ADAM
Moje życie w ciągu ostatnich dwóch godzin wywróciło się do góry nogami w najstraszniejszy możliwy sposób, ale ja właśnie przemierzałem długość naszego salonu z kieliszkiem mocnego wina w dłoni, chociaż jedyne, na co miałem ochotę, to zdemolować cały dom, zrównać budynek z ziemią i wypuścić mojego wilka do lasu, by wyrywał drzewa z korzeniami.
Musiałem się jednak zmusić, by zachować spokój, by tylko krążyć po salonie, biorąc od czasu do czasu łyk wina, mimo że pragnąłem jedynie cisnąć kieliszkiem o ścianę albo, jeszcze lepiej, w jej twarz.
Sama myśl o niej budziła w mojej duszy odrazę i sprawiała, że wlałem w siebie całą zawartość kieliszka jednym haustem. Podszedłem do barku i nalałem sobie następny.
– Myślę, że powinieneś już przestać pić – dobiegł mnie z tyłu głos Braxa. – Przestań pić, żebyśmy mogli pomyśleć nad rozwiązaniem z jasnym i logicznym umysłem.
– Rozwiązaniem? – Carl odpowiedział bratu. – Słyszałeś Circe. Nie ma żadnego rozwiązania. Jesteśmy z nią związani na całe życie. Musimy ją uznać i naznaczyć, jeśli chcemy wstąpić na tron.
– Chyba że ona umrze – odparł Brax. – To jedyne rozwiązanie.
– A ona nie umrze w najbliższym czasie. Jest naszą przeznaczoną. – Mój wzrok spoczywał na kieliszku, który trzymałem, ale czułem, że teraz patrzy na mnie. – Musimy to zaakceptować.
Szkło pękło w mojej dłoni. Przeszedłem nad odłamkami, by wrócić do głównej części salonu.
– Nie, nie musimy. Nie zrobimy tego. Nie ma mowy, żebyśmy uznali ludzką dziewczynę za naszą przeznaczoną, wpuścili ją do naszego życia i domu, i... – Skrzywiłem się. Sam fakt, że była na piętrze, w jednym z pokoi, wystarczył, by krew się we mnie zagotowała. Zapewne rozglądała się teraz, chłonąc luksusowe detale pokoju, który zapewniła jej jej magia krwi. Ludzie... z nimi zawsze wiążą się same kłopoty i dopóki nie zobaczę, jak znika z tego pałacu, nie zaznam spokoju.
– To się po prostu nie wydarzy – podsumowałem. – Wymyślę jakiś sposób, ale to będzie jej jedyna noc w tym domu.
– Adam – zaczął Carl swoim typowym, uspokajającym tonem, a ja już wiedziałem, co powie. To tylko jeszcze bardziej mnie rozzłościło. – Naprawdę współczuję ci twojej straty, ale minęły już lata. Musisz odpuścić sobie tę zaślepiającą nienawiść i gniew. Nie możesz przekreślać całej rasy ludzkiej z powodu tego, co zrobił jeden z nich. Nie obchodzi mnie dziewczyna na piętrze i jeśli jakimś cudem przestanie być naszą przeznaczoną, stanie się dla nas nikim. Ale teraz jest naszą mate. Nasza przyszłość jest z nią powiązana. Nie możemy po prostu jej odprawić dlatego, że nienawidzisz ludzi, a zwłaszcza dlatego, że nienawidzisz ludzi przez to, co zrobił tylko jeden z nich. Nie możemy...
Mój wilk i gniew zadziałały, zanim zdążyłem pomyśleć. W jednej chwili stałem w pewnej odległości od Carla, a w następnej obnażyłem kły i chwyciłem go za kołnierz, podnosząc z podłogi. Tyle że on nie ruszył się z miejsca. Utrzymał się na nogach mimo mojej próby podniesienia go. Mój uścisk na jego kołnierzu tylko się zacieśnił, podczas gdy mój wilk posyłał mu jadowite spojrzenie. Carl pozostał niewzruszony. Patrzył tylko na mnie z obojętnym wyrazem twarzy, co rozgniewało mnie jeszcze bardziej.
Zawsze rozumieli, jaki wybuchowy gniew we mnie wzbiera, ilekroć pojawiał się ten temat, a biorąc pod uwagę nowy obrót spraw, musieli zdawać sobie sprawę, jak bardzo mnie to dotknęło.
Opuściłem ręce.
– Przepraszam, idę teraz spać.
Nie czekałem na odpowiedź żadnego z nich, tylko obróciłem się na pięcie i ruszyłem w stronę schodów. Byłem u ich podnóża, kiedy zatrzymał mnie głos Braxa.
– Prześpijmy się z tym po prostu. Jestem pewien, że rano będziemy potrafili myśleć jaśniej. I Adam, błagam, nie zrób żadnego głupstwa.
Oczywiście wiedział, że w mojej głowie zaczynał kształtować się głupi plan. Wie, że nie zaakceptuję tego tak po prostu i nie pozwolę, by ten koszmar trwał dłużej, niż to konieczne. Skinąłem głową, po czym wszedłem po schodach.
Ledwie znalazłem się na piętrze, gdy jej zapach uderzył w moje nozdrza; słodki, nieziemski aromat, ten, który sprawiał, że mój wilk rwał się do wyjścia, ten, przez który moje nogi walczyły, by pójść do jej pokoju, i to przyciąganie... Boże! Moje dłonie same zacisnęły się w pięści i musiałem użyć całej swojej siły woli, żeby nie uderzyć jedną z nich w ścianę.
Dotarłem do swojego pokoju w jednym kawałku i zamknąłem drzwi na dwa spusty, by walczyć z samym sobą. Dopiero pod prysznicem naprawdę puściły mi nerwy. Uderzałem w ścianę raz za razem, aż moje knykcie były mocno posiniaczone, a mój wilk zaskomlał z protestu. Nienawidziłem go, bo jak śmiał czuć do niej więź przeznaczenia? Do człowieka?
Kiedy w końcu wróciłem do pokoju, było już po północy. Oczy ledwo mi się nie zamykały z powodu tego, jak bardzo byłem śpiący. Kubek kawy nie pomógł. Moje ciało krzyczało na mnie, bym odpoczął po tym, jak nie spałem przez ponad 120 godzin. Nie chciałem spać. Wiedziałem, jak wielkim terrorem jest dla mnie sen... Wiedziałem...
Moje oczy się zamknęły... Walczyłem, by utrzymać je otwarte, ale to nie zadziałało. Po prostu...
Byłem w kałuży krwi; nie, byłem w jej oceanie. Tonąłem w niej i bez względu na to, jak mocno się szamotałem, czy jak bardzo próbowałem płynąć, to nie działało. Umierałem. Krew dostała się do moich ust, wypełniła płuca i wciągnęła mnie pod powierzchnię.
Obudziłem się z drgnięciem.
Miałem wysoką temperaturę. Moje serce waliło, a całe ciało się trzęsło. Nienawidziłem tego. Nienawidziłem tego, jak bardzo czułem się słaby. Byłem przyszłym Królem Alfą watahy Srebrnego Księżyca, a teraz drżałem przez koszmar jak pieprzony pięciolatek, podczas gdy powód mojego koszmaru prawdopodobnie spał smacznie zaledwie kilka pokoi dalej.
Spojrzałem na szafkę nocną i zorientowałem się, że nie spałem nawet pięciu minut. Nie potrafiłem przespać nawet pięciu minut, a miałem zaakceptować ją jako moją przeznaczoną. Nie ma mowy. Wolałbym umrzeć, niż na to pozwolić. Wolałbym zrobić coś niewyobrażalnego, niż do tego dopuścić.
Z tą myślą wstałem z łóżka i ruszyłem do jej pokoju. Nie musiałem znać dokładnego pokoju, który został jej przydzielony, by ją zlokalizować, bo mój wilk poprowadził mnie do niej. Otworzyłem drzwi uniwersalnym kluczem i musiałem zwalczyć natychmiastowe przyciąganie, które do niej poczułem.
Wyglądała jak gołębica, śpiąc spokojnie na łóżku z pościelą naciągniętą aż po klatkę piersiową. Ta irracjonalna część mnie, która należała do mojego wilka i nad którą nie miałem kontroli, nie pragnęła niczego bardziej, niż wejść z nią do łóżka i wziąć ją w ramiona.
Odepchnąłem od siebie te myśli, podszedłem do łóżka i wspiąłem się na nią. Jej oczy otworzyły się szeroko na to najście, i otworzyła usta. Krzyk, który miała z siebie wydać, zamarł w jej gardle w chwili, gdy moje dłonie zacisnęły się na jej szyi. Jej oczy rozszerzyły się, gdy zdała sobie sprawę, co zamierzam zrobić. Szarpała się pode mną, a jej ręce niezdarnie próbowały oderwać moje od jej gardła.
Nie tylko ona czuła ból. Im mocniej ściskałem, z tym większą siłą coś uciskało moje serce i tym bardziej rozmywał się mój wzrok... to musiała być więź przeznaczenia, więc ścisnąłem mocniej, zanim moi bracia również to poczują i wpadną do pokoju. W końcu przestała się szamotać, a kiedy jej ręce opadły, odetchnąłem z ulgą. Stało się. Już nie będę do niej przykuty.
Zszedłem z niej, a moje nogi ugięły się, gdy tylko dotknęły podłogi. Ból w moim ciele był zbyt przytłaczający. To nie przypominało zerwania więzi; to było jak piekło. Jakby całe moje ciało zanurzono w ogniu i papryczkach chili. Z trudem stanąłem na nogi, z trudem stawiałem kroki, bo im dłużej szedłem, tym bardziej moje ciało przypominało ołów, a mój wzrok coraz bardziej mętniał. Z wielkim wysiłkiem dotarłem do swojego pokoju, a gdy tylko przekroczyłem próg, moje nogi odmówiły posłuszeństwa i upadłem na ziemię.
Tym razem nie byłem w stanie utrzymać otwartych oczu i pochłonęła mnie ciemność.






