ROZDZIAŁ DZIEWIĘĆDZIESIĄTY CZWARTY
PERSPEKTYWA SIENNY
Budynek Rady nie był niczym nadzwyczajnym ani nadprzyrodzonym, jak to sobie zawsze wyobrażałam. Wyglądał jak zwyczajny gmach sądu, taki, jaki można znaleźć w każdym ludzkim mieście – wysoki, rozłożysty, ze szklanymi drzwiami, ochroną przy wejściu, a nawet wykrywaczem metalu, przez który musieliśmy przejść. Ale dłoń Romana ani na chwilę nie wypu






