languageJęzyk

Pocałunek na pożegnanie

Autor: Sophie Blake5 kwi 2026

Rozdział 11 Sera

Spędziła te sześć tygodni, układając sobie nowe życie z dala od tego miejsca, z dala od Seattle w stanie Waszyngton, gdzie mógłby ją zobaczyć i zorientować się, że nie zrobiła tego, czego od niej oczekiwał; w miejscu, które sama wybrała, i w którym już nigdy nie musiałaby na niego patrzeć ani o nim słyszeć. Dokładnie tak, jak ona tego chciała, a nie on.

Declan mógł chcieć odesłać ją za granicę, do miejsca, którego nigdy nie odwiedzał, ale nie zamierzała tam jechać. Mogła jednak sprawić, by uwierzył, że to robi. To nie byłoby nawet takie trudne. Zobaczyłby, jak wchodzi na międzynarodowe lotnisko; mógłby w ogóle nie zawracać sobie tym głowy, ale miała przeczucie, że będzie patrzył, by upewnić się, że wyjechała.

Nie mógł jednak przejść przez kontrolę bezpieczeństwa, więc gdy tylko by ją minęła i znalazła się na właściwym lotnisku, to, co ze sobą zrobi, zależałoby już tylko od niej. Sera spędziła te tygodnie na szukaniu małej, cichej chaty w górach, nie tuż za miastem, ale z dala od jakiegokolwiek miejsca, które należało do jego waszyngtońskiego terytorium.

Tamto spotkanie na klatce schodowej, jego słowa, że nadal będzie jego, nawet po rozwodzie. Rozumiała, że oznaczało to, iż zawsze będzie mógł ją kontrolować, ponieważ miał na to pieniądze. Nie wiedziała, dlaczego musiał być tak okrutny, by zmuszać ją do wyjazdu. Prosta ugoda, o której wspomniał, kiedy zawierali umowę, w zupełności by wystarczyła. Ale nie, był miliarderem i musiał mieć kontrolę nad wszystkimi wokół, włączając w to ją.

Nie mogła tu zostać, ani przebywać nigdzie tam, gdzie on, ponieważ wiedziała, że znalazłby sposób, by zmusić ją do wyjazdu i dostać to, czego pragnął. Czym, według wszelkiego prawdopodobieństwa, było trzymanie jej z dala od kobiety, którą znalazł i którą uważał za Tę Jedyną. Załatwiła już sprawę zmiany nazwiska, nabiegała się i zdobyła wszystkie wymagane dokumenty. Jedyne, co musiała zrobić, to złożyć wniosek po sfinalizowaniu rozwodu. Do tego czasu nie mogła nic z tym zrobić.

Zorganizowała tę rozprawę sądową na dzień, w którym miała wyjechać, po prostu późnym popołudniem. Wszystko było załatwione i jak dotąd nie było żadnych problemów, które powstrzymałyby ją przed legalnym przyjęciem swojego pseudonimu literackiego, Sloane Valentine. Jej inicjały pozostałyby nawet te same. Nie żeby to miało jakiekolwiek znaczenie. Mogłaby zmienić je na cokolwiek by chciała.

W minionym miesiącu musiała odbyć kilka podróży do swojego wkrótce nowego, rodzinnego miasta Bozeman w stanie Montana, aby obejrzeć dom i ziemię, które kupiła. Zapisała je już na Sloane Valentine; miała konto firmowe na nazwisko autorskie, a dom był z nim teraz powiązany. Przelała też już wszystkie swoje środki na to konto.

Sera pojechała tam samochodem, a nie poleciała. Nie chciała, by ktokolwiek wiedział, że wsiada i wysiada z samolotów, by powiedział Declanowi lub zapytał go, dlaczego jego żona dokądś leci, a wiedziała, że mogłaby wpaść na samego Declana. Dużo podróżował.

Chociaż przez lata ich małżeństwa, z tego co wiedziała, nigdy nie podróżował do stanu Montana. Było to więc dobre miejsce, by się ustatkować i zniknąć, tak jak tego od niej oczekiwał; tyle że zamierzała zrobić to po swojemu.

To była solidna, dwudniowa podróż w jedną stronę i dwa dni z powrotem, ale mieszkała w Belvedere sama, więc nikt tego nie zauważył. Udało jej się pospacerować po domu, na który wpłaciła zaliczkę. Stał na sześcioakrowej działce, był to piękny, biały dom w wiejskim stylu przypominającym chatę, zaledwie z dwiema sypialniami, z ładnym, przepływającym z tyłu strumykiem, a w lesie znajdowały się przyjemne ścieżki spacerowe, wodospady i dzika przyroda dookoła.

Ciche, ustronne miejsce, gdzie mogła być kimś zupełnie nowym i nikt nie wiedziałby, że jest byłą żoną miliardera. Byłaby po prostu Sloane Valentine, pisarką.

Zrobiła sporo zakupów. Kiedy te pieniądze wpłynęły na jej konto w zeszłym tygodniu, w rzeczywistości zapłacił te cztery miliony, a do tego jeszcze kwotę, jakiej wart był dom. Prawdopodobnie nie musiałaby już nigdy pracować, gdyby nie chciała. Miała zupełnie nową garderobę, zmieniła swój wygląd i styl; zmieniała wszystko, by dopasować się do swojego nowego życia, by być nową osobą.

Stała w holu z jedną walizką, gdy Declan przyjechał pod dom, by ją odebrać. Ubrany był dziś swobodnie. Wydawało się, że nie chciał, by ktokolwiek go rozpoznał, miał na sobie tylko dżinsy i koszulkę. Patrzyła, jak wsuwa okulary przeciwsłoneczne na czubek głowy, zatapiając je we włosach. "Sera" – przywitał się.

Chociaż po chwili jego wzrok powędrował po niej. Miała na sobie pełny makijaż, a jej włosy były rozpuszczone i opadały na ramiona w dużych lokach, stała na obcasach i miała na sobie uroczą, zwiewną sukienkę do połowy łydki. Była w delikatnym odcieniu moreli, z rękawkami o lekkich falbankach. Pokrywały ją duże, ciemnomorelowe kwiaty zmieszane z jasnoróżowymi oraz czarnymi i szarymi, rozmytymi liśćmi. Była elegancka, a zarazem niezobowiązująca.

"Panie Vance." Odpowiedziała na powitanie, a jego wzrok natychmiast skrzyżował się z jej spojrzeniem. Kiedy byli małżeństwem, nazywała go Dec. Declanem, kiedy podpisała papiery rozwodowe, a teraz, gdy sprawa była sfinalizowana; od wczoraj od północy była oficjalnie jego byłą żoną, więc Pan Vance było odpowiednie dla ich nieistniejących już relacji.

"To trochę formalne, nie sądzisz?"

Spojrzała na niego. Nie, nie sądziła. Położyła klucze do domu na stoliku w holu, obok pustego wazonu, który normalnie byłby pełen kwiatów. "Klucze do domu" – oznajmiła, a następnie położyła obok nich kluczyki do samochodu. "Pilot do bramy garażowej jest w samochodzie, jak zawsze. Wszystko w domu zostało uprane, a samochód dokładnie wyczyszczony specjalnie dla ciebie" – powiedziała mu. "Ogrodnik będzie tu pojutrze, zapłaciłam mu z góry, a potem będziesz musiał zająć się tym sam. Na stole w jadalni zostawiłam listę rzeczy, które będą wymagały twojej uwagi w ciągu dwóch tygodni. Aby utrzymać dom w dobrym stanie."

Sięgnęła po walizkę, ale jego dłoń wylądowała na niej. "Ja to wezmę." Mruknął. "Wiesz Sera, nie musisz tego wszystkiego robić."

"Po prostu oddaję ci wszystkie rzeczy, które mi dałeś, w takim samym stanie, to zwykła uprzejmość teraz, gdy jesteśmy po rozwodzie. To wszystko." Wyszła z domu i założyła okulary przeciwsłoneczne. Było wcześnie, a słońce świeciło jasno.

Załadował walizkę, usiadł za kierownicą swojego Bentleya i spojrzał na nią. "Spóźnimy się, jeśli niedługo nie wyjedziemy" – powiedziała mu.

"Masz swój paszport i dokumenty podróżne?" zapytał, wrzucając bieg i odjeżdżając z posiadłości.

"Tak" – stwierdziła po prostu. "Nie martw się, wsiądę do tego samolotu" – wymruczała i odwróciła się, by wyjrzeć przez okno.

"Wyglądasz zupełnie inaczej" – skomentował. "Ta sukienka ci pasuje."

"Wiem" – odpowiedziała. "Nie musisz być dla mnie miły, rozumiem to, Declan."

"Co dokładnie rozumiesz?" zapytał.

Lekko pokręciła głową. Naprawdę myślał, że nie zna prawdy. "Że znalazłeś kobietę, z którą chcesz być w związku małżeńskim. To dlatego się rozwodzimy, żebyś mógł się z nią ożenić."

Milczał przez dłuższą chwilę, po czym stwierdził: "W tej kwestii masz rację."

"Co ona pomyśli o mojej klauzuli? Nie zamierzasz jej powiedzieć? Czy ona w ogóle wie, że wieziesz mnie na lotnisko?"

"Jest tego wszystkiego świadoma" – skomentował.

Tylko skinęła głową, ale nie powiedziała nic. Zastanawiała się jednak, czy tamta kobieta go już całowała, czy dostała coś, czego ona nigdy nie mogła. Wiedziała dlaczego, ale jak mogła tego nie pragnąć, skoro spali ze sobą cały czas, a on robił wszystkie te rzeczy, jego usta wędrowały w tak wiele miejsc, i jedyną rzeczą, której cholernie nie chciał zrobić, to pocałować ją w usta.

Rozumiała, że się na tym zafiksowała, ale to dlatego, że była w nim zakochana i chciała doświadczyć tego choć ten jeden raz. Musiała nawet wymusić na nim tę decyzję, zawrzeć z nim układ, że wyjedzie i nigdy nie wróci. Tylko za jeden pocałunek.

Wiedziała, że inne kobiety całowały go wcześniej. Był singlem przez długi czas, był od niej o 8 lat starszy, był kawalerem, który cały czas miał wokół siebie kobiety, dziewczyny przed nią. Widziała go na stronach towarzyskich, złączonego w pocałunku z innymi kobietami. Tylko jej, do cholery, nie chciał pocałować.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 11: Pocałunek na pożegnanie - Pocałuj mnie na pożegnanie, panie Vance. | StoriesNook