languageJęzyk

CH 1

Autor: Sophie Blake5 kwi 2026

Sera

Jej mąż od trzech lat, Dec, wrócił na noc do domu. Zjawiał się tu, z miasta, zaledwie raz czy dwa razy w tygodniu. Wsunął się do ich małżeńskiego łóżka i przyciągnął ją prosto do siebie, a jego dłonie zsunęły się pieszczotliwie wzdłuż jej ciała, podczas gdy usta gorączkowo odnalazły jej szyję.

"Wróciłem" - mruknął, pociągając za jej koszulę nocną, aż całkowicie się jej pozbył. A potem jego usta zaczęły przesuwać się w dół jej ciała w gorących pocałunkach. Całował po kolei obie jej piersi, drażniąc jej twardniejące s***i.

Na początku westchnęła, a potem jęknęła cicho, gdy jego gorące, wygłodniałe pocałunki ją podnieciły. Nigdy nie potrzebował wiele czasu, by stać się w pełni twardym i spragnionym jej ciała. Jego usta dotknęły jej łona, a ona sapnęła z rozkoszy w pogrążonej w mroku sypialni. Sera wsunęła dłonie w jego włosy i uniosła biodra, by poczuć go mocniej. Kochała go, a on smakował ją z takim głodem. Wciągnęła gwałtownie powietrze, gdy przesunął się wyżej, by drażnić jej łechtaczkę. "Pragniesz mnie, Sera?" - zapytał, choć doskonale wiedział, że tak było. Była cała gorąca, wilgotna i na najlepszej drodze, by dla niego d**ść.

Był cholernie dobry w łóżku, a ona często zasypiała potem całkowicie wyczerpana. "Tak" - jęknęła bez wahania i poczuła, jak jego usta wędrują w górę jej ciała, delikatnie podgryzając jej skórę. Delikatnie ugryzł ją w szyję tuż pod uchem – uwielbiała to, a on o tym wiedział – po czym wsunął się w nią, a ona wydała z siebie jęk. Czuła nawet krzywiznę jego uśmiechu na swojej szyi, gdy wziął ją jednym, długim, powolnym pchnięciem. Uwielbiał to robić, nigdy się nie spieszył w tej pierwszej chwili brania jej dla siebie.

Dziś w nocy nie zamierzał się spieszyć, i ona o tym wiedziała. Ten mężczyzna lubił dawkować czas, a ona zamierzała brać go całego tak długo, jak tylko chciał ją mieć. Poruszała się wraz z nim, powoli i swobodnie. Ich ciała doskonale ze sobą współgrały; po trzech latach małżeństwa oboje wiedzieli, jak sprawiać sobie nawzajem przyjemność. Czerpać własną rozkosz i potęgować ją dla drugiego.

Nigdy nie był nieśmiały, jeśli chodziło o s*ks, i wiele się od niego nauczyła. Później, gdy dochodziła, wykrzykiwała imię Boga, a on uniósł się, spojrzał na nią z góry i posłał jej uśmiech. "Dobrze wiesz, że to nie Bóg daje ci ten o****m." Pokręcił lekko głową, wysuwając się z jej ciała i przewracając ją na brzuch.

Sera uśmiechnęła się. Wiedziała, że jeszcze nie skończył, i pozwoliła mu chwycić swoje nadgarstki, po czym przesunąć je w górę łóżka, by mogła złapać za krawędź. Była podniecona na samą myśl o tym, co zamierzał zrobić. Przytrzymać ją i wziąć ją całą, zachłannie, od tyłu. Po prostu pozwalała mu przesuwać się po łóżku, aż ustawił ją w pozycji, jakiej pragnął, wtuloną pod nim jak małą żabkę. "Jesteś gotowa, Sera?" - zapytał, a ona słyszała uśmiech w jego mruczących słowach. Spojrzała na niego przez ramię, na swojego wspaniałego męża, i skinęła głową.

"Tak" - powiedziała mu, gdy zaczął się o nią ocierać, i usłyszała jego westchnienie. To była kolejna rzecz, którą lubił: ślizganie się po jej wilgotnych fałdach. Zrobił to dobre pół tuzina razy, zanim wbił się w nią mocno. Chwycił ją za biodra i mocno przyciągnął do siebie, a ona uniosła je nieco wyżej i usłyszała jego pomruk: "Właśnie tak". Potem po prostu brał ją zachłannie, aż znów wykrzykiwała z rozkoszy w o****mie.

Poczuła, jak on d***i, i usłyszała jego chrząknięcie satysfakcji, zanim wysunął się z jej ciała i położył na łóżku obok niej. Poprawiła się, by ułożyć się wygodnie na brzuchu, i w mroku pokoju odwróciła twarz, by spojrzeć na jego profil. Był idealny, pomyślała bezwiednie.

"Śpij" - mruknął i klepnął ją w nagie pośladki.

Zaśmiała się cicho i zamknęła oczy. Kochała tego mężczyznę, swojego męża, i czasami prawie potrafiła uwierzyć, że on też ją kocha. Czasami potrafił być zabawny w tej ich sypialni. A to sprawiało, że jej serce trzepotało, tak jak w tym momencie. Ten mały, żartobliwy klaps w pośladek był przedłużeniem bliskości między nimi.

Trudno jej było twardo stąpać po ziemi, kiedy on był w tym łóżku, albo kiedy trzymała go pod ramię na jakiejś imprezie biznesowej czy charytatywnej. Ale po to właśnie tu była. Ożenił się z nią, by mogła towarzyszyć mu u boku; powiedział jej, że jest piękna i będzie dobrze przy nim wyglądać. Zawarli kontrakt małżeński bez daty ważności. Zapowiedział jej, że pewnego dnia poprosi o rozwód, a wtedy otrzyma od niego godziwą odprawę.

Wszystko, co musiała robić, to stać przy nim, kiedy było to wymagane. Robiła to, nosiła wiele pięknych sukni trzymając go pod ramię, i słyszała niejeden zazdrosny komentarz od kręcących się wokół nich kobiet. Szeptały, że jest nikim i nie zasługuje, by być u jego boku. Uważały, że tylko ktoś z wyższych sfer powinien trzymać ramię Declana Vance'a. Według nich nie pasowała na to stanowisko.

Ale nie była jakąś głupią lalunią bez wykształcenia. Po prostu pracowała z domu, potrzebowała tylko laptopa i połączenia z internetem. Dec o tym wiedział, a w zasadzie to on zgłosił się do niej pierwszy, a nie odwrotnie. Rozmawiała z kilkoma osobami ze swojej branży, pytając o możliwości zakwaterowania. Jej umowa najmu dobiegała końca i musiała znaleźć nowe miejsce do życia. Właściciel wyrzucał ją z mieszkania, w którym żyła od trzech lat.

Dec zaoferował jej dom, a dokładnie ten dom. Spojrzała na niego, jak spał w łóżku obok niej, i nie po raz pierwszy zastanawiała się, jak poradzi sobie w dniu, w którym on poprosi o rozwód. Chociaż wiedziała, że nie nastąpi to w najbliższym czasie. Oświadczył to kiedyś, gdy byli w jego rodzinnym domu, a ona bawiła się z jego siostrzeńcami i bratanicami. Swojej matce, gdy pytała o posiadanie dzieci, powiedział: „Dopiero po co najmniej trzech latach małżeństwa”.

Spojrzała na niego wtedy. Byli ze sobą zaledwie od roku i w ogóle nie spodziewała się, że kiedykolwiek wspomni coś o dzieciach. Uśmiechnął się do niej i stwierdził: „Możesz zapytać po naszej trzeciej rocznicy”. Odwróciła się od niego, nie wiedząc, co powiedzieć.

Nie wolno jej było nawet pocałować tego mężczyzny. Przenigdy. To była jedyna rzecz, jakiej zażądał w ich umowie małżeńskiej – że przez cały czas trwania małżeństwa nie będzie żadnych pocałunków, żadnych pocałunków w usta. Chociaż poza tym oczekiwał, że będzie to normalne małżeństwo. S*ks małżeński wchodził w grę; oświadczył po prostu: „Lubię s*ks, będę go pragnął, a ty jesteś dorosłą kobietą, która ma swoje potrzeby. Możemy się nawzajem zadowolić”.

Byli małżeństwem od trzech lat, a on nadal trzymał się tej zasady. Kiedy pewnego razu spróbowała go pocałować, przyciągając jego usta do swoich w trakcie s*ksu, on faktycznie przestał, wstał z łóżka i stwierdził: „Mamy co do tego zasady, Sera”. I ku jej całkowitemu zdumieniu, ubrał się i całkowicie opuścił dom. Próbowała przeprosić, powiedziała mu, że po prostu poniosła ją chwila. Nie wydawał się wtedy przejmować jej przeprosinami, więc po prostu porzuciła ten temat.

To było półtora roku po ślubie, a ona już zdążyła się w nim zakochać. Właśnie dlatego chciała go pocałować – żeby przekonać się, jak to jest całować mężczyznę, którego kocha. Zawsze był dla niej miły, czarujący i uprzejmy, bardzo troskliwy, gdy wychodzili razem na różne uroczystości, uśmiechał się do niej i tańczył z nią.

Głupio wpadła w tę sieć, którą utkał dla ludzi, z którymi się spotykał i współpracował, i również uważała, że jest w niej zakochany. Jakże bardzo się myliła. Niedługo po ich drugiej rocznicy podsłuchała jego rozmowę telefoniczną z najlepszym przyjacielem, a zarazem prawnikiem, Sebem.

„To małżeństwo mi odpowiada. Rozwiodę się z Serą, kiedy znajdę Tą Jedyną”. Bolało słyszeć te słowa, i musiała sobie przypomnieć, że nie była miłością jego życia, i że naprawdę dobry s*ks nie oznaczał miłości; ale czasem bywało to takie trudne. Kiedy był tu, w domu, bo gdy już był, cały należał do niej.

Każda noc wyglądała tak jak ta; kiedy wślizgiwał się prosto do ich łóżka i pragnął jej, wiedząc, jak sprawić jej przyjemność i robiąc to podwójnie, a potem nawet odrobinę przedłużał tę intymność. Zamknęła oczy i westchnęła cicho. Minęły trzy lata; tydzień temu mieli rocznicę, a on fundował jej drogie wina i kolacje, tak samo jak podczas ich pierwszej i drugiej rocznicy ślubu. I choć część niej wiedziała, że to wszystko było na pokaz, inna jej część uwielbiała każdą sekundę tego przedstawienia, bo sama dawała się nabrać na własne kłamstwa o tym, jakie mieli małżeństwo.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 1: CH 1 - Pocałuj mnie na pożegnanie, panie Vance. | StoriesNook