languageJęzyk

CH 8

Autor: Sophie Blake5 kwi 2026

Sera

Krążyła swobodnie po przyjęciu zaręczynowym Seba i Victorii, rozmawiając z każdym, kto się z nią przywitał. Doszła do wniosku, że skoro papiery rozwodowe zostały już podpisane, ich małżeństwo dobiegło końca. Nie musiała już tkwić u boku Declana w każdej sekundzie wieczoru i odgrywać roli kochającej żony, o co ją prosił i którą to rolę przyjęła trzy lata temu. Postanowiła więc tego nie robić.

Choć on po przybyciu na imprezę natychmiast do niej podszedł, tak jak to miał w zwyczaju, gdy na jakiekolwiek wydarzenia przybywali osobno. Zrobił dokładnie to, co robił przez ostatnie trzy lata; odruchowo wszedł w rolę, którą sam sobie narzucił. Oplótł ramieniem jej talię i oparł dłoń na biodrze. Pełna demonstracja przed wszystkimi naokoło, że są mężem i żoną. Tyle że już nimi nie byli.

Zanim w ogóle wyszła z domu na przyjęcie zaręczynowe, dostała e-mailem kopię podpisanych dokumentów rozwodowych wraz z pismem od sędziego określającym datę podziału majątku; wszystko było dopięte na ostatni guzik.

Zaproszenie na tę imprezę wisiało na lodówce w jej domu i o mało co o nim nie zapomniała. Przeczytała je tego ranka, wyciągając coś do picia z lodówki tuż po powrocie z biura Declana, a nawet biła się z myślami, czy powinna tu dziś przyjść. Zaadresowane było do nich obojga. Lubiła też Victorię, z którą widywała się dwa razy w tygodniu na kawie, a czasami i na kolacji.

Dlaczego więc miała się pozbawiać możliwości zobaczenia szczęścia przyjaciółki na jej własnym przyjęciu zaręczynowym? Tylko po to, by Declan czuł się komfortowo i nie musiał jej oglądać? Impreza była duża, zorganizowana w luksusowym apartamencie Seba na najwyższym piętrze, równie przestronnym co apartament Declana, więc równie dobrze mogli po prostu pójść w inne strony i w ogóle na siebie nie wpaść.

Wiedziała, że Seb nie chciał domu ani ogrodu, a jego mieszkanie znajdowało się blisko jego kancelarii i gmachu sądu. Victorii chyba to nie przeszkadzało, chociaż ten apartament miał aż cztery sypialnie; z myślą o czasie, kiedy zechcą powiększyć rodzinę.

Czuła na sobie wzrok, gdy samotnie poruszała się wśród gości. Świadomość, że ją obserwował, choć to on przecież zażądał rozwodu, była mocno irytująca. Ona na niego nie zerkała, dając mu do zrozumienia, że dostosowała się do nowych okoliczności.

W pewnym momencie Victoria nachyliła się do niej, splotła z nią ramię podobnie, jak wcześniej zrobiła to z Declanem, i szepnęła cicho: "Co on znowu zrobił?". Stały na balkonie, gdzie Sera wyszła, żeby uciec przed ciągłym uczuciem, że Declan się w nią wpatruje, i zaczerpnąć odrobinę świeżego powietrza.

"Mają tu naprawdę ładny widok". Sera uśmiechnęła się do niej.

"Aż tak źle, co? On jest..."

"To nie ma znaczenia, Victorio. To wasz wieczór, twój i Seba" – uśmiechnęła się. "Baw się dobrze i nie zawracaj sobie głowy niczym, co nie dotyczy ciebie i twojego narzeczonego. Tak właśnie powinno wyglądać przyjęcie zaręczynowe. Otworzyłaś już prezent, który ci przyniosłam?"

"Jeszcze nie" – uśmiechnęła się Victoria. "Możemy otworzyć je teraz" – oświadczyła, po czym pociągnęła Serę z powrotem do środka. W tej samej sekundzie, gdy tylko przekroczyły próg balkonu, poczuła wzrok Declana na sobie. Zignorowała to, podczas gdy Victoria popchnęła ją w stronę krzesła i ogłosiła wszystkim, że nadszedł czas na rozpakowywanie prezentów.

Sera usiadła na oparciu fotela i ku własnej irytacji chwilę później zorientowała się, że Declan stoi tuż za nią. Jego usta delikatnie musnęły jej ucho. "Nie powinnaś tak ostentacyjnie okazywać irytacji, to do ciebie nie pasuje" – zamruczał.

Jej szczęka zesztywniała. Zastanawiała się, jakim cudem uważał, że to w porządku stać aż tak blisko niej. Odwróciła ku niemu twarz, dzielił je ledwie cal, i usłyszała krzyk Victorii: "Pocałuj dziewczynę, a ci wybaczy".

Z jej ust wyrwał się krótki śmiech, podczas gdy wpatrywała się w niego niemal z wyzwaniem. To była w tym momencie najzabawniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek usłyszała, chociaż jednocześnie poczuła ukłucie bólu w sercu. Ponieważ on nigdy by tego nie zrobił, odwróciła wzrok i pokręciła głową, patrząc na Victorię. "Otwieraj wreszcie te prezenty" – poleciła, kompletnie ignorując obecność Declana za swoimi plecami.

Sera miała ochotę kazać mu jej nie dotykać. Gdy jego dłoń w miękkiej pieszczocie opadła na jej nagie ramię, dotarło do niej, że najwyraźniej zamierzał przez całą noc grać kochającego, oddanego męża. Gdyby w tej samej chwili wstała i odeszła szybkim krokiem, albo zrzuciła jego dłoń, wszyscy w tym pokoju domyśliliby się, że coś jest nie tak. A na to nie pozwalał ich kontrakt małżeński, który oficjalnie kończył się dopiero po sfinalizowaniu rozwodu; zawierał zapis mówiący o unikaniu publicznych scen, które można by uznać za niestosowne.

Z drugiej strony, byli już po rozwodzie, papiery zostały podpisane, a oni czekali jedynie na upłynięcie okresu karencji. Jej wzrok powędrował na jego dłoń, gdy delikatnie muskał jej ramię, tak jak robił to od zawsze. Czy miało jeszcze znaczenie, co ktoś pomyśli? I tak wszyscy wkrótce się dowiedzą.

"Nie rób tego" – jego usta dotknęły jej ucha w miękkim szepcie. "Nie psujmy im teraz przyjęcia".

Wstała kilka minut później – do rozpakowania było mnóstwo prezentów – i ruszyła do łazienki. Stanęła w środku i wpatrywała się we własne odbicie. Nie było na jej twarzy uśmiechu. Pomyślała, że wygląda po prostu na zirytowaną. 'Dasz radę' – mruknęła do siebie. 'To nic innego jak te pierwsze niezręczne chwile, kiedy stałaś obok niego niepewna, jak masz się zachować u jego boku. Weź się w garść'.

Wyprostowała się, wróciła na salę, usiadła dokładnie naprzeciwko Declana i uśmiechnęła się. Dawno temu, kiedy wcale nie była szczęśliwa, nauczyła się, jak wyglądać na zadowoloną. Nadszedł czas, by znów wykorzystać te umiejętności. Victoria dotarła do jej prezentu, odczytała bilecik na głos, trochę zawahała się na końcu i powiedziała: "Od Sereny i Declana". Chociaż Sera doskonale wiedziała, że nie umieściła na nim jego imienia.

Zauważyła też, że Seb patrzy prosto na nią i posłała mu szczery uśmiech. Zapewne widział, że nie było tam imienia Declana i wiedział, dlaczego tego nie napisała, choć Victoria nie miała o tym pojęcia. Serena wypisała go dopiero dzisiaj – same urocze słowa o tym, jak wielkie czeka ich szczęście – i podpisała jedynie jako Serena. Zrezygnowała z własnego nazwiska oraz imienia Declana, podczas gdy zazwyczaj pisała „Serena i Declan Vance”.

Patrzyła, jak Victoria otwiera prezent i dostrzegła błysk w jej oczach. "Jak to zdobyłaś? To już wyprzedane. Nigdzie nie mogłam dostać egzemplarza".

Była to najnowsza edycja w twardej okładce z jej własną powieścią, "Zrodzeni ze Światła i Mroku" – fantastyczny romans, pierwsza część z nadchodzącej trylogii. "Otwórz" – powiedziała Sera.

"Nie, nie mogłaś..." Victoria otworzyła okładkę, po czym zasłoniła usta dłonią i spojrzała na Seba. Uśmiechnął się do niej z góry i przeczytał słowa, których Victoria z wrażenia nie potrafiła z siebie wydusić.

'Szczęśliwych zaręczyn, Victorio i Sebastianie. Niech wasza miłość zawsze lśni. Zanurzcie się w swojej namiętności i stwórzcie sobie szczęśliwe, pełne miłości życie z wieloma zmysłowymi, gorącymi wspomnieniami, Sloane Valentine'.

"Jak?" wykrztusiła wreszcie Victoria.

"Mam swoje sposoby... i nie, to nie zasługa Declana" – oświadczyła, upewniając się, że obecni w pokoju nie pomyślą, że on maczał w tym palce. "Poznałam ją kilka dni temu. Znałam ją jeszcze z koledżu. Zadzwoniłam, powiedziałam, że jesteś ogromną fanką, a ona podarowała mi egzemplarz ze swoich osobistych zapasów".

"To... było jej własne. To egzemplarz Sloane Valentine?" Victoria wbiła wzrok w książkę. "Nigdy nie zagięłabym w niej żadnej strony".

"Książki są po to, by je czytać, a nie po to, by zbierały kurz. Jestem pewna, że chciałaby, żebyś ją przeczytała". Wyciągnęła rękę, stuknęła palcem w sam dół strony, gdzie drobnym pismem napisano: 'przeczytaj mnie, S.V.'

Victoria mocno ją przytuliła. "Kocham to, i po prostu nie mogę uwierzyć, że ją znasz".

Wzruszyła ramionami. "Świat potrafi być czasem mały. Tylko o nic nie pytaj. Nie wezmę cię ze sobą, żebyście się spotkały. Ona tego nie robi, jest po części samotniczką. Żyje samotnie, odcięta od świata".

Godzinę później Sera pożegnała się z Victorią i Sebem. Wyszła z mieszkania na korytarz i cicho westchnęła. Wreszcie zniknęła z pola widzenia Declana. Podeszła do windy i nacisnęła przycisk, tylko po to, by usłyszeć, jak otwierają się i zamykają drzwi, a Declan odzywa się z tyłu: "Nie powinnaś wychodzić beze mnie, to trochę niegrzeczne".

"Dlaczego? Przyszliśmy osobno, ty zostań. To nie tak, że wszyscy tu nie wiedzą, że ty mieszkasz tutaj w mieście, a ja godzinę drogi stąd... Nie ma nic niezwykłego w tym, że wychodzę wcześniej niż ty". Zresztą, to była prawda.

"Tak, ale zawsze cię odprowadzałem. Nawet nie powiedziałaś mi, że wychodzisz" – mruknął pod nosem.

"Czy muszę to jeszcze robić?" Spojrzała mu prosto w oczy. Nigdy wcześniej nie słyszała, żeby tak pod nosem burczał; to było dla niej coś nowego. "Myślałam, że jesteśmy..."

Jego dłoń zacisnęła się na jej ramieniu. Pociągnął ją z dala od drzwi do apartamentu Seba, zanim zdążyła z siebie wyrzucić słowo 'rozwiedzeni'. Wciągnął ją na klatkę schodową, trzasnął drzwiami i spojrzał na nią z góry. "Nie życzę sobie, byś mówiła o tym publicznie. To nie jest sprawa do wiadomości publicznej, Sero. I w tej chwili nie będzie też nikomu ogłaszana".

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 8: CH 8 - Pocałuj mnie na pożegnanie, panie Vance. | StoriesNook