Moana
Nagle złota pustka, w której tkwiłam, ustąpiła miejsca klifowi. Tyle że teraz, zamiast szalejącej burzy, było słonecznie i pięknie. Nad głową śpiewały ptaki, a powietrze wydawało się ciepłe, rześkie i nieco wilgotne od deszczu.
Ale nic z tego mnie nie obchodziło. Nie obchodziło mnie nawet to, że nie byłam już w ludzkiej postaci. Obchodził mnie tylko Edrick.
Poderwałam głowę i rozejrzałam się






