PUNKT WIDZENIA NARRATORA.
Budynek pachniał kurzem, rdzą i czymś starym, co było pogrzebane przez zbyt długi czas. Betonowe ściany pękały niczym otwarte rany. Rozbite okna wpuszczały cienkie smugi szarego światła, które w żaden sposób nie ożywiały tego miejsca. Przypominało to grób. Jakby coś kiedyś się tu skończyło i nigdy tak naprawdę nie odeszło.
Alina stała na środku, a jej nadgarstki bolały od






