languageJęzyk

CH 5

Autor: Sophie Blake5 kwi 2026

Sera

Teraz uniosła brew na jego słowa o tym, że nigdy nie wyjechała na wakacje. Często jeździła z nim na te wystawy i konferencje. Te, które dotyczyły inżynierii komputerowej i premier oprogramowania, albo twórców gier szukających inwestycji; rzeczy, w które chciał wejść lub spróbować wykupić do nich prawa, jeśli mała firma szukała sponsorów.

Dwa, trzy dni w jego towarzystwie, cztery lub pięć razy w roku, gdzie zatrzymywali się w pięciogwiazdkowym hotelu, spożywali wspólnie wszystkie posiłki, uprawiali s*ks każdego wieczoru, a czasem nad ranem czy nawet po kilka razy po południu. Sera traktowała to wszystko jako wyjazdy wakacyjne, małe mini-wakacje z nim, ale on, jak się właśnie dowiedziała, tak do tego nie podchodził.

Usłyszała dzwonek jego telefonu; wyciągnął go z kieszeni marynarki, żeby spojrzeć na ekran. "Muszę to odebrać" - stwierdził i obrócił się, by odejść, ale potem wskazał na papiery, gdy tylko wzięła je od Seba. "Podpisz to." - Polecił i odszedł, by odebrać połączenie.

Patrzyła, jak odchodzi; po prostu odchodził, całkowicie obojętny na to, że jej serce napełniało się niewyobrażalnym bólem. Wątpiła, czy ten mężczyzna w ogóle zdawał sobie sprawę, że go kocha. Wiedziała, że nie uda jej się przekonać go, by zrezygnował z rozwodu, zresztą już odszedł, jakby to w ogóle go nie obchodziło.

Oderwała wzrok od jego pleców i spojrzała na dokumenty. Zignorowała długopis, który podawał jej Seb, by podpisała papiery tak, jak chciał tego Dec; nie zamierzała niczego podpisywać bez wcześniejszego przeczytania.

Stała tak i przeglądała plany wakacyjne, które dla niej przygotował. Do dokumentów z planem wycieczki dołączony był jej paszport, rzecz, którą zazwyczaj trzymał w swoim sejfie w biurze na wypadek niespodziewanych wyjazdów, do których potrzebował jego danych. Nie posiadała go, dopóki się nie pobrali. To on go załatwił, bo czasami musieli wyjeżdżać za granicę.

Owszem, był tam bilet na pierwszą klasę, z kilkoma przesiadkami, ale w pełni zarezerwowany jako pierwsza klasa. Zapewniono jej noclegi w pięciogwiazdkowych hotelach we wszystkich miejscach, które miała odwiedzić, oraz prywatne transfery autem z kierowcą do każdego z punktów docelowych. Harmonogram był niezwykle bogaty i obejmował mnóstwo wycieczek, wszystkie we Włoszech – miejscu, które faktycznie chciała zobaczyć.

Choć wydawało jej się, że tego typu atrakcje były przeznaczone raczej dla par. Zastanawiała się, czy jego sekretarka nie zaplanowała tego z myślą, że pojadą tam we dwoje, zamiast traktować to jako nagrodę pocieszenia z okazji rozwodu.

Przeszła do właściwych dokumentów rozwodowych. Miały zaledwie dwie strony. Dzień po tym, jak rozwód zostanie sfinalizowany, za sześć tygodni, miała dostać dom, w którym obecnie mieszkała, oraz cztery miliony dolarów. Zmarszczyła brwi – nigdy tak naprawdę nie dyskutowali o odprawie majątkowej. Powiedział jej tylko, że dostanie rekompensatę za czas, który spędziła jako jego żona.

Przerzuciła na ostatnią stronę i zauważyła, że złożył już swój podpis wraz z datą. Nie tylko kazał je przygotować, ale dopilnował, żeby wszystko załatwić błyskawicznie. Słyszała po jego tonie i tym, jak wskazał na papiery, że oczekiwał, iż zrobi to tu i teraz, podczas gdy on będzie stał i czekał. Albo Seb będzie stał, bo Dec przecież obojętnie odszedł.

Spojrzała na męża, z którym dzieliła ostatnie trzy lata. Wciąż szedł przez trawnik, rozmawiając przez telefon. Ten telefon był dla niego ważniejszy niż samo powiedzenie jej do widzenia. Rozumiała, że był zajętym człowiekiem, ale można by pomyśleć, że był w stanie poświęcić jej swoją pełną uwagę na tych zaledwie kilka minut, których potrzebowała, by podpisać papiery. Naprawdę nie znaczyła dla niego zupełnie nic.

Przeniosła wzrok na Seba, gdy ten odchrząknął i raz jeszcze wyciągnął w jej stronę długopis. "Proszę, podpisz, Sereno." Zwrócił się do niej pełnym imieniem, tak samo jak ona jako jedyna mówiła do Declana, Dec. Dec jako jedyny nazywał ją Serą. Uważali to za intymne, za coś, co robią jako mąż i żona, coś osobistego i prywatnego, zarezerwowanego tylko dla nich obojga.

"Naprawdę oczekujesz, że podpiszę coś, na co zaledwie rzuciłam okiem. Nie jestem aż tak głupia, Sebastianie" - stwierdziła. "Podpiszę to po tym, jak dokładnie to przeczytam i upewnię się, że wszystko się zgadza."

Seb wpatrywał się w nią teraz, jakby był trochę w szoku. "Cały czas mam do czynienia z kontraktami, więc porównam to z umową małżeńską, by mieć pewność, że wszystko zostało w niej właściwie uregulowane. Declan będzie musiał to przełknąć, to zaledwie jeden dodatkowy dzień czekania. Jeśli tak bardzo nie może się doczekać, żeby się ze mną rozwieść, powinien wysłać mi je zeszłej nocy, kiedy je podpisał, i przyjechać po nie dzisiejszego ranka" - powiedziała mu, po czym odwróciła się i odeszła.

Usłyszała, jak Sebastian wzdycha, ale nie spojrzała za siebie. Owszem, zauważyła, że Declan podpisał je wczoraj. Zamierzała przestudiować je, mając przed sobą umowę małżeńską. W tej chwili jednak potrzebowała tylko minuty dla siebie, by zachować spokój i nie rozsypać się na ich oczach, więc po prostu odeszła, tak jak zrobił to wcześniej sam Declan.

Zrobi to, co zapowiedziała, i je podpisze; w końcu jej słowo było coś warte. Po prostu potrzebowała minuty i nie chciała robić tego przy nich, więc poszła usiąść na klifie, by spędzić chwilę sama ze sobą, tak jak to zawsze robiła. To już koniec. Rozwodzili się, on pójdzie naprzód i o niej zapomni, a ona utknie gdzieś pomiędzy miłością a nienawiścią do niego. Będzie go nienawidzić za jego obojętność w sposobie, w jaki to wszystko załatwił.

Dlaczego nie mógł po prostu wygospodarować dziesięciu minut w swoim dniu, żeby usiąść z nią i samemu jej to wszystko wyjaśnić, po czym wspólnie je podpisać? Odwróciła się i spojrzała w dół na dom. Był już przy swoim samochodzie, patrzyła, jak wsiadają i odjeżdżają. Poczuła, jak po policzkach spływają jej łzy.

To koniec, a ona o tym wiedziała. Odszedł, by już nigdy więcej nie pojawić się w tym domu. Po prostu zostawił ją bez chociażby słowa dziękuję za pomoc, albo było miło być z tobą w małżeństwie. Zabrakło choćby zwykłego do widzenia, Sera. Po prostu odjechał i już go nie było. Spojrzała w dół na plik dokumentów w jej dłoni i lekko je zmięła.

Musiała wziąć kilka głębokich wdechów i powiedziała do samej siebie: "Wiedziałaś, że to nadejdzie, weź się w garść, księżniczko. To była tylko bajka w twojej własnej głowie." Przesiedziała tam naprawdę sporo czasu, zanim w końcu wstała i wróciła do domu. Domu, do którego on zawsze przychodził tylko po to, by wsunąć się do jej łóżka i zaspokoić swoje potrzeby s****alne.

Nie do domu, do którego wpadał, żeby po prostu usiąść, odpocząć i porozmawiać. Nie, w mieście miał od tego całe grono znajomych. Sera westchnęła, zabierając laptopa, i weszła do środka. Jak się okazuje, był to teraz jej dom. Prychnęła drwiąco pod nosem. To od zawsze był jej dom. Przecież on tu nie mieszkał, a tylko ona. Kupił to miejsce specjalnie po to, żeby miała w nim mieszkać.

Zapytał ją tylko raz, tuż przed ich ślubem: "W jakim domu chciałabyś mieszkać?" Pamiętała, jak na niego wtedy spojrzała, a on po prostu skinął głową. "Powiedz mi, a zadbam o to, żebyś miała wygodne miejsce na czas naszego małżeństwa."

Nigdy wcześniej tak naprawdę nie myślała o tym, że mogłaby mieć własny dom, wzruszyła ramionami i powiedziała: "coś z widokiem na ocean". No i właśnie ten dom znalazł. Nazywał się Posiadłość Belvedere, bo właśnie tym on był.

Przeczytała dokładnie papiery rozwodowe, siedząc przy stole i próbując zjeść lunch. Nie była zbytnio głodna, ale powinna coś zjeść; nie mogła dać się wciągnąć w to błędne koło, tę mentalność 'nie będę jadła' i pozwolić sobie po prostu zgasnąć, dlatego że mężczyzna, którego kochała, nie odwzajemniał jej uczuć. Nie, była lepsza niż to, silniejsza. Nauczyła się, że nikt jej nie kochał, nawet gdy była dzieckiem. To niczym się od tego nie różniło. Po prostu głupio oszukiwała samą siebie, myśląc, że to wszystko było prawdziwe, choć przecież doskonale wiedziała, że wcale nie było. Zdała sobie z tego sprawę; miłość była czymś, czego łaknęła, a rodzina – marzeniem, które jako sierota zawsze chciała w przyszłości zrealizować.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki