PUNKT WIDZENIA NARRATORA.
Wystrzały wciąż dzwoniły Alinie w uszach.
Przez sekundę nie mogła oddychać.
Stała tam, zamrożona, czekając, aż uderzy ból. Czekając na pieczenie, na ból rozrywanego ciała, na upadek.
Ale nic nie nadeszło.
Żadnej agonii.
Żadnej ciemności.
Tylko coś ciepłego i gęstego, co spływało po boku jej twarzy.
Metalicznego.
Ciężkiego.
Żołądek wywrócił się jej do góry nogami.
Powoli –






