Wybiegłam chwiejnym krokiem z budynku, a w głowie wirowało mi od nawału emocji i tych niepokojących zdarzeń. Gdy tylko wyszłyśmy, z tłumu, który zgromadził się na zewnątrz, wyrwała się kakofonia głosów. Rzucane we mnie słowa były jak sztylety, a każde kolejne oskarżenie wbijało się coraz głębiej w moje już i tak pęknięte serce.
– Czy pomogłaś ją zabić? Jesteś wspólniczką Declana? – Okrzyki niosły






