„Przykro mi! Nie chcemy żadnych zdjęć! Dziękujemy za zainteresowanie, ale lepiej przestańcie nam robić zdjęcia” – prosił Zachary.
Po odrzuceniu prośby tłumu, podszedł do Jaspera i poklepał go po ramieniu, by ostrzec go, żeby nie pozwalał innym ludziom robić sobie zdjęć.
Jasper pokazał język starszemu bratu. Niemniej jednak posłuchał rady Zachary'ego i posłusznie zaprzestał pozowania.
Publiczność nie tylko nie była zła z powodu odmowy, ale była wręcz pod wrażeniem uprzejmości Zachary'ego w radzeniu sobie z tą sytuacją. Nadal z zainteresowaniem obserwowali czworaczki.
Gdy wokół nich zaczęło gromadzić się coraz więcej ciekawskich gapiów, Arissa pośpiesznie zawołała do swoich dzieci: „Chodźcie, dzieciaki! Ruszajmy szybciej!” Nie mogli sobie pozwolić na dłuższy postój, by uniknąć wywołania zatoru na lotnisku.
Czwórka małych dzieci natychmiast poszła za przykładem matki i odsunęła się od tłumu. Jednakże Oliver York niespodziewanie krzyknął do Arissy: „Mamusiu, chcę siusiu. Wypiłem przed chwilą za dużo soku w samolocie.”
Oliver zacisnął nogi, desperacko szukając jakiegokolwiek znaku toalety. Gdy tylko zobaczył znak, chciał do niego pobiec.
„Dobrze, zaprowadzę was tam!” – zaproponowała Arissa.
Sama również chciała skorzystać z toalety, więc pozwoliła dzieciom wejść pierwszym, podczas gdy sama pilnowała ich bagaży.
„Zachary, muszę zrobić kupę!” – powiedział Oliver starszemu bratu, po czym pobiegł do pustej kabiny.
„Uch, jesteś taki kłopotliwy. Pospiesz się!” – upomniał go Zachary, po czym wyprowadził Jaspera i Jesse po umyciu rąk.
„Mamusiu, skończyliśmy. Możesz już wejść. A Oliver nadal jest w środku.”
„Dobrze, bądźcie grzeczni i poczekajcie tu na mnie. Pamiętajcie, by nie odchodzić nigdzie samemu!” – przypomniała dzieciom Arissa, zanim weszła do damskiej toalety.
„Rany! Zastanawiam się, kiedy przybędzie Dani. Czekam od czwartej. A wciąż nie ma po niej śladu!”
„Od czwartej? Ja czekam tu od wczorajszego wieczoru, na wypadek gdybym przegapił jej lot!”
„Tam! Samolot Dani wreszcie przyleciał! Chodźcie, za mną!”
„Co? Zaczekajcie na mnie!”
Krzyknął ktoś w tłumie, a z zewnątrz dało się słyszeć pospieszne kroki zmierzające w stronę wejścia.
Arissa była zbita z tropu reakcją tłumu na powtarzające się wzmianki o osobie imieniem Dani.
Kim ona jest? Jakąś celebrytką? Brzmieli jak grupa młodych fanów. Cóż, tylko fani wpadaliby w taki szał na punkcie swojego idola.
Zachary stał obok rodzinnych bagaży wraz z dwojgiem młodszego rodzeństwa. Nagle z damskiej toalety wybiegła grupa ludzi i rzuciła się w tym samym kierunku. Troje rodzeństwa odskoczyło w przestrachu. Część ich bagaży została przewrócona przez biegnący tłum.
Zachary szybko pociągnął pozostałą dwójkę na bok, by uniknąć potrącenia przez pędzący tłum.
„Co one robią? Nawet nie zadały sobie trudu, żeby przeprosić za przewrócenie naszych rzeczy! Co za chamstwo!” Jasper z gniewem spiorunował wzrokiem oddalające się sylwetki dziewczyn.
„Głupie fanki!” – zaprotestował Zachary. Jesse pomogła bratu w podniesieniu bagażu i zawtórowała: „No nie? Są takie głupie!”
„Gdyby ich rodzice wiedzieli o ich okropnym zachowaniu, na pewno żałowaliby, że wydali ich na świat!” Jasper prychnął, posłusznie czekając na Arissę.
Jesse stała obok starszych braci, z ciekawością przyglądając się otoczeniu. Wtedy jej wzrok zatrzymał się na widok wielu dzieci z watą cukrową w rękach. Przełknęła ślinę i wskazała palcem. „Spójrzcie! Tam mają watę cukrową!”
Jasper szybko zerknął w tamtym kierunku i znalazł stoisko, które wskazywało jego młodsze rodzeństwo. Następnie z ekscytacją pociągnął za rąbek koszulki Zachary'ego i powiedział: „Pójdę tam i kupię nam watę cukrową!”
„Mamusiu kazała nam tu czekać. Więc nie odbiegaj sam!” – poradził Zachary, mimo że sam również miał ochotę skosztować tego smakołyku.
Za granicą nie mieli waty cukrowej. Dowiedzieli się o czymś takim od Arissy dopiero po tym, jak zobaczyli to w Internecie.
„Daj spokój! Wrócę od razu, jak tylko kupię watę cukrową. Mamusia i Oliver nadal są w toalecie. Wrócę w mgnieniu oka!”
Z tymi słowami pobiegł do stoiska, nie dając Zachary'emu szansy, by powstrzymać brata. „Uważaj!”
„Wiem!” – zawołał radośnie Jasper, pędząc do celu.
Po drugiej stronie lotniska grupa ochroniarzy gorączkowo kogoś szukała.
„O nie! To źle. Gavin zniknął!”
„Pośpieszcie się i znajdźcie go! Jeśli pan Graham się o tym dowie, obedrze nas żywcem ze skóry!”
Ochroniarze pośpiesznie rozbiegli się w różnych kierunkach w nadziei, że odnajdą Gavina przed powrotem Benjamina.
Lotnisko było średniej wielkości. Niemniej jednak, jako że pękało w szwach od ludzi, poszukiwanie zaginionego dziecka było zniechęcającym zadaniem dla każdego.
Po chwili poszukiwań jeden z sokookich ochroniarzy dostrzegł przed stoiskiem znajomą postać z watą cukrową w ręku.
„Znalazłem go! Gavin jest tam i kupuje watę cukrową” – ochroniarz z ekscytacją poinformował resztę swoich kolegów.
W niespełna minutę szybko zebrali się wokół Jaspera.
„Gavin, nareszcie cię znaleźliśmy! Proszę, nie napędzaj nam więcej takiego strachu! Na lotnisku jest za dużo ludzi. To zbyt niebezpieczne, byś uciekał sam. Chodź, wracajmy szybko! Pan Graham niedługo wyjdzie.”
Nie czekali na odpowiedź Jaspera, ani nie zauważyli różnicy w wyglądzie małego chłopca. Jeden ochroniarz wziął watę cukrową, podczas gdy drugi wziął go na ręce i popędził w inne miejsce.
Jasperowi odjęło mowę, gdyż był oszołomiony ich nagłym działaniem. Co tu się dzieje?
Mimo to dość szybko oprzytomniał.
„Hej! Co wy u licha robicie? Puszczajcie mnie natychmiast! Albo zacznę krzyczeć!” – Jasper ostro ostrzegł grupę ubranych na czarno ochroniarzy. Nie zamierzał pokazać im, jak bardzo był w tamtej chwili przerażony.
„Gavin, proszę cię, przestań się wygłupiać! Twój tatuś odzmysli z niepokoju, jeśli dowie się, że zniknąłeś!”
Ochroniarze doszli do wniosku, że malec płata im figla. Nadal go namawiali, śpiesząc bez dalszej zwłoki w stronę Rolls-Royce'a.
Oczy Jaspera rozszerzyły się ze strachu.
Czy ja jestem porywany?
„Ratunku! Mmph!”
Jasper szarpał się, by się uwolnić, próbując wołać o pomoc, ale ochroniarz natychmiast zakrył mu usta, by stłumić jego głos.
W odpowiedzi gorączkowo ugryzł ochroniarza w dłoń. Niestety dla Jaspera, facet nie puścił go, tylko szedł dalej.
„Gavin, proszę cię, nie gniewaj się na nas. Wypuszczę cię, kiedy wrócimy do samochodu.”
Ochroniarz nie był wściekły na Jaspera za ugryzienie w rękę i wciąż cierpliwie go uspokajał.
Ci ochroniarze dostali tego dnia nauczkę. Nie śmieliby spuścić go z oka w obawie, że mógłby znowu uciec.
W końcu to nie był pierwszy raz, kiedy Gavin ukrył się przed nimi.
„Gavin, jest tu zbyt wielu ludzi. Po prostu daj nam znać, jeśli chcesz coś zjeść, a my ci to kupimy. Co by było, gdybyś wpadł na ludzi i zrobił sobie krzywdę?”
Pozostali ochroniarze wciąż próbowali przemówić mu do rozsądku.
Hę? Kim jest Gavin?
Jasper oniemiał, nagle zdając sobie z tego sprawę.
Ci mężczyźni nazywali go tak, odkąd go zabrali. Ponadto przed chwilą wspomnieli coś o tatusiu.
Jasper w milczeniu obserwował kilkunastu dobrze wyszkolonych ochroniarzy wokół siebie. Na ich twarzach nie było najmniejszego śladu złośliwości. Mając to potwierdzenie, jego niepokój szybko ustąpił.
Jasper wciąż wpatrywał się w nich, rozmyślając o obecnej sytuacji.
Ci mężczyźni zachowują się tak, jakby mnie znali. A ja z pewnością ich nie znam! Może pomylili mnie z kimś innym?
Jasper westchnął z frustracją. Postanowił na razie z nimi współpracować.
Nawet gdyby został porwany przez tych nieznajomych, szanse na ucieczkę z ich szponów były bliskie zera.
W międzyczasie Arissa po wyjściu z toalety widziała tylko Zachary'ego i Jesse. „Oliver jeszcze nie wyszedł? Gdzie jest Jasper?” – zapytała.
„Mamusiu, Jasper poszedł kupić watę cukrową. Oliver nadal jest w toalecie.” Zachary zerknął na stoisko z watą cukrową.
Jego wzrok blokowało jednak morze ludzi. Zachary zmarszczył brwi, gdy nie zdołał zlokalizować młodszego brata. Czy nie obiecałeś, że szybko wrócisz?
„Gdzie on uciekł?” Arissa mlasnęła językiem. Mimo narzekania, nie była zła na Jaspera.
Wiedziała, że jej trzeci syn ma znakomity zmysł orientacji. Niezależnie od tego, jak nieznane było to miejsce, zawsze znalazłby drogę powrotną do niej.






