„Jak długo Oliver jest w środku? Zachary, idź sprawdź, czy nie ma biegunki” – poleciła Arissa najstarszemu synowi. Martwiła się, że jej dzieci mogą mieć trudności z aklimatyzacją do pogody w ojczyźnie.
„Dobra!” Zachary poszedł ponaglić brata.
Arissa rozejrzała się za wspomnianym stoiskiem, ale nie mogła go znaleźć. „Jesse, gdzie poszedł Jasper, żeby kupić watę cukrową?”
„Mamusiu, to tam! To z niebieskim samolotem!” – Jesse wskazała kierunek, mówiąc sepleniąc przez brak przedniego zęba.
Arissa przez chwilę lustrowała otoczenie, aż w końcu dostrzegła stoisko z watą cukrową. Niemniej jednak, ku jej przerażeniu, nie było śladu Jaspera.
Nie mogła dobrze widzieć, ponieważ po lotnisku przemieszczała się fala ludzi. Arissa nie miała wyboru i musiała poczekać na powrót Olivera, zanim mogła rozpocząć poszukiwania Jaspera.
W końcu Zachary wyszedł z toalety z Oliverem. Odczekawszy kilka chwil, Arissa zabrała trójkę swoich maluchów na poszukiwania Jaspera, ciągnąc jednocześnie ich bagaże.
Kiedy jednak dotarli do stoiska z watą cukrową, po Jasperze nie było ani śladu.
Arissa nie mogła przestać martwić się o jego bezpieczeństwo. W końcu jej dzieci nadal nie znały tego miejsca.
„Gdzie on jest?” – zapytała zniecierpliwiona.
„Czy Jasper mógł pobiec kupić coś innego?” Zachary zmarszczył brwi.
„Poczekajmy na niego jeszcze trochę!” – uspokoiła Arissa swoje dzieci, próbując przekonać samą siebie, że Jasper wkrótce wróci.
Mijał czas, a on wciąż się nie pojawiał.
Czy to możliwe, że wrócił do toalety, by nas poszukać?
Właśnie wtedy, gdy Arissa pomyślała o powrocie, by szukać Jaspera, nagle podbiegła do nich znajoma postać. Odetchnęła z ulgą i mocno objęła małego chłopca.
Gavin Graham zamarł w szoku po tym, jak został przytulony przez czułą kobietę, która była dla niego całkowicie obca.
„O mój Boże! O mało nie napędziłeś mamusi śmiertelnego strachu! Czyż ci nie mówiłam, żebyś na mnie poczekał? Dlaczego biegasz sam w takim miejscu?” – skarciła go Arissa.
„Właśnie! Myśleliśmy, że zniknąłeś! Gdybyś jeszcze nie wrócił, mamusia zamierzała użyć lotniskowego radiowęzła, żeby cię znaleźć!” – wtrącił się Oliver.
Mamusia?
To słowo wywołało poruszenie w sercu Gavina.
Był w szoku, kiedy zobaczył twarz Olivera. Wynikało to z faktu, że wyglądali jak swoje wierne kopie.
Co więcej, obok niego było dwoje innych dzieci. Oboje wyglądali tak samo.
Kim oni są? I dlaczego tak bardzo mnie przypominają? Czy mogliby być...
Gavin oniemiał na widok trójki rodzeństwa. Zdołał jednak zachować pozbawiony wyrazu wyraz twarzy.
Arissa pomyślała, że przestraszyła syna swoimi surowymi słowami. Natychmiast objęła chłopca i czule pogłaskała go po czubku głowy.
„Mamusia po prostu bała się, że zaginąłeś. Gdzie poszedłeś przed chwilą?” – zapytała o wiele łagodniejszym tonem.
„J-ja...” Gavin wyjąkał w odpowiedzi, ponieważ jeszcze nie otrząsnął się z szoku.
„Nie mogłem go przed chwilą znaleźć...” Gavin szukał bardzo długo. Znalazł lokalizację stoiska z watą cukrową dopiero z pomocą przechodnia. W najmniejszym stopniu nie spodziewał się, że jak tylko podejdzie, zostanie przytulony przez nieznajomą kobietę.
Bicie serca Gavina przyspieszyło, gdy uświadomił sobie, że Arissa wpatruje się w niego z czułością.
Czy to jest moja mamusia?
Gavin wciąż spoglądał na przemian na Arissę i trójkę rodzeństwa, która była do niego podobna. Był przekonany, że jego instynkt się nie myli.
Tamta mama nie jest moją prawdziwą mamusią. Ta pani jest tą prawdziwą – jestem tego pewien. Wygląda też na to, że mam kilku braci.
Gavin poczuł w sercu falę zaskoczenia zmieszanego z podekscytowaniem.
Arissa nie zauważyła zmiany u chłopca, wyciągając rękę i ponownie mierzwiąc mu włosy.
„Dobrze, wszystko jest już w porządku, skoro wróciłeś. Mamusia kupi watę cukrową dla was wszystkich!” – oświadczyła radośnie.
Arissa obróciła się na pięcie i wyruszyła kupić słodycze dla swoich dzieci. Jednak spostrzegawczy Zachary zauważył u młodszego brata subtelną różnicę i zlustrował Gavina od stóp do głów.
Dlaczego mam wrażenie, że ten chłopak przede mną wcale nie przypomina Jaspera?
Zachary był wstrząśnięty, gdy zaświtała mu pewna myśl.
„Gdzie poszedłeś przed chwilą?” – szepnął do ucha Gavina.
Podejrzenia Zachary'ego wzrosły od momentu, w którym Gavin powiedział, że nie potrafił znaleźć lokalizacji stoiska z watą cukrową.
„Ja... Było zbyt wielu ludzi!” Gavin jeszcze nie uspokoił się po wcześniejszym szoku.
Był bardziej chłodny i powściągliwy niż Jasper, który zawsze był żywy i pełen energii.
Dlatego Zachary nie mógł nie patrzeć z nieufnością na oszusta przed nim.
Najstarszy brat zmrużył podejrzliwie oczy na Gavina, dostrzegając na jego koszulce inny nadruk z kreskówki.
„Nie jesteś Jasper!” – wyszeptał, przysuwając się bliżej Gavina.
Zarówno Oliver, jak i Jesse podążyli za Arissą, by kupić watę cukrową. Byli tak uradowani, że nie zauważyli dziwnej rozmowy między pozostałą dwójką rodzeństwa.
Serce Gavina zabiło mocniej, gdyż wierzył, że Zachary rozpoznał w nim podróbkę.
Musieli wziąć mnie za kogoś innego! To oznacza, że jest inny chłopiec, który mnie przypomina, a on z jakiegoś powodu zniknął. To właśnie powód, dla którego myślą, że ja to on. Jesteśmy pięcioraczkami!
„Dzieciaki, chodźcie tutaj! Dla każdego po jednym!” Arissa rozdała watę cukrową czworaczkom.
Jesse natychmiast odgryzła wielki kęs i zaszczebiotała: „Jakie to pyszne!” Lepka wata cukrowa rozmazała się na całej radosnej twarzy dziecka.
Oliver nie mógł powstrzymać chichotu na głupkowaty widok swojego najmłodszego rodzeństwa. „Jesse, cała twoja buzia jest teraz upaprana!” – droczył się.
„Jedzcie powoli.” Arissa zachichotała. Następnie wytarła twarz Jesse, zanim wręczyła pozostałym dzieciom ich smakołyki.
Każda wata cukrowa miała inny kolor.
„Trzymajcie ostrożnie!” – poradziła.
„Dzięki, mamusiu!” Gavin zawołał radośnie, wybierając niebieską watę cukrową.
„Nadal jesteś wobec mnie grzeczny?” – zapytała ze zdziwieniem Arissa. Pogłaskała go po głowie i poprowadziła w stronę wyjścia.
Zachary ponownie zerknął na Gavina.
Wiedział, że ulubionym kolorem Jaspera jest zielony i że nie znosił on niebieskiego.
Dlaczego pozwolił mi wziąć ten w kolorze zielonym?
Niemniej jednak, widząc zadowolony uśmiech na twarzy Gavina, Zachary nie potrafił określić, czy ta osoba jest naprawdę oszustem.
Działo się tak dlatego, że jego uśmiech wyglądał dokładnie jak uśmiech Jaspera.
Tak czy inaczej, Zachary wciąż miał wątpliwości co do prawdziwej tożsamości swojego brata. Przeczuwał, że coś jest nie w porządku, więc podszedł do Gavina, ciągnąc za sobą bagaż.
„Co się stało z twoją koszulką?” – dociekał ponownie.
„Naprawdę spodobał mi się ten wzór, więc wymieniłem się koszulką z inną osobą!” Gavin uśmiechnął się przez swoje kłamstwo.
Zrozumiał, że wszyscy mają na sobie takie same ubrania. Jedyną różnicą był wzór z kreskówki. Co więcej, tylko on jeden nie miał na głowie czapki.
„A co z twoją czapką?” Zachary nie ustawał w pytaniach.
„Postanowiłem oddać tej osobie moją czapkę, ponieważ bardzo mu się spodobała! W przeciwnym razie nie chciał się ze mną wymienić koszulkami” – wyjaśnił Gavin.
Gavin ugryzł kolejny kęs waty cukrowej i uśmiechnął się z zadowoleniem, dokładnie tak, jak zrobiłby to Jasper.
Nagle w jego oczach błysnął stalowy przebłysk.
Moi ochroniarze musieli wziąć Jaspera za mnie i zabrali go do domu. Będzie tam bezpieczny. Na razie będę udawał Jaspera.
Gavin chciał się dowiedzieć, czy ta kobieta jest jego biologiczną matką.
Skoro tak, to dlaczego zabrała moje czworo pozostałego rodzeństwa, a mnie zostawiła z tatusiem? Czy to możliwe, że moja prawdziwa mamusia została zastąpiona przez tamtą? A skoro mowa o tamtej, to naprawdę jej nie lubię.
„Możesz dotknąć mojej twarzy, jeśli mi nie wierzysz!” – dodał.
Aby rozwiać wątpliwości Zachary'ego, Gavin wepchnął swoją twarz prosto przed niego.
Zachary przypatrywał mu się uważnie, próbując uporządkować swoje myśli.
Czy mogłem się co do niego pomylić? Nie powinno być innych dzieci, które wyglądają tak podobnie do nas. Nawet jego ubrania i buty są takie same. To nie może być tylko przypadek.
Jednak patrząc na znajomą twarz Gavina, wątpliwości Zachary'ego zaczęły się rozwiewać. Doszedł do wniosku, że byłoby to nieprawdopodobne.






