Z PUNKTU WIDZENIA AUTORA.
Dzień mijał w rozmazanym wirze ruchu, trajkotania i nieustannego rozpieszczania.
Po przygotowaniach Alina poszła za Luną i Talią do samochodu, a poranek był wciąż rześki, oblany łagodnym blaskiem słońca.
Spa było już dla nich otwarte, oczywiście dzięki uprzejmości Luny, a w chwili, gdy przekroczyły próg, personel niemal je obległ.
„Witamy, pani Evergreen”. Przywitali Lunę






