languageJęzyk

CH 4

Autor: Sophie Blake5 kwi 2026

Sera

Siedziała na tyłach domu, w cieniu wielkiego drzewa na kocu. Poranek był słoneczny, ale chłodny, a wiatr znad oceanu łagodny. Pracowała dziś na zewnątrz; bycie zamkniętą w tym wielkim domu przez ostatnie dwa dni bez ani jednego słowa od Deca stawało się nieco duszące.

Rozumiała, że był na nią zły, i że słowa, które wypowiedział, były de facto prawdą. Manuskrypt, nad którym pracowała, stał się mroczny i pełen emocji, odzwierciedlając jej nastrój. Jednak to właśnie poczucie bólu serca i samotności wykorzystała, by nadać nowy zwrot opowieści, którą tkała.

Nawet teraz tu pisała. Minionej nocy nie spała zbyt wiele, przewracała się z boku na bok i w końcu wstała, by pisać, bo to była jedyna rzecz, która mogła wyłączyć jej własne emocje albo przelać je w twórczość. Odwróciła głowę na dźwięk samochodu zbliżającego się podjazdem i natychmiast zmarszczyła brwi.

Dec nigdy nie wracał do domu o tej porze dnia. Nie była nawet odpowiednio ubrana; siedziała tu w starej parze szortów i zwykłej koszulce. Zawsze starała się ładnie ubrać, kiedy był w pobliżu. To były ubrania z jej starych czasów. Zrobiło jej się nostalgicznie, więc przeszukała stare ciuchy, by znów poczuć się dawną sobą. Miała przeczucie, że zaraz zostanie wepchnięta z powrotem w swoje stare życie, więc ubrała się stosownie do nastroju.

Wróciła do pracy. To było mało prawdopodobne, że przyjechał tu, by się z nią zobaczyć. O tej porze dnia prawdopodobnie potrzebował czegoś ze swojego biura. Miał tu jedno, chociaż ona nigdy tam nie wchodziła. Raz zabronił jej tam wchodzić, a także zwrócił jej uwagę na kamerę, która się tam znajdowała. Reagowała na ruch i włączała alarm w jego telefonie, gdyby weszła do środka.

Tak naprawdę w ogóle jej to nie obchodziło, nie pracowała w jego branży, choć znała sporą część osób zatrudnionych w jego dziale technologicznym. Miała dyplom z informatyki i, gdyby tylko chciała, mogłaby pojechać, usiąść w swoim biurze w jego budynku w mieście i pracować tam całymi dniami. Zespół, w którym pracowała, został przejęty przez Vance Global tuż przed tym, jak zawarli umowę małżeńską. To właśnie w ten sposób na nią wpadł. Była tą, która sprawdzała błędy i luki w pisanych przez nich programach dla graczy.

Była bystra w dziedzinie technologii, ale niestety nie w sferze emocjonalnej. Oddała serce mężczyźnie, którego poślubiła, a nie powinna była tego robić. Kątem oka uchwyciła ruch i odwróciła się, by zobaczyć nie tylko zmierzającego w jej stronę Deca, ale także jego przyjaciela i prawnika, Seba. Jej wzrok spoczął na kopercie w dłoni Seba. Była duża. Sugerowała jakiś rodzaj umowy.

Zaczyna się, powiedziała sobie i zaczęła się zastanawiać, jak wytłumaczy zespołowi, że właśnie wzięła rozwód, skoro wszystko w jej życiu wydawało się takie wspaniałe i miała takiego niesamowitego męża. Byli zespołem złożonym z dziewczyn i wszystkie uważały, że to takie ogromne szczęście, mieć miłość mężczyzny takiego jak Declan Vance.

Nie wiedziały jednak, że nie zdobyła jego serca. I kiedy tak patrzyła, jak idzie w jej stronę, Sera w końcu uświadomiła sobie bolesną prawdę. On mógł mieć jej serce, ale ona nigdy nie zdobędzie jego. To wszystko było tylko na pokaz, by podtrzymywać jego wizerunek osoby bez skazy i zorientowanej na rodzinę.

Zamknęła laptopa, aby żadne wścibskie oczy nie zobaczyły, nad czym pracuje. To nie miało nic wspólnego z jego firmą. Nawet Dec nie wiedział o jej drugiej karierze. Musiała zachować tę część życia wyłącznie dla siebie, właśnie na dzień, w którym się rozwiedzie i znów zostanie zupełnie sama.

Nigdy nikomu o tym nie powiedziała, zawsze bała się, że będzie to kompletną porażką. Okazało się jednak, że nie. Wystrzeliła półtora roku temu i, jeśli miała być ze sobą całkowicie szczera, celowo ukrywała to przed Decem, bo wiedziała, że ten dzień w końcu nadejdzie i będzie potrzebowała jakiegoś koła ratunkowego.

Miała swoją sekretną karierę pod pseudonimem Sloane Valentine. Jej romanse sprzedawały się całkiem nieźle, a obecnie miała już dwie książki w druku. Reszta ukazała się tylko w internecie, ale udało jej się wybić i faktycznie mogła się z tego utrzymać. Nie będzie obrzydliwie bogata, ale to wystarczy, by mogła siedzieć w domu i pracować nad kolejną książką, zamiast jechać do biura i pracować w laboratorium komputerowym.

Kiedy ich rozwód zostanie sfinalizowany, porzuci swoje życie jako Serena Vance i stanie się Sloane Valentine. Wyprowadzi się z tego miasta, gdzie wszyscy znali ją jako byłą żonę Declana Vance'a. Wyjedzie gdzieś, gdzie nikt jej nie rozpozna, i będzie mogła żyć spokojnie, po cichu. Nigdy więcej nie będzie musiała słyszeć jego imienia ani widzieć go z inną kobietą u boku, ponieważ wiedziała, że byłoby to dla niej po prostu bolesne oglądać to, czytać o tym w gazetach lub oglądać w internecie.

Będzie musiała opuścić jego firmę; był to jeden z warunków kontraktu małżeńskiego. Kiedy się rozwiodą, pożegna się z pracą, by nie wywoływać wokół niego plotek czy niezręcznych sytuacji. Chociaż powiedział jej kiedyś, że osobiście napisze jej znakomite referencje za pracę, którą wykonywała w jego przedsiębiorstwie. Zatem łatwo byłoby jej zdobyć kolejną pracę w zawodzie.

Mógłby móc bez problemu widywać ją na branżowych konferencjach, ale szczerze wątpiła, czy dałaby radę patrzeć na niego z inną kobietą u boku i nie czuć przy tym tego kłucia w piersi. Gdyby miał czelność pocałować przy niej inną kobietę, prawdopodobnie kompletnie by się rozkleiła, nawet pomimo faktu, że te usta i tak nigdy nie miały należeć do niej, ani przez jedną sekundę. Co nie znaczyło, że nie rozmyślała o tym, jakby to było, gdyby ją pocałował.

Czy byłoby to delikatne i zmysłowe? A może twarde i stanowcze? Lub wręcz lekkie i radosne? Chciała doświadczyć każdego z nich, ale nigdy nie miała ku temu okazji. Nie, to było zarezerwowane tylko dla kobiety, którą obdarzy miłością, dla Tej Jedynej.

Serce bolało ją, gdy na niego patrzyła. Był ubrany nienagannie, jak zawsze; ciemnoniebieski garnitur, biała koszula i niebiesko-złoty krawat. Trzymał dłoń w kieszeni spodni, idąc przez trawnik w jej kierunku z Sebem u swego boku. Zauważyła, jak zaśmiał się cicho, a Seb od razu zawtórował mu śmiechem.

Niewielka cząstka jej wciąż czepiała się nadziei, że się myliła. To wcale nie chodziło o rozwód, bo jak mógłby się uśmiechać i żartować z Sebem? Gdyby byli tu po to, żeby wręczyć jej papiery rozwodowe. To wcale nie był powód do śmiechu, lecz poważna sprawa.

Wstała, żeby się z nimi przywitać. Zauważyła, że zlustrował wzrokiem jej strój, a jego przystojną twarz zasępił wyraz niezadowolenia; nie podobało mu się, że nosi tego typu ubrania. Nie kupił jej ich, ani nie aprobował. Uśmiechnęła się do niego, jak to miała w zwyczaju. "Dec, zazwyczaj nie bywasz tu o tej porze" - stwierdziła.

"Czy to dlatego jesteś tak ubrana?" - odpowiedział pytaniem, a ona wyraźnie usłyszała dezaprobatę w jego głosie. "Czyż nie kupiłem ci odpowiednich letnich ubrań?"

Spojrzała na swoje stare ciuchy i uśmiechnęła się półgębkiem. "Miałam zamiar popracować w ogrodzie. To odpowiedni strój do takich rzeczy." Z powrotem na niego spojrzała.

"Hmm, domyślam się, że nadają się tylko do ubrudzenia." Skinął głową i spojrzał jej prosto w oczy. "Czas na rozwód, Sera" - powiedział. W jego słowach nie było cienia wahania. "Byłbym wdzięczny, gdybyś jeszcze dziś podpisała dokumenty. Sfinalizowanie tego potrwa sześć tygodni."

No i proszę. Nie myliła się. Zdała sobie sprawę, że doprowadziło do tego jedno głupie pytanie, które mu zadała. Dlaczego, ach dlaczego, po prostu nie mogła zachować tego dla siebie? Zamilknąć i zignorować swoją potrzebę posiadania dziecka z mężczyzną, którego kochała. Koszmarnie głupie, powiedziała sobie w myślach, stojąc i wpatrując się w niego. Zastanawiała się, czy powiedzenie mu, że przeprasza i nie miała tego na myśli, powstrzyma go przed odejściem. Chociaż to była tylko ulotna myśl, dobrze wiedziała, że podjął już decyzję.

Przeniosła wzrok na Seba, który właśnie otwierał kopertę i wyciągał z niej dokumenty. To nie była tylko pojedyncza kartka, wyglądało to dość obszernie. Mogła się domyślić, że znajduje się tam również umowa o zachowaniu poufności, zakazująca jej kiedykolwiek wypowiadać się na temat ich kontraktu małżeńskiego.

"To rozwód bez orzekania o winie, zgodnie z naszą umową małżeńską" - oświadczył Dec. "Zorganizowałem dla ciebie również wakacje zagraniczne. Przez te trzy lata naszego małżeństwa nie mogłaś sobie pozwolić na urlop. Wziąłem to pod uwagę i zorganizowałem opłaconą wycieczkę jako część ugody rozwodowej."

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: CH 4 - Pocałuj mnie na pożegnanie, panie Vance. | StoriesNook