Gdy spiesznie wracałyśmy do hotelu, panika szarpała moje trzewia niczym dzikie zwierzę. Ramię Mary stanowiło pokrzepiającą kotwicę wokół moich barków, lecz niewiele to dało, by uspokoić szalejącą we mnie burzę. Moje myśli przypominały chaotyczny wir, miotający możliwościami i obawami jak liśćmi w trakcie wichury.
– Wszystko w porządku, Sienno? – Głos Mary przebił się przez ten zamęt w mojej głowie






