Wbrew zdrowemu rozsądkowi znalazłam się pod imponującymi murami aresztu. Serce waliło mi w piersi, gdy przygotowywałam się na spotkanie z kobietą, która kiedyś była moją matką. Mara już na mnie czekała. Jej twarz była starannie opanowana, a na usta wpełzł uśmiech, który nie docierał jednak do jej oczu.
— Tak się cieszę, że cię widzę, Sienno — powiedziała, a w jej głosie pobrzmiewało fałszywe ciepł






