Zmęczenie po podróży w innej strefie czasowej było okrutną kochanką, przylegającą do moich kości, gdy Declan i ja potknęliśmy się o próg mojego mieszkania. Wydając z siebie westchnienie ulgi, pozwoliłam Declanowi uwolnić mnie od uciążliwego ciężaru mojego bagażu, czując każdą uncję wyczerpania, która mnie przygniatała.
– Dzięki, Dec – mruknęłam, a mój głos był ledwie słyszalny nawet dla mnie samej






