Głowa Harrisona odskoczyła na bok od uderzenia, a na jego lewym policzku szybko pojawił się jasnoczerwony ślad. Palący ból rozprzestrzenił się w dół linii szczęki, ale to było nic w porównaniu z kłuciem w klatce piersiowej.
Nie śmiał podnieść ręki, by go potrzeć. Zamiast tego powoli odwrócił twarz z powrotem, spuszczając wzrok i wpatrując się w dłoń ojca opuszczoną wzdłuż tułowia.
Jego knykcie wci






