Z PUNKTU WIDZENIA AUTORA.
Dzień zaręczyn nadszedł w końcu z cichym rodzajem okrucieństwa. Pierwsze promienie brzasku przenikały przez cienkie zasłony sypialni Aliny, blade i obojętne, jakby świat uznał, że będzie brnął naprzód bez względu na to, czy ona będzie na to gotowa, czy też nie. Prawie w ogóle nie spała. Za każdym razem, gdy zamykała oczy, widziała twarz Cassiana. Za każdym razem, gdy się






