languageJęzyk

CH 9

Autor: Sophie Blake5 kwi 2026

Sera

Oparła się plecami o ścianę klatki schodowej i spojrzała na niego z dołu. Miał z metr dziewięćdziesiąt i był wręcz niesamowicie wysoki, pomyślała w roztargnieniu, wpatrując się w jego twarz. Rozmyślając nad jego słowami; nie chciał, by wieść o ich rozwodzie przedostała się do wiadomości publicznej. Zastanawiała się pobieżnie, jak według niego uda się utrzymać to w tajemnicy i całkowicie uniknąć ogłoszenia tej informacji?

W tej chwili zupełnie nie pojmowała jego logiki. Seb jeszcze tego samego dnia złożył te papiery, by rozpocząć procedurę. Prawda musiała też wyjść na jaw, gdy przestanie mu towarzyszyć pod ramię na zaplanowanych na najbliższe sześć tygodni bankietach. Na jej kalendarzu widniały trzy uroczystości, w których miała wziąć udział razem z nim.

Bywało jednak i tak, że dzwonił do niej znienacka i komunikował, że potrzebuje, aby udała się z nim na kolację z klientem – z kimś, kim potrafiła odpowiednio pokierować dzięki swoim umiejętnościom programistycznym. Znała ten żargon. Będzie musiał znaleźć kogoś innego na to miejsce. A może już znalazł. Tego nie wiedziała.

"Przyszłam tylko dlatego, że przyjęliśmy zaproszenie miesiące temu, oboje potwierdziliśmy obecność. Jak by to wyglądało, gdybym się nie zjawiła? Ale zgaduję, że powinnam się po prostu cieszyć, że nie przyprowadziłeś ze sobą kogoś innego i nie zawstydziłeś mnie obecnością innej kobiety u twego boku" – stwierdziła ze wzruszeniem ramion.

Patrzył na nią teraz z marsową miną. "Naprawdę myślisz, że bym to zrobił?"

Czy tak myślała? Tak, przypomniała sobie jego słowa skierowane tego dnia do Seba. Rozwiedzie się z nią, gdy znajdzie tę właściwą. Idąc tym tropem – przez wzgląd na to, co mówił ostatnio: że nie będzie dziecka, a teraz jeszcze rozwód – prawdopodobnie już kogoś miał. "To musiało się w końcu wydarzyć". Znów wzruszyła ramionami. "Oszczędź sobie kłopotu i kolejnych takich niezręczności, Declan, wyślij mi jutro mailem listę imprez w nadchodzących sześciu tygodniach, na których nie chcesz mojej obecności. Żebym się na nich nie pojawiała, kiedy się mnie nie spodziewasz, i żebyśmy nie musieli odstawiać tej szopki przed twoimi przyjaciółmi czy znajomymi z branży".

Zobaczyła, jak drga mu mięsień na szczęce, i uśmiechnęła się ledwo dostrzegalnie. Nie wziął tego pod uwagę, kiedy złożył papiery. Prawdopodobnie powinien był przejrzeć swój kalendarz i zaplanować rozwód adekwatnie do tego, kiedy nie ma przed sobą żadnych imprez, na które musiałby pójść, albo takich, na które jeszcze nie odpowiedział – by mógł odmówić przyjścia lub zaznaczyć, że przyjdzie sam, tym samym eliminując konieczność bycia widywanym z nią u boku.

"Zdobycie tego szybkiego, cichego rozwodu, którego pragniesz, jest jednak trochę trudniejsze, niż myślałeś, prawda?" Skinęła głową, widząc, że milczy. "Nie zamierzam cię nękać ani utrudniać ci życia, Declan. Po prostu przedstawiam fakty. Z tego, co pamiętam, w ciągu najbliższych sześciu tygodni mam z tobą iść na trzy imprezy, w tym na galę charytatywną połączoną z konkursem tańca. Sugeruję, żebyś sobie to jakoś inaczej poukładał". Ominęła go krokiem. "Już nie jestem twoja".

"Nadal jesteś moja, Sero". Obrócił ją gwałtownie ku sobie. Jego piwno-zielone oczy wbiły się w nią; patrzyła w górę, obserwując, jak stają się bardziej zielone niż brązowe, gdy przycisnął ją plecami do ściany. "Rozwód uprawomocni się dopiero za sześć tygodni, a nawet wtedy..." Przylgnął całym ciałem do jej sylwetki i zsunął usta do jej ucha. "...nadal będziesz moja, Sero". Jego głos zabrzmiał nagle chrypliwie, głęboko, mrocznie; w jego oczach wezbrało pożądanie.

Wiedziała doskonale, jak to wygląda i jak brzmi. Chwilę później jego usta odnalazły jej szyję, namiętnie całując miejsce tuż pod jej uchem. Jedno miejsce, które podniecało ją natychmiast, za pomocą którego mógł ją uwieść w zaledwie kilka minut. Zachłysnęła się powietrzem i spróbowała go odepchnąć. Był od niej znacznie większy i silniejszy. Wsunął dłoń pod jej sukienkę i nim zdążyła cokolwiek zrobić, odsunął jej majtki i zaczął dotykać jej intymnie.

"Przestań" – wysapała, choć nawet dla niej samej zabrzmiało to słabo, jakby wcale tego nie chciała. Nigdy nie bywał aż tak lekkomyślny, by dotykać jej tak w miejscach publicznych. Gdyby ktoś ich zobaczył, wywołałoby to wielki skandal. Ułamek sekundy później poczuła, jak jego palce wsuwają się do jej wnętrza i znowu wypuściła urywany oddech. "Jesteśmy na klatce schodowej". Próbowała rozjaśnić mu umysł i zmusić go, by oprzytomniał, choć wiedziała, że niewiele mogło go oderwać od celu, gdy pragnął jej, i gdy stawał się drapieżnie roszczeniowy w egzekwowaniu tego, czego chciał.

"K***a, gówno mnie to obchodzi" – wycedził przez zęby. Ich spojrzenia się spotkały; jego oczy były teraz niemal całkowicie zielone, pełne głodu i żądzy. "Gówno mnie to w tej chwili obchodzi, pragnę cię. Dojdź dla mnie, Sero". Rządał tego od niej, a jego usta ponownie wpiły się w jej szyję, znacząc gorącymi pocałunkami całą jej powierzchnię. Gdy wsuwał i wysuwał z niej palce, a ona zaczynała jęczeć i ruszać się w rytm jego ruchów, znienawidziła siebie samą za to, że mu na to pozwala.

Ale jednocześnie tego pragnęła. Ten mężczyzna od lat potrafił wzbudzić w niej dzikie pragnienie. A teraz odchodził, rozwodził się z nią, i chciała z nim chociaż tego jednego, ostatniego momentu. Pożegnania. Prawdziwego pożegnania. "Dec?" wyrwało się z jej ust, imię przesycone pożądaniem i głęboką potrzebą, by dał jej to, czego naprawdę pragnęła: całego jego. Była tak bliska szczytowania.

Ugryzł ją brutalnie w szyję, po czym obrócił ją energicznie i zdarł z niej majtki. Zadarł sukienkę, rozchylił stopą jej nogi i posiadł ją jednym ostrym pchnięciem. Wyrwał mu się głośny jęk, a ona krzyknęła, gdy w nią wszedł.

Zacisnął dłoń w jej włosach i odciągnął jej głowę do tyłu, opierając na swoim ramieniu, gdy posuwał ją twardymi, zdecydowanymi pchnięciami. Chwyciła go za biodra i przyciągała w swoją stronę, odpowiadając na jego ruchy ze wszystkich sił. Miała dość szybko. Nie potrafiła powstrzymać orgazmu, który wibrującą falą rozchodził się po jej ciele. Czuła, jak zaczyna trzepotać całe jej wnętrze, otulając go; on z kolei na to doznanie zajęczał gardłowo.

W następnej chwili jednak z niej wyszedł, a ona krzyknęła w panice z powodu nagłej utraty bliskości, tylko po to, by zostać obróconą i podniesioną pod samą ścianę. Warknął z frustracją, gdy sukienka znów weszła mu w drogę, szarpnął ją do góry, po czym jeszcze raz zagłębił się w niej bez reszty. Oplotła go nogami.

Przystwarła do niego mocno. Złapał ją za pośladki i pchnął ponownie, opierając wargi na jej szyi. Miała dłonie wplątane w jego włosy, dyszała ciężko, jęcząc z rozkoszy, po czym krzyknęła ponownie. Gdy kolejny raz doszła, całym swoim potężnym ciałem przygwoździł ją do ściany. Dłońmi na jej pośladkach pociągnął ją prosto na swojego kutasa i wcisnął głęboko, najgłębiej jak tylko potrafił, po czym oblał ją swoim nasieniem.

Oddychał równie nierówno, co ona. Nie postawił jej na ziemię, po prostu stali tak przywarci do siebie. Nie wiedziała jak długo. Poruszyła się pierwsza, a właściwie spróbowała. "Postaw mnie, proszę" – szepnęła i poluźniła palce wepchnięte w jego włosy. Wysunął się z jej ciała, pozwalając jej zsunąć się wolno po ścianie, aż stopami dotknęła ziemi, i wtedy się odsunął.

Zamknęła oczy i oparła tył głowy o ścianę. Nie chciała na niego patrzeć. Czuła, że zaraz wybuchnie płaczem. Oparła dłonie na jego piersi i odepchnęła go jeszcze mocniej od siebie; nawet gdy usłyszała brzęk zamka w jego spodniach. Jego dłoń dotknęła jej twarzy, więc natychmiast odwróciła wzrok, a wtedy odsunął rękę. "Po prostu idź, Declan" – zamruczała.

"Przepraszam, poniosło mnie" – przeprosił.

To było delikatnie powiedziane – pomyślała – ale przecież nie zachowała się wcale lepiej. "Sama trafię do domu". Oznajmiła mu, wreszcie otwierając oczy, choć na niego nie spojrzała. Ominęła go i zaczęła schodzić po schodach.

"Jesteśmy na ostatnim piętrze" – rzucił za nią, gdy schodziła w dół.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 9: CH 9 - Pocałuj mnie na pożegnanie, panie Vance. | StoriesNook