Declan
Przemierzał nerwowym krokiem biuro Seba. Mężczyzna rozmawiał przez telefon, a nie było jeszcze nawet 9 rano. Dec był w tej chwili poirytowany; jego plan, by poprosić dziś rano o rozwód, nie wypalił. Sera kompletnie zbiła go z pantałyku tym pytaniem o dziecko.
"Czym się tak denerwujesz?" - zapytał w końcu Seb, kończąc połączenie. Mężczyzna obserwował, jak krąży po pokoju. "Czy Sera wpadła w furię, kiedy poprosiłeś o rozwód?"
"Nie, nie prosiłem jej o to" - mruknął.
"Co? Dlaczego? Taki był plan" - stwierdził Seb, marszcząc brwi.
"Po prostu nie mogłem. Wczoraj w nocy była taka szczęśliwa, chichotała, a potem dziś rano..." westchnął. "Zapytała mnie o posiadanie dziecka."
"Co takiego!" - Seb teraz wpatrywał się w niego zszokowany.
"Tak, to była moja reakcja." - stwierdził Declan. - "Jak mogłem poprosić o rozwód po takiej rozmowie? Pomyślałaby, że to dlatego, że poprosiła o dziecko. To po prostu niewłaściwe, nie jestem aż tak okrutny."
"Mówisz tak, ale ta dziewczyna jest w tobie zakochana, Declan. Sam mi o tym mówiłeś. Opowiadałeś, że była w ciebie wtulona po waszej drugiej rocznicy ślubu i mruczała, że cię kocha, będąc w półśnie."
"Wiem" - mruknął, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech na to wspomnienie. Była taka urocza, wtuliła się w niego, lekko poklepała go po klatce piersiowej i cicho westchnęła, po czym sennie wymamrotała: 'Kocham cię, Dec'. Tylko ona miała prawo mówić do niego Dec. Wszyscy inni mówili mu Declan albo panie Vance.
"Powinieneś był wtedy poprosić o rozwód" - mruknął Seb, "a teraz spójrz, w co się wpakowałeś."
"Nie byłem wtedy na to gotowy." - Westchnął i usiadł na kanapie w gabinecie. To prawda, nie był. Owszem, była jego żoną, ale to było małżeństwo z kontraktu i nigdy nie patrzył na nią w żaden inny sposób. "Muszę poprosić o niego teraz, po prostu nie mogłem tego zrobić dzisiaj, tak jak planowałem."
"Cóż, im szybciej, tym lepiej. Wiesz o tym. Nawet rozwód bez orzekania o winie, a tak właśnie będzie, potrwa sześć tygodni do uprawomocnienia i sfinalizowania. Sugeruję więc, żebyś zaczął realizować te swoje plany. Albo może sama o to poprosi. Naprawdę tego chcesz?"
"Nie" - mruknął. "To musi wyjść ode mnie" - skinął głową. "Załatwię to dzisiaj. Wiem, gdzie marzy, żeby pojechać na wakacje. Nietrudno się domyślić, skoro jej wygaszacz ekranu to miejsce, do którego chce się udać."
"Więc zorganizuj to. Ty trzymasz jej paszport, prawda?" - zapytał Seb.
"Tak, leży z moim. Wszystko to załatwię, loty, zakwaterowanie i wycieczki, na które wiem, że będzie chciała pojechać." - Przytaknął zdecydowanie. Podjął już decyzję.
"To dużo zachodu jak na rozwód, wiesz o tym, prawda." - Seb pokręcił głową.
"Mm, to ja jestem tym dobrym, pamiętasz." Chociaż w tej chwili wcale się tak nie czuł. Ta dziewczyna nie miała nikogo, porzucona w sierocińcu, a potem wychowywana w systemie opieki zastępczej. Był zaskoczony, że jest tak dobrze przystosowana do życia. Otrząsnął się z tych myśli i wstał. "Kiedy dokumenty będą gotowe?"
"Kiedy wymienisz, co chcesz w nich zawrzeć. Sporządzę je jeszcze dziś, mam czas, nie mam dzisiaj żadnej rozprawy. Co ma dostać?"
"Dom, w którym mieszkamy, i cztery miliony dolarów powinny wystarczyć. Do tego te wakacje marzeń z pełnym wyżywieniem. Zrobię to w pierwszej klasie, a co." Rozpieści ją odrobinę, zasłużyła na to.
"Jesteś pewien, że chcesz to zrobić w ten sposób, Declan? Mógłbyś po prostu..."
"Nie, to musi być w ten sposób. Musimy się rozwieść, to jedyny sposób, w jaki widzę jej szczęście. Zrozumie, że moją intencją jest pozwolić jej odejść, aby mogła być w przyszłości szczęśliwa."
"To może obrócić się przeciwko tobie, wiesz? Założyłbym się, że w tej twojej żonie drzemie całkiem niezły temperament."
"Hmm, nigdy tego nie widziałem." - Pokręcił głową. "Jest zbyt urocza, żeby krzyczeć, wrzeszczeć i urządzać sceny. Prawdopodobnie tylko spojrzy na mnie i wymamrocze: 'dobrze, gdzie są dokumenty'." A przynajmniej miał taką nadzieję. "Nie chcę robić z tego wielkiej sceny, zróbmy to dyskretnie i z dala od prasy."
"Więc kiedy zamierzasz to zrobić? Sam dostarczysz dokumenty? Czy ja mam być tym złym w oczach twojej uroczej, kochającej żony?" - mruknął Seb.
"Rozumiem, że ci się to nie podoba, Seb, ale nie możemy ciągnąć naszego małżeństwa w tej formie. To nie jest właściwe i ty to wiesz. Nigdy nie będę mógł jej powiedzieć, że odwzajemniam te uczucia, więc czas na rozwód." Oświadczył: "Jeśli będziesz miał wszystko gotowe na jutro, obaj pojedziemy do Posiadłości Belvedere, a ja powiem jej, że chcę rozwodu, a ty, mój przyjacielu, będziesz mógł jej wręczyć papiery."
"Super. Nie stanę ci na drodze, jeśli spróbuje ci przyłożyć."
"Nie zrobi tego" - stwierdził Dec. Wiedział, że tego nie zrobi. Nie była tego typu kobietą.
"Kiedy złamiesz jej serce, może to zrobić. Będą gotowe na rano. Najlepiej będzie, jeśli je podpiszesz, zanim tam pojedziesz, żebym mógł je od razu złożyć. W ten sposób te sześć tygodni oczekiwania zacznie biec od razu."
Dec kiwnął głową i udał się do własnego biura. To będzie długi i niezwykle frustrujący dzień, wiedział o tym. Jego myśli będą krążyć wokół słów, które wypowiedziała dziś rano. Dziecko. Chciała mieć z nim dziecko, w ramach małżeństwa z kontraktu. To nie było właściwe, żeby sprowadzać dziecko na świat w małżeństwie takim jak ich.
Więc nie, nie tylko nie będzie miał z nią dziecka, ale też weźmie z nią rozwód, żeby na pewno go zrozumiała. Spędził dzień na załatwianiu biletów lotniczych i zakwaterowania, sprawdzał wycieczki po okolicy i zarezerwował kilka z nich: wycieczkę po winnicach, lot balonem, jazdę konną po plaży. Rejs z kolacją na luksusowym jachcie i dzień w spa. Zarezerwował najlepsze hotele i upewnił się, że do dyspozycji będą ekskluzywne transfery.
To były wszystkie te rzeczy, o których rozmawiała z jego matką; te rzeczy, o których jego matka mówiła mu, że powinien z nią robić: "Zabierz żonę na wakacje, synu, niech będzie romantycznie, zrelaksujcie się i cieszcie się sobą." Wiedział, co to oznaczało. Chciała, żeby miał ze swoją żoną dziecko. "Wróć do domu z ciężarną żoną", to właśnie miała na myśli.
Spojrzał na listę rzeczy i wydrukował harmonogram. Był dość obszerny, to był cały miesiąc wakacji we Włoszech. Naprawdę to doceni, zobaczy, że włożył wysiłek, by dać jej coś, czym była zainteresowana: jej wymarzone miejsce. Przez trzy lata ich małżeństwa nie była na wakacjach, bo jego harmonogram na to nie pozwalał. Zawsze miał jakieś wydarzenia, biznesowe czy charytatywne, tu, w innych stanach, czy poza granicami kraju.
Skompletował wszystko i wyciągnął jej paszport z sejfu, po czym go przekartkował. Była z nim na dwóch podróżach służbowych, a on uprawiał z nią s*ks bez opamiętania w dniach, w których nocowali razem. Jego żona była piękna i miała uśmiech, który mógłby roztopić serce każdego mężczyzny. Właśnie dlatego potrzebował rozwodu.
Chciał, żeby była naprawdę szczęśliwa, a w ramach ich kontraktu małżeńskiego nie mogła taka być. Był on pełen zasad i obostrzeń, rzeczy, które utrzymywał w mocy, by chronić ją i siebie. Chociaż nie wyglądało na to, by udało mu się ją uchronić; w końcu i tak zdołała się w nim zakochać. Nadszedł czas, by zakończyć tę farsę zwaną małżeństwem w imię szczęścia i spokoju ducha.
Nie spodoba jej się to, złamie jej to serce, ale tak było najlepiej. Nie mógł tkwić w tym małżeństwie z kontraktu, jeśli nie mógł dać jej tego, czego ona naprawdę pragnęła. A nie mógł.






