PERSPEKTYWA ALINY.
Dopiero kiedy skończyłam, uświadomiłam sobie, co właśnie szkicowałam, a moje ręce z przerażeniem upuściły szkicownik.
Nie, to nie była sukienka.
Wpatrywała się we mnie z powrotem szczegółowa sylwetka; ta sama postać w kapturze, która prześladowała mnie w koszmarach.
Dźwięk dzwoniącego telefonu w końcu oderwał mój wzrok od przerażającego obrazu, który miałam przed sobą.
Tym razem






