałam sto tysięcy na zrobienie sobie piersi i tyłka, bo zamierzam uwodzić go do upadłego na nadchodzącym Balu Lampionów. Byłoby to marnotrawstwo, gdyby okazało się, że już interesuje się inną”.

Odezwała się jedna z nich, a ja wymieniłam spojrzenia z Dami.

„Nie łudź się, Baye” – od razu rozpoznałam drugi głos. Należał do Dior Armani, oficjalnej Królowej Ula w SilverMoon, która, na moje nieszczęście, była również moją współlokatorką. „Sztuczny tyłek nie sprawi, że Adam cię przeleci”.

„A ty? W jaki sposób sprawiłaś, że wszechmocny kobieciarz Brandon zaczął się z tobą spotykać i właściwie skończył z puszczaniem się?” zapytała trzecia dziewczyna, a nie musiałam widzieć Dior, by wiedzieć, że uśmiechała się w ten swój typowy, dumny sposób.

„Cóż, sprawiłam, że uzależnił się i dostał obsesji na punkcie tej cipki. Wiecie, powiedział, że nigdy nie miał lepszej partnerki seksualnej”.

„Więc to tylko seks?” zachichotała pierwsza z dziewczyn, wydając gorzki, poniżający dźwięk, który odbił się echem po pokoju. „On jest Alfą, a ty Gammą. Nie macie przed sobą przyszłości. Może i jest uzależniony od pieprzenia cię, ale wkrótce znajdzie swoją przeznaczoną i zostaniesz wyrzucona na śmietnik”.

„Och, słodka, mała Baye, cuchnie od ciebie goryczą” – jej ton był sarkastycznie przesłodzony – „i tak, Braxton wkrótce znajdzie swoją przeznaczoną. Ma w końcu osiemnaście lat, ale jeśli jest jedna rzecz, której jestem pewna, to fakt, że ją odrzuci, jeśli tylko mu to każę”.

Baye znów zachichotała: „Nie łudź się, Armani, wcale nie jesteś taka ważna. To, że stałaś się Złotą Uczennicą, bo jesteś ulubioną ciepłą dziurką Braxtona, jeszcze nie oznacz...”

Głośne plaśnięcie przerwało jej wpół słowa.

„Wynoś się” – warknęła Dior. „Skończyłam z byciem miłą dla zgorzkniałej przyjaciółki”.

„Wow. Dior, uderzyłaś mnie”.

„I zrobiłabym to znowu, jeśli natychmiast nie znikniesz mi z oczu”.

Zapadła głęboka cisza, po czym usłyszałam kroki zmierzające w stronę drzwi, ich otwarcie i głośne trzaśnięcie. Siedziałyśmy w ciszy i bezruchu, dopóki Dior i jej druga przyjaciółka nie załatwiły tego, po co przyszły, a następnie nie opuściły pomieszczenia.

Dopiero wtedy my również wyszłyśmy, ponieważ czasami wejście w drogę Dior oznaczało przeżyć swój największy koszmar.

Przez kilka następnych dni dosłownie walczyłam o przetrwanie. To, że Adam jawnie się nade mną znęcał, musiało dać innym uczniom zielone światło na dręczenie mnie; tym razem nie tylko potykałam się o czyjeś wyciągnięte nogi, ale po otwarciu szafki natykałam się na martwe zwierzęta i oglądałam jak z moich zdjęć, zrobionych w momencie, gdy Adam rzucał we mnie piłkami, robiono gify i memy.

Dami niewiele mogła na to poradzić. Moja własna siła mogła tu pomóc jeszcze mniej. Mogłam jedynie udawać, że mnie to nie rusza, że jestem odporna na ich zastraszanie, choć po kryjomu płakałam pod prysznicem, przytłoczona myślami, że wiecznie muszę przechodzić przez coś, co ma na celu mnie złamać.

Dorastałam w biedzie, wykorzystywana przez bogatych ludzi, dla których pracowała moja mama.

Utrata mamy, która była moją jedyną rodziną, w wieku zaledwie 17 lat.

A teraz patrzyłam, jak szkoła staje się dla mnie piekłem.

To było zbyt wiele. Nie widziałam Adama od tamtego pamiętnego dnia, ponieważ poza lekcjami wuefu nie mieliśmy szans na to, by na siebie wpaść. Cztery warstwy społeczne w SilverMoon miały odrębne sale lekcyjne, różne stołówki, inne mundurki, oddzielne parki i strefy odpoczynku. Jeśli celowo by mnie nie szukał, moglibyśmy w ogóle się nie spotkać, gdyby nie wuef.

*******

Wsiadłam do szkolnego autobusu i, ignorując skierowane na mnie spojrzenia, ruszyłam w stronę jedynego wolnego miejsca, ponieważ wszystkie inne wolne siedzenia były zajęte przez rzucone na nie torby lub inne przedmioty.

Zamierzałam usiąść na krześle, ale mój tyłek uderzył o podłogę; ból był tak przeszywający, że aż krzyknęłam.

W całym autobusie wybuchnął głośny, szyderczy śmiech. Pozbierałam się z podłogi i zobaczyłam, że to jeden z moich kolegów z klasy odsunął siedzenie do tyłu, co doprowadziło do mojego upadku.

„To był cholernie głośny dźwięk, jaki wydał twój tyłek” – zakpił. „Zastanawiam się, czy wydawałabyś lepsze dźwięki, podskakując na moim kutasie. Powinienem okazać łaskę i pozwolić ci mnie dosiąść, nie sądzisz? Czyż nie byłoby to spełnieniem twoich marzeń?”

Uczniowie w autobusie zaśmiali się jeszcze głośniej; przed moimi oczami mignęła czerwień, a we krwi zawrzało. Dłonie mimowolnie zacisnęły mi się w pięści.

„Wolałabym przelecieć się ze świnią” – wyplułam z siebie.

„Co ty właśnie powiedziałaś?” wstał, aby nade mną górować, a jego oczy błysnęły barwami jego wilka. Poczułam ukłucie strachu, więc natychmiast go stłumiłam.

„Powiedziałam, że wolałabym przelecieć się ze świnią, a to oznacza, że jesteś gorszy od świni. Brzydszy. Grubszy. I bardziej obrzydliwy”.

„Ty degeneratko...” – warknął, unosząc dłoń z wysuniętymi pazurami, i tuż zanim zdążył mnie uderzyć, przerwał mu głos panny Agnes, naszej nauczycielki wiedzy o społeczeństwie.

„Usiądźcie na miejscach. Zaraz ruszamy”.

Posłał mi wrogie spojrzenie, zgrzytając kłami, po czym w końcu usiadł. Ja również poprawiłam siedzenie i zajęłam swoje miejsce.

Jechaliśmy na wycieczkę do starego pałacu. Jechali tylko Brązowi Uczniowie, a Dami nie pojechała z powodu nagłej sytuacji rodzinnej. Zastanawiałam się nad rezygnacją, ale nie chciałam być tchórzem uciekającym przed swoimi prześladowcami.

Teraz, gdy moi koledzy i koleżanki z klasy na całe gardło śpiewali hymny szkolne i narodowe, a przyjaciele robili sobie wspólne zdjęcia i wskazywali historyczne miejsca, zaczynałam żałować swojej decyzji.

To wszystko przypomniało mi o tym, jak bardzo byłam samotna bez Dami.

Aby się od tego oderwać, włożyłam słuchawki i zajęłam się oglądaniem teledysku BTS. Podziałało. W mgnieniu oka zapomniałam, gdzie jestem, a jedyną rzeczą, która miała znaczenie, był głęboki głos V.

Słuchawki wyjęłam z uszu dopiero, gdy dotarliśmy do starego pałacu. Stary pałac był potężnym budynkiem o wspaniałej architekturze; od dawna nikt w nim nie mieszkał, ale nadal był utrzymywany jako obiekt historyczny. Strażnicy oprowadzili nas po wszystkich komnatach i wszystko nam wyjaśnili.

Pomieszczeniem, które wydało mi się najbardziej fascynujące, był pokój ciszy. Nieważne, ile hałasu narobiłoby się w środku, ludzie na zewnątrz nigdy by tego nie usłyszeli.

Było to intrygujące, a zarazem bardzo, ale to bardzo przerażające.

Wszyscy robili sobie nawzajem naprawdę ładne zdjęcia, a ja nie miałam nikogo, kto mógłby zrobić moje. Selfie robione na moim iPhonie 8 były równie żałosne, co nierobienie zdjęć w ogóle.

„Chcesz, żebym zrobiła ci kilka zdjęć?” – zapytała znajomo wyglądająca dziewczyna, o której wiedziałam, że chodzi ze mną do klasy, a w moim sercu momentalnie obudziła się nadzieja.

Może jednak nie byłam wyrzutkiem. Może kogoś obchodziłam.

„Tak, jasne”.

Uniosła swój telefon, iPhone'a z trzema aparatami, i zaczęła robić mi zdjęcia.

„Wow, wyszły naprawdę świetnie” – powiedziałam, gdy mi je pokazała. „Dziękuję”.

„Zgadza się, czy chcesz zrobić sobie kilka zdjęć na tle tronu?” – zapytała tak entuzjastycznie, że powinnam była zauważyć, że coś tu nie gra, ale czułam tak wielką ulgę, że miałam wreszcie z kim porozmawiać, że nawet przez myśl mi to nie przeszło.

„Pewnie, dzięki”. Przeszłyśmy do sali tronowej, która była dość opustoszała, i po zrobieniu tam zdjęć dziewczyna wskazała mi strategiczne pozycje, w których miałam pozować. Zrobiłam, co kazała, a gdy tylko zrobiła mi zdjęcia przed drzwiami, podeszła do mnie, pod pozorem pokazania mi ich, po czym z całej siły pchnęła mnie na drzwi.

Siła pchnięcia otworzyła drzwi, rzucając mnie do środka. Zanim zdążyłam podnieść się z podłogi, zatrzasnęła je za mną. Zaczęłam walić w nie z całych sił, ale odwrócenie się za siebie i ujrzenie, w jakim znalazłam się pomieszczeniu, uświadomiło mi, jak daremne to były wysiłki.

To był pokój ciszy.

„No cóż” – zza drzwi dobiegł mnie męski głos, należący do chłopaka, z którym miałam potyczkę w autobusie. „Miłej zabawy w zamienianie się w stertę kości, bo osobiście dopilnuję, by nikt cię nie znalazł”.

Po czym wybuchnął śmiechem. Głośnym. Sadystycznym. I pełnym kpiny, podczas gdy moja krew zaczęła szybciej krążyć w żyłach, a przerażenie ogarnęło całą moją istotę. Waliłam w drzwi jeszcze mocniej, ale było to bezcelowe.

„Oto twoje dziesięć dolarów za zwabienie jej do tego pokoju”.

„Dzięki” – rozpromieniła się dziewczyna, o której myślałam, że była miła z czystej dobroci serca, a ja przysłuchiwałam się, jak odchodzili. Powinnam była wiedzieć, że nie powinnam ślepo jej ufać. Zaledwie kilka dni temu znalazłam się w dokładnie tej samej sytuacji, bo komuś zaufałam, a teraz znów tu tkwiłam.

Dębem uderzałam w drzwi przez cały wieczór, dopóki moje dłonie nie pokryły się siniakami i otarciami, dopóki nie osunęłam się na podłogę, dopóki nie opuściły mnie wszystkie siły, dopóki nie usłyszałam, jak autobus odjeżdża.

A potem zostałam zupełnie sama w mrocznym pokoju ciszy.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: 2: Zablokowany - Naznaczona przez trzech tyranów alfa | StoriesNook