Z PUNKTU WIDZENIA AUTORA.
W katedrze panowała cisza, skąpana w złocistym świetle wpadającym przez strzeliste witraże, które malowały marmurową posadzkę strugami rubinu i szafiru. Goście siedzieli w uporządkowanych rzędach, z głowami pochylonymi w wyczekiwaniu w stronę ołtarza.
Z przodu stał wysoki Lucian, jego szerokie ramiona były wyprostowane, a dłonie luźno splecione przed sobą. Na zewnątrz wyd






