languageJęzyk

Rozdział 5 Ten mężczyzna jest jego ojcem

Autor: Avelon Moreau 4 kwi 2026

Zachary skarcił brata: „Powiedziano ci, żebyś wrócił po zrobieniu zakupów. A ty poszedłeś w swoją stronę i sprawiłeś, że się martwiliśmy. Nie wolno ci tego powtórzyć następnym razem, bo ci wleję!”

Gavin zamarł, gdyż to był pierwszy raz, kiedy jakieś dziecko go zbeształo. Nie licząc Benjamina, w domu to zawsze on był tym, który chciał bić ludzi.

W tym samym momencie w jednym z kątów lotniska wybuchły okrzyki radości.

„Dani! Dani!”

„Dani! Ach! Dani! Najpiękniejsza bogini!”

Arissa odwróciła się, by spojrzeć na fanów, którzy w szale przepychali się w stronę wyjścia.

„Głupi fani. Wcześniej przewrócili nasze bagaże i nawet nie przeprosili!” – wykrzyczała Jesse, wyglądając uroczo, gdy prychała z oburzeniem. Głos Jesse brzmiał najbardziej dziewczęco z całej czwórki dzieci.

„Jestem naprawdę ciekaw, jaka celebrytka sprawiła, że ci ludzie zachowują się tak irracjonalnie!” Zachary parsknął.

„Czy ktoś zrobił sobie krzywdę?” Arissa była zaskoczona. Gdyby jej dzieci milczały, nie miałaby o tym pojęcia.

„Nie. Po prostu przewrócili nasze walizki i uciekli!” Zachary burknął i rzucił im złowrogie spojrzenie.

„Są naprawdę nieznośni. Pokażę im, na co mnie stać!” Oliver, który również właśnie się o tym dowiedział, zamierzał szukać zemsty.

Arissa szybko powstrzymała impulsywnego Olivera. „Wracaj.”

Gavin wpatrywał się w fanów z wyrazem pogardy. „Mamusiu, wyjdźmy stąd szybko. Ci ludzie są naprawdę denerwujący!”

Gavin był do głębi zirytowany. Co najważniejsze, nie chciał spotkać się z tą kobietą, ponieważ obawiał się, że zostanie zidentyfikowany.

„Dobrze, chodźmy.” Arissa zabrała dzieci i pospiesznie ruszyła w stronę wyjścia. Ani trochę nie interesowała się tą gwiazdą.

Gavin spojrzał w stronę Rolls-Royce'a i mgliście dostrzegł w nim dziecko. Wypuścił powietrze z ulgą. Tak jak się spodziewał, wzięto Jaspera za niego.

„Mamusiu, tu jest mnóstwo ludzi. Wyjdźmy tamtędy!” Gavin bał się, że zostanie zauważony przez ochroniarzy. Dlatego zrobił krok do przodu i pociągnął za rękę Arissy, by zaprowadzić ją na przeciwną stronę. Arissa zauważyła, że drugie wyjście było bardziej zatłoczone. Nie mogła się zdecydować, czy śmiać się, czy płakać. „Kochanie, w tę stronę idzie więcej osób!”

„Nie będzie ich tak dużo! Stamtąd łatwiej będzie nam złapać taksówkę” – skłamał Gavin.

Arissa zauważyła taksówki w kierunku, w którym chciał iść jej syn, i skierowała się w tamtą stronę z resztą swoich dzieci.

W tym samym momencie z wyjścia wyszła wysoka postać w otoczeniu ochroniarzy.

Jego rysy twarzy były urzekające, a okulary przeciwsłoneczne, które miał na sobie, nie potrafiły ukryć jego onieśmielającej aury.

Jego powściągliwa i chłodna aura przyciągnęła z tłumu kilkanaście oszołomionych spojrzeń.

Ethen Frank stał przy boku mężczyzny i obserwował reakcję gapiów. Był przyzwyczajony do tej sceny.

Jego szef był w centrum uwagi bez względu na to, dokąd się udał.

Rozejrzał się po okolicy i dostrzegł w oddali kilkoro dzieci, zmuszając go, by jeszcze raz im się przyjrzeć. Być może to ze względu na Gavina pomyślał, że dzieci w tym wieku są urocze.

Czwórka dzieci miała na sobie pasujące do siebie ubrania, a każde z nich niosło plecak, gromadząc się wokół pewnej kobiety.

Z ciekawości, Ethen jeszcze kilka razy rzucił na nich okiem.

Czyżby to były czworaczki?

Spojrzał na kobietę obok nich i był oczarowany jej sylwetką, nawet patrząc na nią tylko od tyłu.

Gavin zerknął w stronę Ethena i zarejestrował jego obecność. Natychmiast odwrócił głowę.

Tatuś tu jest!

Ethen zobaczył profil dziecka i doznał wstrząsu. „Panie Graham, Gavin...”

„Wsiadaj szybko do samochodu. Nie trać czasu” – powiedział mężczyzna i wszedł do środka.

Ethen przeniósł z powrotem wzrok na samochód i odetchnął z ulgą, gdy zobaczył w nim znajomą twarz.

Uśmiechnął się i pokręcił głową. Pomyliłem go z kimś innym.

„Gavin!”

Po przywitaniu się z dzieckiem w aucie, podszedł do strony kierowcy i spojrzał jeszcze raz w tamtym kierunku, ale nie mógł już dojrzeć kobiety ani czwórki dzieci.

Jasper był podekscytowany na widok Rolls-Royce'a, kiedy przyprowadzili go ochroniarze. Wszyscy chłopcy uwielbiali samochody, a zwłaszcza tak luksusowe.

Dlatego też nie uciekł. Jadł watę cukrową, rozglądając się i majstrując przy wszystkim w samochodzie.

Ochroniarzom wydało się to dziwne, gdy zobaczyli jego zachowanie. Poczuli, że coś się z nim zmieniło, gdyż chłopak powinien być już do tego przyzwyczajony.

Jasper zorientował się w ich spojrzeniach i zapanował nad wyrazem twarzy. Przygotował się na spotkanie z osobą, zwaną „Tatusiem”.

Skoro ochroniarze pomylili mnie z kimś, to musi być inny dzieciak, który wygląda jak ja. To wyjaśnia, dlaczego nie zauważyli pomyłki. Tak. To musi być to. Czy mamusia urodziła nie czworaczki, a w zasadzie pięcioraczki?

Jasper wreszcie poznał Benjamina niedługo potem.

Spojrzał na mężczyznę, który wsiadł do samochodu. Mężczyzna ten był chłodny i przystojny, a jego aura była przenikliwa. Jasper przełknął ślinę, w której dało się wyczuć nutkę słodyczy.

Ten człowiek to mój tatuś?

Oczy Jaspera napełniły się ciekawością, gdy patrzył na Benjamina.

Wygląda trochę jak Zachary. To musi być tatuś.

Benjamin uniósł brwi, gdy zobaczył swojego syna wpatrującego się w niego tępym wzrokiem. „Przyjechałeś po mnie?”

Mężczyzna odezwał się niskim głosem, z nutką delikatności. Był jednak na tyle stanowczy, że nikt nie odważył się mu sprzeciwić. Tak naprawdę ucieszył się, że syn przyjechał po niego na lotnisko.

Niezależnie od tego, Benjamin był dla Jaspera kimś obcym. Chłopiec czuł się niepewnie i nie odważył się nic powiedzieć. Martwił się też, że Benjamin dowie się, że nie jest on tym chłopcem, którego pełnego imienia nawet nie znał.

Niemniej jednak, Jasper pomyślał, że ten człowiek nie był wcale taki zły.

Ma aparycję i majątek – to jest naprawdę potężne. Z pewnością zdoła ochronić mamusię!

Jasper poczuł w sercu falę podekscytowania, gryząc watę cukrową.

Benjamin również był przyzwyczajony do tego, że jego syn nie lubi rozmawiać. Pogłaskał Jaspera po głowie, a jego oczy zaświeciły się, gdy zobaczył w jego dłoni kilka sztuk waty cukrowej.

Tylko dzieci to lubiły, ale nie odmówiłby, gdyby syn mu jedną zaproponował. „Czy to dla tatusia?”

Jasper spojrzał na trzymaną w dłoniach watę cukrową, po czym odwrócił głowę, by zerknąć na Benjamina, który zdjął okulary. Ludzie bali się patrzeć w jego wąskie oczy, jakby napotkanie jego spojrzenia miało zdradzić ich sekrety.

Jasper zastygł w bezruchu. Waty cukrowe były przeznaczone dla jego rodzeństwa, a nie dla Benjamina.

„Ja... dam ci jedną!” W końcu oddał jedną Benjaminowi.

Ponieważ kupił ich pięć, i tak nie byłby w stanie zjeść ich sam. Wszystkie już zaczynały się topić.

Widząc swojego syna wpatrującego się w niego, Benjamin wziął watę cukrową i ugryzł ją. Intensywny powiew słodyczy w ustach sprawił, że poczuł się niekomfortowo, więc zmarszczył brwi.

To jest zbyt słodkie. „Nie jedz zbyt wiele tych słodyczy. Dostaniesz próchnicy!” – Benjamin rzucił synowi spojrzenie.

„Gavin, czy dla mnie też kupiłeś?” Ethen z uśmiechem spojrzał na Jaspera. Jasper zamrugał i przysunął się do przodu, by oddać Ethenowi dwie waty cukrowe. Teraz zostały mu tylko dwie. Jedna z nich była już prawie cała zjedzona.

„Dziękuję, Gavin!” Ethen oparł się na swoim miejscu i z radością zjadł swoją porcję.

Z twarzy Benjamina zniknął uśmiech, gdy uświadomił sobie, jak hojny był jego syn wobec Ethena. Po zjedzeniu dwóch kawałków, nie był w stanie wziąć kolejnego. Wpatrywał się w trzymaną w dłoni watę cukrową, próbując wymyślić, co z nią zrobić.

Jasper zauważył, że Benjamin starał się zjeść watę cukrową tak, jakby było to lekarstwo, więc wyszeptał: „Oddaj mi, jeśli ci nie smakuje.” Z pewnością zjadłby to sam ze smakiem.

Benjamin wyczuł, że Jasper na nią polował, więc zwrócił mu słodycz. „Następnym razem, jeśli masz na coś ochotę, kup tylko jedno. Nie kupuj zbyt wiele!”

„Dobra!” – odpowiedział Jasper. Usiadł w rogu i zjadł swoją watę cukrową. Od czasu do czasu jego wzrok omiatał Benjamina.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: Rozdział 5 Ten mężczyzna jest jego ojcem - Pięć lat później: Zemsta z panem Grahamem | StoriesNook