ROZDZIAŁ DWUDZIESTY ÓSMY
PERSPEKTYWA SIENNY
– Czekam, Sienno – powiedział cicho, choć w jego głosie nie było spokoju. To był ten rodzaj ciszy, który wynika z próby opanowania ogromnego gniewu.
Wypuściłam drżący oddech, a moje palce u boków drżały. Roman się nie poruszył. On również tam stał, z zaciśniętą szczęką, zesztywniały.
Przełknęłam ciężko ślinę. – To zaczęło się... tamtej nocy. Tej nocy,






