Declan
Wyszedł do biura Seba. "Podpisała?" zapytał, podchodząc do jego biurka.
"Podpisała" – Seb skinął głową. "Szczerze mówiąc, nie sądzę, bym kiedykolwiek wcześniej widział ją w takim stanie. Myślę, że jest po prostu wściekła". Mężczyzna westchnął. "Jesteś absolutnie pewien, że to właściwa droga, Dec? Bo zaczynam myśleć, że to obróci się przeciwko tobie".
"Nie obróci się" – stwierdził. "Już o tym rozmawialiśmy. Potrzebuję jasnego komunikatu, żeby poznała prawdę. I to właśnie to sprawi. O co była taka wściekła? Nie wspomniałeś, dlaczego naniosła poprawki, a jedynie, że jeśli się nie zgodzę, to poda mnie do sądu".
"Myślisz, że naprawdę by to zrobiła?" zapytał Seb.
"Nie" – stwierdził Declan, siadając i biorąc od Seba dokumenty. "Nie jest tego typu osobą". Zobaczył jej podpis, mały i staranny, zupełnie niepodobny do jego wielkiego, śmiałego zawijasa. "Ale ta gotówka, zamiast domu, który dla niej kupiłem, urządzonego zresztą według jej gustu? To mnie zastanawia. Z tego, co widzę, kocha ten dom, dba o niego, sadzi w nim drzewa i kwiaty". Spojrzał na Seba, wyciągając długopis, by złożyć podpis pod poprawkami do aktów rozwodowych.
"Hm, jej powodem jest to, że ją odsyłasz. Uważa, że nie dostanie tego, co jej oferujesz, jeśli wyjedzie, zanim te pieniądze wpłyną na jej konto". Seb pokręcił głową. "Nigdy nie uważałem jej za materialistkę".
"I nie jest nią" – zamruczał Dec i odchylił się na oparcie krzesła. "Nie wydaje moich pieniędzy, ma kartę kredytową, a używa jej tylko wtedy, gdy każę jej iść i kupić coś na jakieś wyjście". Złożył podpis pod poprawkami. "Myśli, że wykiwam ją z majątku?"
"Odnosząc się do tego, jak postrzega swoje odesłanie... Odniosłem właśnie takie wrażenie" – przytaknął Seb.
Dec spojrzał na niego z marsową miną. "Nie odsyłam jej, to opłacona w pełni wycieczka do Włoch". Poprawił go. "Sam jej to wczoraj powiedziałem".
"Owszem. Zobaczyła jednak bilet w jedną stronę i wywnioskowała, że nie tylko się z nią rozwodzisz, ale też wyrzucasz z kraju. Jeśli nie otrzyma zapłaty przed wyjazdem, tak jak chciałeś czekać na dzień po ostatecznym orzeczeniu rozwodu, czyli dzień po jej wylocie na wycieczkę... Jeśli nie zapłacisz, nie będzie jej stać na powrót. Czyli ją wyrzucasz".
Dec prychnął z irytacją. "Wcale tego nie robię".
"Słuchaj, mówiłem ci, że to nie jest odpowiedni sposób na rozwód. Ubzdurałeś sobie, że musi być właśnie tak. Mogliśmy po prostu zmienić umowę małżeńską, by odpowiadała jej i twoim potrzebom. Byłoby o wiele łatwiej, a ona nie byłaby na ciebie teraz wściekła. Gwarantuję ci, że jest; mówiła o tobie 'Declan'". Seb wyciągnął w jego stronę kartkę papieru. "To jej wypowiedzenie".
Dec westchnął. "Nie doszukuj się w tym ukrytego znaczenia, Seb. Zgodnie z naszą umową po rozpadzie małżeństwa musi zrezygnować z pracy".
"Cóż, zrezygnowała". Pomachał mu papierem przed twarzą. "Przeczytasz to?"
Dec znowu westchnął; sądząc po jego tonie, odpowiedź brzmiała 'nie'. Spojrzał na dokument. Był krótki: (Ja, Serena Sterling, rezygnuję z pracy w Vance Global). Spojrzał na Seba. "Więc co w tym złego? Szybko i bezboleśnie, bez zbędnego zamieszania, tak jak lubię".
"Boże, jaki ty potrafisz być czasem tępy, jak na takiego geniusza. Serena Sterling. Ona jest Sereną Vance, a już zmieniła nazwisko z powrotem, albo zamierza to zrobić w ciągu kilku najbliższych dni".
"To w porządku". Wzruszył ramionami. "Nie widzę w tym problemu. Przynajmniej wszystko pójdzie gładko".
Seb po prostu się na niego gapił. "Nic nie rozumiesz z kobiet. To jej sposób na pożegnanie z tobą. Powiedziała mi, że wyjedzie i nigdy więcej nie będziesz musiał jej oglądać".
"Wszystko będzie dobrze" – skwitował po prostu Dec.
"Próbuję ci powiedzieć, że wcale tak nie uważam. Pozwól mi to podrzeć i wezwać ją tu z powrotem, by zmienić ten kontrakt".
"Nie. Nie chcę, żeby to małżeństwo kontraktowe trwało dłużej, a gdyby tak było, nadal pragnęłaby tego dziecka. A w kontraktowym małżeństwie między mną a nią na pewno nie będzie żadnego dziecka" – powiedział Declan i wstał. "Zaufaj mojemu planowi. Zrozumie mnie, kiedy spotkamy się ponownie po sfinalizowaniu rozwodu".
"Oszalałeś, Declan. Z jakiego powodu na świecie bierzesz rozwód z kobietą, z którą chcesz być żonaty?"
"Właśnie z tego powodu, Seb" – stwierdził i odłożył dwa komplety dokumentów na stół. "Złóż to u sędziego, a to zanieś do kadr". Wstał i skierował się do wyjścia. W jego mniemaniu plan był prosty i zamierzał zadziałać. Był tego pewien.
Chociaż jej nowe klauzule wywołały u niego cichy chichot. Próbowała zmusić go do tego, by faktycznie się z nią pożegnał, i doskonale o tym wiedział. Szczerze mówiąc, w związku z odprowadzeniem jej przed podróżą wydała mu się w pewien sposób tak urocza, że aż pokręcił głową. Nie sądził, by zdawała sobie sprawę ze swojego uroku.
Jego żona była piękna. Wielokrotnie słyszał to od ludzi ze swojego otoczenia. "Pańska żona jest nie tylko piękna, ale i mądra. Trafił pan na pakiet idealny", mawiali niektórzy biznesmeni.
"Wiem" – odpowiadał zazwyczaj, chyba że stała tuż obok niego. Wtedy uśmiechał się do niej, całował w skroń i wymykało mu się: "Ona jest idealna". Na te słowa oblewała się rumieńcem, co tylko czyniło ją jeszcze bardziej uroczą. Właśnie dlatego rozwód odbywał się po cichu. Nie chciał mieszać w to całego tego świata wokół. Tych wszystkich mężczyzn, którzy na nią patrzyli, i mogliby wpaść na pomysł zaciągnięcia jej do łóżka.
Jeśli zmieniłaby nazwisko z powrotem na Sterling, prawdopodobnie i tak wyszłoby to na dobre. Spakował rzeczy w biurze i udał się do swojego apartamentu, by przygotować się na przyjęcie zaręczynowe Seba o dziewiętnastej.
Nie spodziewał się, że spotka tam Serę. Dopiero co podpisali dziś papiery rozwodowe, a ona stała w pokoju i rozmawiała z narzeczoną Seba, Victorią. Miała na sobie uroczą, sięgającą kolan sukienkę koktajlową w średnim odcieniu fioletu. Szyfonowa kreacja, dość prosta, a jednocześnie elegancka.
Wiedział, że prawdopodobnie zadzwoniła wcześniej do Victorii i zapytała o dress code albo o to, jaki kolor panna młoda zamierza ubrać, by upewnić się, że w niczym jej nie przyćmi. Zawsze była taktowna. Tonowała swój wizerunek, ale i tak wyglądała zjawiskowo. Włosy miała do połowy upięte i lekko pofalowane.
W żadnym razie nie przyćmiewała koronkowej sukni Victorii w kolorze kości słoniowej – pięknej i eleganckiej, w sam raz na przyjęcie zaręczynowe i dla przyszłej żony prawnika.
Victoria uśmiechnęła się do niego. "Declan" – przywitała się, po czym posłała uśmiech Serze. "Szczęściara z ciebie. On zawsze wygląda tak przystojnie".
Declan zaśmiał się cicho na jej słowa, podszedł, pochylił się i szepnął jej do ucha: "Tylko nie pozwól, żeby Seb usłyszał, jak to mówisz". Odsunął się i zobaczył, jak cicho chichocze. Była uroczą kobietą, choć trochę bezczelną, sama studiowała prawo i miała przed sobą jeszcze rok nauki. Była dobra dla Seba. Declan nigdy nie widział swojego przyjaciela tak uśmiechniętego jak przez ostatnie półtora roku, odkąd ją poznał.
Przeniósł wzrok na Serę i uśmiechnął się do niej, tak jak robił to zawsze. Nikt nie wiedział o ich rozwodzie, więc stanął tuż obok niej. "Wyglądasz pięknie" – zamruczał miękko.
"Dziękuję" – oświadczyła. "Przyniosę ci drinka". Po czym po prostu od niego odeszła.
Dec zmarszczył brwi. To nie było w ich stylu, zawsze mu się odwdzięczała komplementem. Odprowadził ją wzrokiem, a ona poprosiła barmana o drinka. Mężczyzna posłał jej promienny, pełen uroku uśmiech, a szczęka Declana natychmiast się zacisnęła, gdy usłyszał, jak ten fagas flirtuje z jego żoną.
"Nadal zazdrosny po trzech latach małżeństwa". Victoria wsunęła ramię pod jego ramię i oparła się o niego, a on spojrzał na nią z góry, widząc, jak się uśmiecha. "Mam nadzieję, że Seb będzie taki sam jak ty i nadal będzie o mnie zazdrosny, kiedy już weźmiemy ślub" – powiedziała mu.
"Każdy mąż powinien być zazdrosny o każdego, kto flirtuje z jego żoną. Inaczej po co w ogóle trwać w małżeństwie?" odpowiedział jej. "A teraz powiedz mi, gdzie jest Seb?"
"Utknął po południu z jakimś sędzią. Będzie spóźniony". Pokręciła głową. "Nic nowego".
Odwrócił się na dźwięk swojego imienia. "Declan, twój drink". Posłał Serze gniewne spojrzenie. Nigdy nie zwracała się do niego pełnym imieniem. Patrzył, jak podaje mu czystą whiskey. W drugiej dłoni trzymała dwa kieliszki z szampanem. Odebrał drinka, a ona podała kieliszek Victorii. "O, tutaj jesteś, Victorio". Uśmiechnęła się i odeszła, żeby porozmawiać z kimś innym.
"Oj, widzę, że masz u niej przechlapane" – uśmiechnęła się Victoria. "Zazwyczaj nie odstępuje cię na krok".
"Na to wygląda" – przytaknął i pociągnął łyk whiskey, nie spuszczając wzroku z krążącej po sali Sery.
"Ej, łapy precz od mojej kobiety" – rozległ się głos Seba. Dec odwrócił się i spojrzał na najlepszego przyjaciela, który ściągał marynarkę przy drzwiach. Wielu gości się roześmiało, a Victoria natychmiast zsunęła dłoń z ramienia Declana, by pójść przywitać się z narzeczonym. Patrzył, jak Seb obejmuje dłonią kark Victorii i kciukiem unosi jej twarz ku swojej, by pocałować ją miękko i zmysłowo, nie dbając o to, kto na nich patrzy.






