Pokój szpitalny był słabo oświetlony, a jarzeniowe światło padało na wątłą sylwetkę Declana leżącego w łóżku. Z moich ust wyrwał się okrzyk na widok go w tak osłabionym stanie. Jego twarz była blada, a oczy ociężałe z bólu.
Kiedy podeszłam do jego łóżka, w moich oczach wezbrały świeże łzy. Gdy się zbliżyłam, gwałtownie otworzył oczy i uśmiechnął się promiennie. Było to niemal dziecinne; jego oczy






