Benjamin trzymał Jaspera blisko siebie, delikatnie kładąc dłoń na jego głowie w opiekuńczym geście. Zachowywał się chłodno w stosunku do Danny. – Nikomu nie wolno krzywdzić dziecka z rodziny Grahamów. Nie waż się więcej zbliżać do Gavina!
– Benjaminie, jestem matką Gavina, a on jest moim ukochanym dzieckiem. Dlaczego miałabym go skrzywdzić? To on... – Jej oczy spotkały się z zimnym spojrzeniem Benjamina. Nie odważyła się zrzucić winy na Jaspera i natychmiast zaczęła błagać o litość: – Nie zrobiłam tego celowo. Chciałam go tylko przytulić... Nigdy nie pomyślałabym o zrobieniu mu krzywdy.
– Ma mnie pani za głupca, panno Adams? – zadrwił Benjamin.
Danna otworzyła usta z szoku. Jej oczy zaczerwieniły się, gdy pokręciła głową. – Nie. Przecież wiesz, że nigdy nie miałam cię za głupca...
– Wynoś się! – Benjamin wygonił ją i rzucił okiem na Edwina, po czym zaniósł Jaspera do swojego gabinetu.
– Proszę wyjść, panno Adams! – Edwin pozostał uprzejmy, mimo że wrzała w nim złość.
Danna patrzyła, jak Benjamin odchodzi razem z Jasperem. Poczuła ból na myśl, że on naprawdę ją wyrzuca.
– Proszę wyjść, panno Adams. Czy nie wyrządziła pani wystarczająco dużo szkód, krzywdząc Gavina? Nie obchodzi mnie, czy go pani ceni, ale jako matka nigdy nie powinna się pani nad nim znęcać – ponaglił ją bezlitośnie Edwin.
Zważywszy na to, że Danna planowała poślubić Benjamina, wykorzystując fakt, iż Gavin był ich synem, Edwin był zszokowany, widząc jej okrucieństwo wobec chłopca.
Uważał, że Danna była o wiele bardziej bezwzględna niż jakakolwiek macocha na świecie w stosunku do swojego syna. *Gavin jest wciąż młody, a jednak musi znosić okrutne traktowanie ze strony własnej matki. Nie wypowiada o tym ani jednego słowa. Nic dziwnego, że ma ponurą osobowość i zamyka się w sobie.*
Danna wściekle zacisnęła zęby i wyszła. – Następnym razem przyjdę zobaczyć się z Gavinem! *To przez ciebie, mały gnoju, Benjamin na mnie nakrzyczał. Zemszczę się!*
– Panno Adams, sugeruję, aby przestała pani tu przychodzić. Gavin również nie jest zadowolony ze spotkań z panią. Proszę przestać go dręczyć! – To prawda, że Gavin czuł się niekomfortowo za każdym razem, gdy była obecna.
Odpowiedziała mu wrogim spojrzeniem. – Nie boisz się, Edwinie, że opowiem Benjaminowi o twoim stosunku do mnie? *Nawet jeśli popełniłam błąd, Gavin jest moim synem. Nie masz prawa mnie osądzać!*
– Proszę bardzo, niech pani na mnie doniesie, panno Adams. – Edwin doskonale zdawał sobie sprawę, że Danna była wściekła, i w duchu cicho parsknął. *Musiała to tylko udawać. Jak to możliwe, że to ona urodziła Gavina? To takie żałosne, że ma ją za matkę. Mam nadzieję, że po tym incydencie poznał już jej prawdziwą naturę.*
Danna była wściekła i nie miała pojęcia, jak poradzić sobie z Edwinem. Był starszy i służył Benjaminowi od dawna. Jedyne, co mogła zrobić, to mówić złośliwości, by przynieść sobie ulgę. Nie było niczego, na co mogłaby się poskarżyć przed Benjaminem, ponieważ wszystko to byłoby bezcelowe.
Nie miała innego wyjścia, jak tylko odejść, ponieważ nie chciała, by Benjamin znienawidził ją jeszcze bardziej.
Benjamin wszedł do swojego gabinetu, niosąc Jaspera. Następnie sięgnął po apteczkę. Na jego twarzy widać było irytację, gdy sprawdzał, czy Jasper ma jakieś rany.
Jasper spojrzał na niego przelotnie. Wziął głęboki oddech, lekko przerażony Benjaminem, który przez cały ten czas zachowywał milczenie.
Benjamin spojrzał na Jaspera i zauważył, że ten płacze. Łzy bez przerwy płynęły z jego opuchniętych, czerwonych oczu. Benjamin poczuł, jak pęka mu serce na widok tak zrozpaczonego dziecka. – Przestań płakać. Jesteś dużym chłopcem!
Jasper w frustracji przygryzł kącik ust. – Boli mnie! Dlaczego ona mnie nienawidzi? Mamusie innych dzieci nie zniosłyby zrobienia swojemu dziecku krzywdy, a mamusia próbowała mnie uszczypnąć z całych sił. Czy ona w ogóle jest moją mamusią?
Benjamin zaniemówił. Przeszli wcześniej test DNA, który dowiódł, że Gavin bez wątpienia jest ich dzieckiem. Przełknął ślinę i rzucił krótkie spojrzenie na Jaspera, po czym zamknął apteczkę.
Złagodził ton i rzekł: – Możesz przestać się widywać z mamusią, jeśli jej nie lubisz!
Benjamin był pewien, że jego syn wyrośnie na dobrego człowieka, nawet jeśli jego matki nie będzie w pobliżu. Tym razem Danna posunęła się za daleko.
W oczach Jaspera zapaliła się nadzieja, gdy zapytał żałośnie: – Naprawdę? Nie kochasz jej? Czy w takim razie nadal zamierzasz się z nią ożenić? Powiedziała mi, że to zrobisz, tatusiu!
Benjamin zmarszczył brwi. – Nie musisz się o to martwić! To się nigdy nie wydarzy.
Jasper był oszołomiony jego odpowiedzią. *Co on ma na myśli? Czy to oznacza, że tatuś nie kocha mamusi? Albo że się z nią nie ożeni?* – Czuję, że ona nie jest moją mamusią. Nienawidziła mnie, odkąd byłem mały. Zawsze, kiedy was nie było w pobliżu, a ona była niezadowolona, próbowała szczypać mnie w miejscach, które nie były łatwo widoczne.
Jasper szczerze nie miał pojęcia, czy Danna zawsze tak się zachowywała. Po prostu zmyślał, żeby Benjamin mu uwierzył.
Twarz Benjamina spoważniała, gdy zapytał głębokim głosem: – Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej?
Jasper zerknął na niego i wydął wargi. – Nie odważyłem się tego zrobić, ponieważ mi groziła!
Spuścił głowę i zadrżał, tłumacząc to. Jego pełen smutku wyraz twarzy sprawił, że serce Benjamina ścisnęło się z bólu.
Benjamin delikatnie zmierzwił włosy chłopca i obiecał: – Od teraz nie pozwolę, by ktokolwiek się nad tobą znęcał! – Czuł się winny, że jego ukochane dziecko o mało nie ucierpiało, i to nie ze strony byle kogo, lecz Danny.
Jasper wtulił się w ramiona Benjamina i pociągnął nosem. – Czy nadal będziesz z nią w związku, tatusiu?
W oczach Benjamina pojawił się błysk, ponieważ nie miał pojęcia, jak odpowiedzieć na to pytanie. – Cóż, czy chciałbyś, żebym z nią był?
Jasper pokręcił głową. – Nie!
Benjamin zamarł na sekundę, słysząc pełną determinacji odpowiedź Jaspera. Spuścił wzrok na głowę chłopca. *Myślałem, że będzie chciał, abyśmy pozostali razem.*
– Boli cię coś jeszcze? – Trzymał Jaspera, nadal sprawdzając, czy chłopiec nie odniósł żadnych obrażeń.
– Tutaj! – Jasper poklepał się po lewej stronie klatki piersiowej, aby pokazać Benjaminowi, że fizycznie nic mu nie jest, ale czuł się zraniony emocjonalnie zachowaniem Danny.
Benjamin rzadko widywał płacz swojego syna. *Odkąd Gavin nauczył się chodzić i mówić, nigdy nie widziałem, by tak płakał. To łamie mi serce.*
Delikatnie pogładził Jaspera po głowie i pocieszył go: – Wszystko będzie dobrze.
Benjamin zmarszczył brwi, a jego wyraz twarzy spochmurniał. *Jak jego własna matka mogła być dla niego tak szorstka? Nigdy nie próbowałbym go skrzywdzić.*
Benjamin był bardzo opiekuńczy w stosunku do swojego syna. Nawet jeśli Danna zajmowała ważne miejsce w jego sercu i była matką Gavina, nie mógł powstrzymać wzburzenia.
Jasper poczuł, że z Benjaminem jest coś nie tak, i zapytał ostrożnie: – Tatusiu, czy ona naprawdę jest moją mamusią? Czy moją mamusią mogłaby być inna osoba?
Słysząc to, Benjamin zmarszczył brwi. Spojrzał w pełne nadziei oczy Jaspera i żartobliwie uszczypnął go w policzek. – Ona jest twoją mamusią. Za dużo myślisz.
– Hmph! Z tego co wiem, mogła mnie adoptować. Nie uważasz, że w ogóle nie jestem podobny do mamusi, tatusiu? – powiedział z rozczarowaniem Jasper.
Dreszcz przeszedł po plecach Benjamina. Następnie przyjrzał się rysom twarzy Jaspera. Dziecko było w jakichś siedemdziesięciu, osiemdziesięciu procentach podobne z wyglądu do Benjamina, ale rzeczywiście wcale nie przypominało Danny.
Zazwyczaj dzieci dziedziczyły wygląd po rodzicach. Nie był w stanie przekonać Jaspera, ponieważ ten zupełnie nie przypominał Danny.






