Serce Declana waliło jak młotem, gdy funkcjonariusze prowadzili go przez strzeliste korytarze budynku sądu. Próbował ukryć niepokój, ale strach, który ścisnął jego żołądek, był nie do przeoczenia. Każdy krok odbijał się echem jak ponure przypomnienie jego niepewnego losu.
Wepchnięto go do zimnej, słabo oświetlonej celi zatrzymań. Żelazne kraty zatrzasnęły się za nim ze zgrzytliwą ostatecznością. O






