Po wyjściu z biura Graham Group, Arissa odwróciła się, by spojrzeć na niebotyczny budynek. Nie dało się ukryć, że czuła się nieco rozczarowana wynikiem rozmowy kwalifikacyjnej.
Początkowo myślała, że rozmowa przebiegnie gładko i że wkrótce rozpocznie tu pracę. Ale kto mógł przypuszczać, że splot wydarzeń zmieni ten scenariusz.
Skoro los miał wobec niej inne plany, mogła tylko szukać kolejnych możliwości.
W końcu poza Graham Group jest mnóstwo innych firm.
Arissa wezwała taksówkę, by pojechać do domu. W drodze powrotnej nagle otrzymała telefon. Widząc, że to Ethen, poczuła się dziwnie, że wciąż do niej dzwoni po jej wcześniejszym spotkaniu.
Arissa nieświadomie zmarszczyła brwi. Niemniej jednak odebrała telefon uprzejmym tonem. – Dzień dobry, panie Frank!
– Witam, panno York! – odpowiedział Ethen, potajemnie próbując wybadać grunt. – Panno York, czy jest coś, z czego jest pani niezadowolona w Graham Group? Jeśli obawy dotyczą pani wynagrodzenia, proszę wiedzieć, że jesteśmy otwarci na dyskusję. Nasz dyrektor generalny, pan Graham, naprawdę ceni pani talent. Szczerze liczymy, że rozważy pani współpracę z nami.
Arissa była zszokowana słowami Ethena. Co pan Frank teraz knuje?
Arissa próbowała zorientować się w sytuacji, zanim doszła do wniosku, że Ethen i reszta z nich prawdopodobnie nie wiedzieli, że została przepędzona przez Dannę.
Więc odpowiedziała: – Nie ma niczego, z czego byłabym niezadowolona w Graham Group. Przyszłam na dzisiejszą rozmowę ze szczerym zamiarem dołączenia do firmy. Ponieważ jednak narzeczona pana Grahama mnie nie polubiła i postanowiła mnie wyrzucić używając wulgarnych i niegrzecznych słów, uznałam, że nie mam już powodu, by u was pracować. Zamiast tego spróbuję swoich sił w innych firmach.
Słysząc to, Ethen był zszokowany. – Ma pani na myśli pannę Adams?
Panna Adams!
Na dźwięk tego nazwiska serce Arissy zabiło mocniej. Z miejsca wywołało głęboko zakorzenioną nienawiść, którą przez wiele lat ukrywała na dnie serca.
Pięć lat temu kobieta, która również nazywała się pani Adams, siłą odebrała jej dzieci. Co więcej, nakazała okrutne traktowanie Arissy i jej maleństw. To było niezwykłe szczęście, że ktoś ich znalazł. W przeciwnym razie ona i jej dzieci umarliby bolesną śmiercią.
Czy ta panna Adams to ta sama osoba, co kobieta z mojej przeszłości? Czy to tylko zbieg okoliczności, że noszą to samo nazwisko?
Do dziś Arissa wciąż nie mogła zrozumieć, dlaczego tamta kobieta chciała odebrać jej dzieci. Nie miały z sobą żadnych zatargów z przeszłości i nawet się nie znały. A jednak tamta kobieta potajemnie wrobiła Arissę i zamknęła ją w opuszczonym budynku, dopóki ta nie urodziła dzieci.
Początkowo Arissa myślała, że to wszystko sprawka jej ojca. Jednak z biegiem czasu uświadomiła sobie, że nic tu nie ma sensu.
Nigdy nie zapomni tych mrocznych dni i przysięgła, że odnajdzie tę kobietę, by wymierzyć jej sprawiedliwość. Ale co ważniejsze, musiała odzyskać swoje utracone dzieci.
– Panno York? – Zorientowawszy się, że Arissa przez chwilę nie odpowiada, Ethen zawołał, by przykuć jej uwagę.
Arissa w końcu otrząsnęła się z zamyślenia i odpowiedziała: – Jestem tu!
– Panno York, czy chce pani powiedzieć, że została pani wyproszona przez pannę Adams, a nie opuściła rozmowy dlatego, że pani negocjacje z panem Grahamem zakończyły się niepowodzeniem? – Ethen nadal był w szoku. Potrzebował, aby Arissa wyraźnie to potwierdziła, ponieważ nadal tliła się w nim obawa, że rozmowa mogła się nie udać z powodu jej negocjacji z szefem.
Kto by pomyślał, że panna Adams wtrąci się w rozmowę kwalifikacyjną firmy?
– Nie zdążyłam nawet poznać pana Grahama, zanim nie wyrzuciła mnie ta kobieta. Powiedziała, że skoro ona nie dostrzega we mnie potencjału, pan Graham też go nie zobaczy. – Na nastrój Arissy wpłynęły wspomnienia i przemyślenia. Będąc w złym nastroju, nie trudziła się dalszym tłumaczeniem czegokolwiek Ethenowi.
– Zresztą, wasza firma to za wysokie dla mnie progi. Do widzenia! – rzuciła Arissa, po czym się rozłączyła.
Czy jestem zbytnio przewrażliwiona na tym punkcie? Kobieta z biura brzmiała inaczej niż ta sprzed pięciu lat. Kobieta, która zabrała moje dzieci, miała nieco bardziej ochrypły głos.
Arissa bardzo starała się przypomnieć sobie spotkanie z panną Adams w biurze. Przypomniała sobie, jak zszokowana była panna Adams na jej widok.
Początkowo myślała, że kobieta była po prostu zaskoczona, że zastała kogoś obcego w gabinecie swojego narzeczonego. Ale jak o tym teraz pomyśleć, wydawało się, że rozpoznała Arissę.
Nie wspominając już o jej aroganckim traktowaniu i tej niewytłumaczalnej wrogości, jaką do niej pałała. Wydawała się wręcz spieszyć, by wyrzucić Arissę z biura.
Im więcej Arissa o tym myślała, tym bardziej przechodził ją dreszcz.
Czy to mogła być ta sama kobieta z tamtego incydentu sprzed pięciu lat? Jeśli tak, to czy moje dzieci nie powinny być teraz z nią?
Arissa szybko wyciągnęła telefon i wpisała w wyszukiwarkę: Narzeczona Benjamina Grahama.
Jeśli ta kobieta jest narzeczoną pana Grahama, media z pewnością o niej wcześniej pisały. Prawdopodobnie tylko ja mam problem ze znalezieniem o niej informacji. Czy to możliwe, że pan Graham ukrył wszystkie dotyczące jej prywatne informacje? Biorąc pod uwagę to, jak wyjątkowa jest jego pozycja, to pewnie normalne, jeśli media decydują się nie publikować wiadomości na jego temat. Może powinnam zapytać Ethena o imię panny Adams. W ten sposób łatwiej mi będzie przeprowadzić moje małe śledztwo.
Na tę myśl Arissa szybko spróbowała zadzwonić do Ethena. Jednak on nie miał przy sobie telefonu. Był w drodze do gabinetu dyrektora generalnego, by znaleźć Benjamina. Na miejscu Ethen przez chwilę uważnie przyglądał się Benjaminowi. Mimo to nie udało mu się odgadnąć, co czuje jego szef. – Mów, jeśli masz coś do powiedzenia. Jeśli nie, wynoś się i wracaj do pracy! – ryknął Benjamin, rzucając Ethenowi ostre spojrzenie.
– Panie Graham, j-ja właśnie rozmawiałem z panną York... – Pomimo gniewnego wzroku Benjamina, Ethen zebrał w sobie resztki odwagi, by dokończyć zdanie. – Powiedziała, że to pańska narzeczona ją wcześniej przepędziła!
Powietrze przeszyła absolutna cisza. W rezultacie Ethen zamknął oczy, by nie musieć patrzeć na Benjamina.
– Moja narzeczona? – Benjamin parsknął sceptycznie. Nigdy nie wątpił w Dannę. Przeciwnie, uważał, że Arissie nie można ufać.
Co jest nie tak z Ethenem? Czy ta kandydatka wyprała mu mózg? Dlaczego raz za razem staje w jej obronie?
– Jest całkiem niezła w wymyślaniu wymówek, prawda? Co z tego, że została przepędzona? Jaki pożytek z takiej kandydatki, skoro nawet nie pomyślała, żeby najpierw sprawdzić to z tobą? – Benjamin kontynuował surowym głosem: – Przestań marnować na nią więcej czasu i znajdź kogoś innego. To nie tak, że Graham Group rozpadnie się bez niej. A teraz wynoś się!
Benjamin był w koszmarnym nastroju. Po otrzymaniu reprymendy Ethen potarł nos i opuścił pomieszczenie.
Ech. Panna York naprawdę jest cennym talentem, którego Graham Group potrzebuje. Czy pan Graham nie mógłby być choć odrobinę bardziej wyrozumiały? Czy nie zdaje sobie sprawy, jak trudno jest znaleźć kolejnego odpowiedniego kandydata? W końcu szukamy najlepszego inżyniera IT w branży, a nie zwykłych inżynierów.
W międzyczasie Danna dotarła na podziemny parking. Z ostrym, bezlitosnym błyskiem w oku podniosła telefon i zadzwoniła do kogoś.
Odbiorca odebrał połączenie, drżąc ze strachu. – P-panno Adams!
– A więc jednak mnie pamiętasz! – Głos Danny był złośliwy i grubiański. Całkowite przeciwieństwo tego, jak prezentowała się przed Benjaminem.
– Oczywiście, że panią pamiętam, panno Adams. Gdyby nie pani, nie miałabym takiego życia jak dzisiaj – odpowiedziała kobieta w średnim wieku z mieszanką strachu i wdzięczności.
– Czy mogę w czymś pomóc, panno Adams? – Danna nie kontaktowała się z nią od kilku lat. Dlatego kobieta z góry wiedziała, że to nic dobrego, skoro Danna nagle niespodziewanie się do niej odzywa. Jej serce zaczęło kołatać z niepokoju.
Danna parsknęła, po czym zaczęła przesłuchiwać kobietę w średnim wieku: – Dlaczego nie załatwiłaś do końca tej sprawy, o którą prosiłam cię pięć lat temu? Właśnie widziałam tę kobietę żywą i zdrową prosto przed moimi oczami, ty głupcze!
– Żywa i zdrowa? To niemożliwe! Wszyscy zostali pożarci żywcem przez bestie! – wykrzyknęła kobieta w średnim wieku z niedowierzaniem.
Ta kobieta żyje? Ale to niemożliwe.
– Widziałaś na własne oczy, jak ją pożerają? – naciskała Danna. Musiała dowiedzieć się, co dokładnie wydarzyło się tamtego dnia.
Jeśli Arissa rzeczywiście zginęła, to kobieta, którą Danna spotkała wcześniej w biurze, nie mogła być nią. Jednak Danna ufała własnym oczom. Była pewna, że nie pomyliła Arissy z kimś innym.
– M-my... Wtedy zobaczyliśmy, jak wataha wilków rzuca się na nich i rozszarpuje. P-potem odjechaliśmy. Nie mogliśmy zmusić się, by patrzeć na resztę – wyszeptała kobieta w średnim wieku. Rzeczywiście, sami nie widzieliśmy, jak są zjadani żywcem. W tej wataże było tak wiele wilków. Baliśmy się, że my też zostaniemy zaatakowani.
Gdyby wilki miały na nich zaszarżować, mieliby trudności z ucieczką, nawet będąc w samochodzie, dlatego po prostu odjechali z piskiem opon, widząc z daleka zgraję zbliżającą się do rodziny.






