languageJęzyk

4: Królewski partner

Autor: Aeliana Moreau 13 kwi 2026

LIORA

„Przeznaczona”.

To jedno słowo, wypowiedziane przez ich trzech w tej samej chwili, odtwarzało się w mojej głowie raz za razem.

Oto bracia Hawthorne, trojaczki – książęta z królewskiego stada, otaczali mnie, ogłaszając mnie swoją przeznaczoną.

Księżyc wciąż znajdował się tuż nad nami, jaśniejszy niż kiedykolwiek, a w powietrzu unosiło się uczucie, którego nie potrafiłam nazwać – coś zgoła nienaturalnego, co sprawiało, że moje serce biło szybciej, jednak nie ze strachu przed nimi, lecz z poczucia tworzącej się więzi.

„Co to ma, kurwa, być?!” – Adam ryknął na całe gardło i w ułamku sekundy jakakolwiek magia, która zaczęła rozkwitać w powietrzu, momentalnie wyparowała.

Moje serce zabiło jeszcze szybciej, lecz tym razem stało się tak wyłącznie ze strachu.

„Zdaje się, że właśnie zadałem ci pytanie!” – krzyknął ponownie, a ja instynktownie skuliłam się w sobie i cofnęłam. „Co ty, kurwa, zrobiłaś?”

„Ja... Ja tylko...” – zająkałam się, trzęsąc się i dygocząc. „Zgubiłam drogę, a ten dziwny księżyc przyprowadził mnie aż tutaj. Ja tylko...”

„Och” – jego sadystyczny śmiech odbił się echem po lesie, a krew ścięła się w moich żyłach w lód. Schylił się i podniósł mnie za kołnierzyk mundurka, jakbym nie ważyła absolutnie nic.

„Ten las jest zakazany nawet dla zwykłych wilków, a jakikolwiek człowiek, który omyłkowo do niego wszedł, powinien być martwy, bo nie jest w stanie znieść jego mocy. A tymczasem ty stoisz tu, wciąż oddychając, podczas gdy nasze wilki ogłaszają cię swoją przeznaczoną. To niemożliwe. Książęta nigdy wcześniej nie mieli wspólnej przeznaczonej, a nawet gdyby miało do tego dojść teraz, z pewnością nie byłaby to jakaś głupia, ludzka dziewucha!”

Jego głos zagrzmiał, a wilk w jego oczach zalśnił jeszcze wyraźniej w przypływie złości. Nie mogłam powstrzymać strumieni łez, które popłynęły po mojej twarzy.

„Przysięgam, nic nie zrobiłam. Jeśli mnie teraz puścisz, nikt się o tym nie dowie. Nie pisnę o tym ani słowa komukolwiek”.

„Nie możemy cię po prostu puścić” – nadeszła odpowiedź Carltona, który podszedł do miejsca, gdzie zwisałam ujęta żelaznym chwytem Adama. „Jesteś naszą przeznaczoną. Jesteś królewską przeznaczoną”.

„Przestań ją tak nazywać!” – warknął Adam. Rzucił bratu spojrzenie, a gdy znów obrócił głowę w moją stronę, w jego oczach widać było nieskalany, dziki gniew. To była iście mordercza wściekłość, zwierzęca wręcz furią, przez którą wyglądał tak, jakby dzieliły go zaledwie sekundy od oderwania mi głowy od karku.

Przerażało mnie to. Jego gniew był wręcz potworny.

„Puść ją, Adam”.

„I co?” – szczeknął na Carltona. „Wziąć ją do pałacu? Ogłosić ją naszą przeznaczoną czy jak?”

„Moglibyśmy odrzucić ją tu i teraz” – rzucił z miejsca, w którym stał Braxton, opierając się o drzewo i obserwując nas tak, jakbyśmy byli sceną z telenoweli. „Odrzucimy ją i rozejdziemy się w swoje strony. Nikt nie musi wiedzieć, że odnaleźliśmy naszą pierwszą przeznaczoną”.

Pozostali bracia zamilkli na chwilę, zanim na twarzy Adama nie wykwitł uśmiech pełen ulgi, a on sam rzucił mną o ziemię, zupełnie jakbym była niczym. Zignorowałam przeszywający ból, którego doświadczyłam. Ból nie miał tu żadnego znaczenia. Jedyne, co się liczyło, to w jaki sposób miałam uciec stąd w jednym kawałku.

„Tak, tak... to dobry pomysł. Jest idealny... Zróbmy...”

„Naprawdę myślicie, że pałac i królewska czarodziejka nie zostaliby powiadomieni o tym, że już znaleźliśmy naszą przeznaczoną?”

„Gówno mnie obchodzi, czy się dowiedzieli czy nie!” – wrzasnął do Carltona i choć ten nawet nie mrugnął pod wpływem podniesionego głosu, ja na ten dźwięk wręcz zadygotałam.

„Jedyne, o co mi teraz chodzi, to odrzucenie jej i posłanie w diabły. O tym, jak poradzić sobie z konsekwencjami, pomyślimy później”.

„W porządku, jeśli tego właśnie chcesz, zróbmy to” – Carlton z łatwością przystał na propozycję, a ja nieomal zapłakałam z ulgi. Czymkolwiek był ten koszmar, nie mogłam się wprost doczekać, by zostawić go za sobą.

„Ja, Adam Hawthorne, pierwszy Książę Alfa stada SilverMoon, syn Rerai i Nicka Hawthorne'ów, niniejszym odrzucam ciebie, Lioro, jako moją przeznaczoną”.

„Ja, Braxton Hawthorne, drugi Książę Alfa stada SilverMoon, syn Amber i Nicka Hawthorne'ów, niniejszym odrzucam ciebie, Lioro, jako moją przeznaczoną”.

„Ja, Carlton Hawthorne, trzeci Książę Alfa stada SilverMoon, syn Amber i Nicka Hawthorne'ów, niniejszym odrzucam ciebie, Lioro, jako moją przeznaczoną”.

Czekałam przez to, co wydawało się ciągnąć w nieskończoność, zanim bracia wymienili się spojrzeniami, a Adam uderzył z furią w ziemię. Zarówno ja, podłoże, jak i pobliskie drzewa, zatrzęsłyśmy się od samej tylko siły jego narastającego gniewu.

„Niech to ona odrzuci nas” – zasugerował Carlton, a Adam nie zwlekając ani sekundy, po raz kolejny uniósł mnie w górę.

„Słyszałaś go” – warknął na mnie. „Zrób to”.

„Ja, Liora Cole z... z...” – mój głos drżał niekontrolowanie – „Ja, Liora Cole odrzucam Książąt Alfa: Adama, Braxtona i Carltona Hawthorne'ów, jako moich przeznaczonych”.

Nic się nie wydarzyło; nie mi i zdecydowanie nie im, jako że uścisk Adama wokół mojego kołnierzyka jedynie się zacisnął, by chwilę później po raz wtóry cisnąć mną o ziemię.

„Ona coś zrobiła. Ona na pewno coś robi” – powiedział, krążąc nerwowo po polanie, podczas gdy mój strach i obawy tylko i wyłącznie narastały.

Bałam się, że podniesie cokolwiek z ziemi, by mnie tym uderzyć. Martwiłam się, że zaproponuje, by od razu mnie zabili i pogrzebali moje ciało, żeby nikt nigdy nie dowiedział się o tej łączącej nas więzi przeznaczenia.

Ten koszmar stawał się nazbyt przytłaczający. Nie pragnęłam niczego więcej ponad wybudzenie się z tego snu. Było o niebo lepiej, kiedy wciąż przebywałam w ciemnym pokoju. Przynajmniej wtedy miałam pewność, że zginę. Teraz zaś nie wiedziałam, co ze mną zrobią, a na jakiekolwiek opcje by się nie zdecydowali, nie zwiastowały one dla mnie niczego dobrego.

„Myślę, że musimy zabrać ją do pałacu” – powtórzył swoją sugestię Braxton.

„Zabrać ludzką przeznaczoną do pałacu? Myślę, że najpierw wolałbym umrzeć”.

„Więc co proponujesz, żebyśmy w tej sytuacji zrobili?” – zapytał Carlton.

„Sugeruję, żebyśmy...” – Adam nie zdążył dokończyć wypowiedzi, gdy nagle na polanę wkroczyli w naszym kierunku jacyś umundurowani mężczyźni. Było to na tyle niespodziewane, że w ogóle nie usłyszałam ich kroków.

„Moi książęta” – przywitał się mężczyzna wyglądający na ich dowódcę. Adam zdawał się być jeszcze bardziej wściekły i zamiast na mężczyzn, z obrzydzeniem patrzył na mnie.

„Pałac został powiadomiony, że odnaleźliście swoją przeznaczoną. Alfa i Luna nakazali nam bezpiecznie odeskortować was z powrotem do pałacu”.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: 4: Królewski partner - Naznaczona przez trzech tyranów alfa | StoriesNook