languageJęzyk

CH 2

Autor: Sophie Blake5 kwi 2026

Sera

Obudziła się sama w ich łóżku. Westchnęła, przewracając się na plecy i wpatrując się w sufit. Czasami uprawiali też poranny s*ks, i teraz w głębi duszy pragnęła tego, choć jednocześnie doskonale wiedziała, że nigdy nie powinna czegokolwiek chcieć od swojego męża. Nigdy o nic nie prosiła, poza tą sypialnią, kiedy kładł na niej swoje dłonie.

Ten dom całkowicie wystarczał: był wielki, robił wrażenie, a do tego zatrudniali gospodynię, która przychodziła w każdy poniedziałek i piątek, tuż przed weekendem i po nim. W pozostałe dni sama dbała o dom. Nie było to trudne, w końcu mieszkała tu tylko ona.

Dec mieszkał w mieście, w luksusowym apartamencie, do którego jechało się nieco ponad godzinę. Leżała w ich łóżku, zastanawiając się, czy już wyszedł. Spojrzała na zegarek; było tuż po siódmej, więc prawdopodobnie już go nie było. Po s*ksie zawsze spała jak zabita. Całkowicie ją to relaksowało, chociaż wiedziała, że Dec też dobrze sypiał po s*ksie. Nigdy jednak nie zadawał sobie trudu, by ją obudzić, kiedy sam wstawał. Nie, po prostu brał prysznic, ubierał się i wychodził, a ona w 50% przypadków budziła się sama.

Usiadła, po czym wstała z łóżka, wzięła prysznic i ubrała się na nadchodzący dzień. Założyła miękkie kremowe spodnie i prostą, jedwabną koszulkę na ramiączkach w delikatnym odcieniu fioletu. Jej garderoba znacząco różniła się od tej, którą miała, wprowadzając się do tego domu. Nawet jej bielizna była droga, ponieważ większość kupował Dec. Zdarzało się, że wchodził przez drzwi, wręczał jej torbę, uśmiechał się i mówił: "Kupiłem ci coś. Załóż to dla mnie."

Zebrała swoje długie, gęste, ciemne włosy w swobodny kucyk i zeszła po schodach, niemal zastygając w bezruchu na widok Deca siedzącego przy jadalnianym stole z gazetą i filiżanką kawy u boku. Rzucił jej krótkie spojrzenie. "Co?" - zapytał.

"Nic" - pokręciła głową i poszła zrobić sobie kawę. "Chcesz zjeść śniadanie?" - zaproponowała. Rzadko zostawał z nią na posiłki.

"Nie, zaraz wychodzę. Mam spotkanie z prawnikiem o dziewiątej" - stwierdził sucho.

"W porządku." - Skinęła głową i zrobiła sobie tosty do kawy. Zaczęła się zastanawiać, czy to był odpowiedni dzień, by go o to zapytać. Przytulała do siebie kubek z kawą i patrzyła na niego, podczas gdy on czytał gazetę. Nie miała żadnej rodziny; odkąd sięgała pamięcią, była sierotą przenoszoną z jednej rodziny zastępczej do drugiej.

Lubiła być mężatką, nawet jeśli tak naprawdę go tu nie było. Jeśli zachorowałaby lub uległa wypadkowi, to jego nazwisko widniało jako osoby upoważnionej. Nigdy wcześniej tego nie miała, dopiero po ślubie. Podobała jej się świadomość, że może wpisać jego nazwisko na tych wszystkich formularzach.

"O co chodzi, Sera? Przewiercasz mnie wzrokiem na wylot" - stwierdził.

"Och, przepraszam." - Wzięła swojego tosta i podeszła, by usiąść przy stole. "Nie chciałam się tak gapić." Wiedziała, że uważał to za niegrzeczne, ale nie mogła przestać myśleć o tym, że właśnie minęła ich trzecia rocznica. Mogłaby poprosić o dziecko, a jego dziecko byłoby urocze.

"Sera?" - parsknął i spojrzał na nią, składając gazetę i wstając, po tym jak wpatrywała się w niego przez kolejną minutę. "Po prostu powiedz mi, o czym myślisz. Chcesz czegoś?" - zapytał.

"N... nie, nic z tych rzeczy. Ja tylko, cóż, jesteśmy małżeństwem już od trzech lat." - Zaczęła się trochę jąkać.

"Zgadza się." - Skinął głową i dopił resztę kawy.

"Powiedziałeś mi kiedyś, że ja, to znaczy my, moglibyśmy mieć dziecko po trzech latach małżeństwa." - Zebrała się na odwagę i wyznała mu, o czym myślała.

"Naprawdę? Nie przypominam sobie." - Zmarszczył brwi, patrząc prosto na nią.

"Tak, to było tuż po naszej pierwszej rocznicy w domu twojej matki" - powiedziała mu. Bardzo wyraźnie to pamiętała.

"Tylko i wyłącznie ze względu na matkę w takim razie... Próbowałaś zajść w ciążę zeszłej nocy?" - Nagle spoglądał na nią z wyrzutem.

"Nie, wciąż biorę tabletki antykoncepcyjne." - Pokręciła głową i spojrzała na zegarek. Zdała sobie sprawę, że nadszedł czas, by ją wziąć.

"To dobrze, bierz je dalej" - stwierdził Dec i ruszył w stronę drzwi. "W tym małżeństwie nie będzie żadnego dziecka." Spojrzał jej prosto w oczy. "Mówię poważnie, nie w tym małżeństwie. Czy wyraziłem się jasno?"

"Tak" - mruknęła, a w jej piersi zagościł ból. Patrzyła, jak wychodzi z pokoju i myślała o tych słowach: 'w tym małżeństwie nie będzie żadnego dziecka'. 'Ze względu na matkę', ale tamtego dnia spojrzał na nią i przytaknął, jakby chciał powiedzieć, że tak, mówi poważnie. Mogli mieć razem dziecko, o ile ich małżeństwo przetrwa tak długo.

Mężczyzna, którego kochała, jej mąż, nie chciał mieć z nią dziecka. Kiedy to małżeństwo dobiegnie końca, znów zostanie sama. Wiedziała, że jakaś jej część była cholernie głupia, łudząc się, że on mógłby tego z nią pragnąć. Była tylko żoną z kontraktu. Zwykłym udogodnieniem, żeby mógł pokazać światu, że jest człowiekiem z rodziną.

Wstała i wyszła na zewnątrz. Może nadszedł czas, by samej wystąpić o rozwód, w końcu oboje mieli do tego prawo. Istniała klauzula wyjścia, choć jeśli to ona o to poprosi, musiałaby zrezygnować ze wszystkiego i odejść z niczym. Całe jej życie toczyło się teraz tutaj, kręcąc się wokół tego mężczyzny.

Przez ten pierwszy rok uczyła się odpowiednio jeść, prawidłowo tańczyć i brała lekcje etykiety. Nauczyła się nawet, jak nakładać makijaż i układać włosy. Tego wszystkiego wymagała rola jego żony, pokazywanie się u jego boku. Jedynymi rzeczami, których nie dostała w tym małżeństwie, był prawdziwy ślub, jego serce i możliwość całowania mężczyzny, którego kochała. Wszystko inne należało do niej, dopóki się nie rozwiodą.

Poszła na klif na końcu posiadłości i usiadła na znajdującej się tam ławce. To było jej ulubione miejsce do rozmyślań. Wiatr wywiewał jej myśli i oczyszczał umysł, a poza tym lubiła zapach słonej morskiej bryzy. W tej chwili czuła się więcej niż odrobinę głupio; powinna ugryźć się w język i dobrze o tym wiedziała. Powinna była wiedzieć lepiej, niż prosić o założenie rodziny.

Ona i rodzina; nie sądziła, by te dwie rzeczy naprawdę szły w parze. Chociaż jego rodzina ją lubiła, a ona świetnie dogadywała się z jego matką i ojcem, jak i siostrą. Byli miłymi, normalnymi ludźmi, zwykłymi przeciętnymi ludźmi, takimi jak ona. Dec nie urodził się w bogactwie, sam dorobił się majątku w wieku 25 lat, wyrobił sobie nazwisko i kontynuował to aż do dziś.

Prowadził własną firmę, lubił kupować mniejsze przedsiębiorstwa i wchłaniać je, rozwijać, werbować najlepszych programistów komputerowych. Znała ich wszystkich. To był jej świat. Chociaż teraz pracowała zdalnie, mogła pracować z każdego miejsca na świecie. Siedziała tam w górze, patrząc na ocean, i zastanawiała się, dokąd pójdzie, kiedy dostanie ten rozwód, i czy nie powinna już zacząć czegoś szukać. Był niezadowolony z jej pytania, wiedziała to; rozpoznała ten wyraz na jego twarzy.

To jedno pytanie równie dobrze mogło stać się gwoździem do trumny jej małżeństwa. Westchnęła cicho, spojrzała na ocean i zastanawiała się, czy pewnego dnia będzie miała kogoś, do kogo będzie mogła zadzwonić, syna lub córkę. Chociaż teraz już wiedziała, że nie będzie to z Decem, to było pewne. "W tym małżeństwie nie będzie dziecka." Przedrzeźniała jego słowa. Ale potem prychnęła na samą siebie i wstała. Pragnęła dziecka i nie stawała się coraz młodsza; miała już 28 lat. Może nadszedł czas, by ruszyć dalej, z dala od niego i tego życia, które jej dał, ale z drugiej strony – jak mogłaby to zrobić? Skoro go kochała.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: CH 2 - Pocałuj mnie na pożegnanie, panie Vance. | StoriesNook