languageJęzyk

5: Związany z nią

Autor: Aeliana Moreau 13 kwi 2026

LIORA

Kolejna godzina minęła jak we mgle.

Od strażników wręczających książętom płaszcze do okrycia się, co po raz pierwszy od początku tej nocy uświadomiło mi ich nagość, przez zaprowadzenie do najbardziej luksusowego samochodu, jaki w życiu widziałam, zatrzymanie się w pałacu i wędrówkę między wysokimi ścianami i lśniącymi podłogami, aż po stanięcie wreszcie przed obliczem Króla Alfy i Królowej Luny.

Minęło już kilka minut, odkąd znalazłam się w ich obecności, a ja wciąż wstrzymywałam oddech. Wydawali się więksi niż samo życie, siedząc na swoich tronach, a potężna aura, którą emanowali, sprawiała, że w ich obecności czułam się jak kompletne nic. W komnacie znajdowała się jeszcze jedna kobieta; siedziała na podłodze, a na kostkach i nadgarstkach miała koraliki z muszli kauri. Upiorna wibracja unosząca się wokół niej była zbyt potężna, by można było ją przeoczyć.

Próbowałam wbić wzrok w podłogę, wtopić się w samą siebie, żeby zapomnieli o moim istnieniu, ale wtedy złapałam się na tym, że znów podnoszę wzrok i patrzę na Lunę Amber. Ona też na mnie patrzyła. To dlatego mój szósty zmysł zmusił mnie do podniesienia oczu. Przyglądała mi się tak, jak obserwuje się okaz pod mikroskopem, jakby próbowała dostrzec wszystkie moje elementy i zrozumieć, o co to całe zamieszanie.

Dlaczego zwykła ludzka istota, taka jak ja, została przeznaczona jej trzem synom?

To było wytrącające z równowagi.

Wtedy uśmiechnęła się w sposób, który rozjaśnił całą jej twarz. Zanim jeszcze się odezwała, już poczułam ulgę.

– Spokojnie, dziecko, nie ugryziemy cię, a wygląda na to, że jesteś teraz jedną z nas.

Niiie. Miałam ochotę krzyczeć, że to jakaś pomyłka albo błąd w obliczeniach, że nie ma mowy, bym naprawdę była przeznaczona któremukolwiek z nich. Chciałam wrócić do internatu, do azylu mojego pokoju. Zabawne, jak bardzo zawsze nienawidziłam tego pokoju przez Dior, ale teraz wolałabym znosić jej apodyktyczne zachowanie niż ten koszmar.

Naprawdę oddałabym wszystko, żeby wejść teraz do pokoju i zobaczyć, jak Dior niszczy moje rzeczy.

– Więc, odkryliście już, że jest oszustką?

Głos Adama obwieścił ich przybycie. Bracia weszli do komnaty, teraz już w pełni ubrani, i zajęli miejsca na sofie.

– Nie jest oszustką. – To odezwała się czarownica na podłodze. Wpatrywała się we mnie prosto w oczy w sposób, od którego włosy zjeżyły mi się na ciele.

Chciałam po prostu stąd wyjść.

– Cóż, musi nią być – kontynuował Adam, a pogarda w jego głosie była wyraźna jak dzień. – Nie ma mowy, żebyśmy byli z nią złączeni więzią.

– Obawiam się, że tak jest, mój książę. Jest twoją przeznaczoną, tak samo jak twoich braci. Nosi w sobie potężną i bezprecedensową aurę, taką, jakiej nie posiadają nawet królewskie wilczyce. Właśnie dlatego była w stanie wejść do Lasu Astralu, dlatego święta pełnia księżyca, której nie widziano od stuleci, ukazała się, by poprowadzić ją do was. Jest waszą przeznaczoną, królewską Księżniczką Luną.

Ogłosiła coś, co zabrzmiało dla mnie jak wyrok śmierci. Im więcej czasu spędzałam w tym pokoju, tym bardziej traciłam kontakt z rzeczywistością.

Nic, co powiedziała na mój temat, nie mogło być prawdą. Nie mam żadnej potężnej aury. Mam w sobie tylko lata bólu, cierpienia i głodu.

– Cóż, to jakieś gówno i musicie to napra…

– Słownictwo, Adamie – odezwał się Król Alfa cichym głosem, który jednak niósł w sobie wystarczający ciężar, by zagłuszyć wszystko inne w pomieszczeniu. – Będziesz zwracał się do Circe z szacunkiem.

Adam skłonił się w przeprosinach, ale w jego wyrazie twarzy nie było ani krzty skruchy. Dłonie zwinął w pięści, a po oślepiającej wściekłości w jego oczach widać było, że mógłby zabić zarówno Circe, jak i mnie, byle tylko uwolnić się od tej zakazanej więzi.

– A co, jeśli nie chcemy tej więzi? – zapytał Carlton. – Czy możemy ją odrzucić?

– Nie. Książęta Alfa nie mają wolności odrzucania swoich przeznaczonych, a już na pewno nie tej jednej, wyjątkowej. Bogini Księżyca nie popełnia błędów, i skoro złączyła was z tą ludzką dziewczyną i sprawiła, że znaleźliście ją przypadkowej nocy, to znaczy, że jest ona przeznaczona wam trzem. Nienaznaczenie jej i nieuznanie za swoją miałoby poważne konsekwencje nie tylko dla was, ale dla całej watahy. To byłoby sprzeciwienie się bezpośredniemu nakazowi Bogini Księżyca i pociągnęłoby za sobą surowe reperkusje.

Gęsta cisza zapadła w pokoju. Przełknęłam ślinę. Po prostu patrzyłam na rozwój wydarzeń, czekając, aż niewidzialny reżyser krzyknie cięcie, żebym mogła wrócić do mojego normalnego życia.

– Nie chcę tego – wszystkie głowy w pokoju odwróciły się w moją stronę i dopiero wtedy dotarło do mnie, że to ja się odezwałam. – Nie chcę być z nimi związana, chcę po prostu wrócić do szkoły.

– Przykro mi, Lioro Cole, córko Anny i Bena, pierwsza ludzka istoto przeznaczona książętom alfa. To nie zależy od ciebie.

– Chcecie mi powiedzieć, że nie mam nic do powiedzenia w kwestii własnego życia?

– Bogini Księżyca tak zadecydowała.

– Nie służę Bogini Księżyca. Jestem człowiekiem. Nie muszę tańczyć, jak mi zagra.

Circe tylko uśmiechnęła się do mnie.

– Więc twierdzisz, że nie ma wyjścia z tej więzi? – zapytał ponownie Carlton. Rzucił szybkie spojrzenie na Adama, który zamiast wyglądać na wściekłego, wyglądał na zdruzgotanego, jakby właśnie usłyszał najgorszy wyrok w swoim życiu. – Musi być jakieś wyjście.

– Jedynym wyjściem jest śmierć! – wykrzyknęła, a przez ułamek sekundy jej oczy stały się całkowicie białe. Koraliki z muszli zdobiące jej nadgarstki i kostki zatrzęsły się, mimo że siedziała zupełnie nieruchomo.

– Dopóki ona nie umrze, jesteście z nią związani na całe życie.

– Wystarczy – Luna Amber podniosła się z miejsca. – Circe może odejść.

Circe również wstała, skłoniła się i wyszła z komnaty, a jej koraliki z muszli nie wydały przy tym ani jednego dźwięku.

Król Alfa także opuścił pokój, a książęta wstali, gdy wychodził, podczas gdy ja z trudem próbowałam podnieść się z miejsca.

– Ja... ja muszę wracać do szkoły – powiedziałam, nie zwracając się do nikogo konkretnego, po prostu poczułam potrzebę wygłoszenia tego oświadczenia przed wyjściem.

Tylko Luna Amber uśmiechnęła się na moje słowa. Podeszła do mnie, a jej czarna szata falowała za nią.

– Jesteś teraz jedną z nas, dziecko, a pałac jest teraz twoim domem. Zostaniesz zaprowadzona do swojego pokoju przez przydzieloną ci pokojówkę, która pomoże ci się zaaklimatyzować w nadchodzących dniach.

Otworzyłam usta, by temu zaprzeczyć, ale ona już odwróciła się plecami i wyszła. Zostałam z milczącymi książętami przez niecałą minutę, która wydawała się trwać dziesięciolecia, zanim do pokoju weszła pokojówka, dygnęła przed książętami, którzy ją zignorowali, i wyprowadziła mnie na zewnątrz.

– Zostaw nas – zaledwie zrobiliśmy dziesięć kroków za drzwiami, gdy z tyłu dobiegł nas ten głos. To Adam nas dogonił. Pokojówka czym prędzej się oddaliła, zostawiając mnie z sercem bijącym gorączkowo ze strachu przed nim.

Co zamierzał teraz zrobić?

– Przepraszam – rozległ się jego ponury ton, a to zaparło mi dech w piersiach.

Zaraz... co?

– Naprawdę przepraszam za to, jak traktowałem cię w szkole, za danie dzieciakom zielonego światła do znęcania się nad tobą. Wiem, że w ten sposób się na mnie mścisz, ale błagam cię, musisz to cofnąć – zbliżył się do mnie tak bardzo, że przyparł mnie do ściany.

– Błagam cię, to dla mnie gorsze niż wyrok śmierci. To mnie zabija – brzmiał, jakby naprawdę go to zabijało. Jego twarz była obrazem czystego cierpienia. Miał pełne łez oczy, a całe jego ciało drżało. Cokolwiek to był za ból, nie był to tylko ból emocjonalny.

– To mnie zabija. Nie mogę być przeznaczony człowiekowi. Nie potrafię spojrzeć na człowieka i zobaczyć w nim swojej przeznaczonej. To dla mnie potworny wyrok. Błagam, cofnij to, jakąkolwiek czarną magię rzuciłaś, żeby nas ze sobą związać. Błagaaam.

Zaksztusił się i mimo wszystko zrobiło mi się go żal. Czułam jego udrękę i ból, czułam jego nędzę, a moje własne oczy również zaszły mgłą.

– Nic nie zrobiłam.

– Jeśli mam przeprosić cię przed całą szkołą, zrobię to. Tylko proszę, cofnij to. Uwolnij mnie z tych kajdan!

– Nie wiem jak. Nic nie zrobiłam!

Wypuścił głośno powietrze, po czym ukrył twarz w dłoniach. Kiedy podniósł głowę, znów mogłam dostrzec, jak na jego twarzy maluje się szaleństwo. Natychmiast się cofnęłam.

– Więc nic nie zamierzasz zrobić?

– Nie da się nic zrobić. Ja...

– Dobrze! – cofnął się ode mnie, jego gniew był opanowany i cichy. – Niech będzie po twojemu, w takim razie przygotuj się na konsekwencje.

Z tymi słowami odszedł, zostawiając mnie z walącym sercem i drżącym ciałem.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki