W pokoju zapadła głucha cisza; słowa zawisły niczym ciężki całun, dusząc powietrze.
– V-Vivienne... nie żyje? – słowa wymknęły się z moich ust, po czym z powrotem je zacisnęłam.
Mara z szokiem przycisnęła dłoń do ust; jej oczy otworzyły się szeroko z niedowierzania. – Nie, to niemożliwe...
Declan wydukał: – Co... co się z nią stało?
Wyraz twarzy Kendricka był poważny, gdy przekazywał przerażające






