**Noah**
Lexie nie udeszła nawet na dwa kroki, zanim się osunęła. Oplotłem ją ramionami, a potem kompletnie się rozsypała. Żadnego dramatyzowania, żadnego gwałtownego łapania tchu, po prostu mokre łzy wsiąkały w moją koszulę, gdy w kółko szeptała: „Ona go nie obchodzi — nikt go nie obchodzi oprócz niego samego”.
Przytuliłem ją mocniej. „Wiem”.
Uniosła głowę; jej oczy były opuchnięte. „Odeszłabym o






