Bez względu na to, co mówiła Caitlin, Howard odmawiał wyjścia, nie pozostawiając jej innego wyboru, jak tylko udawać, że wychodzi.
„Howard, wiem, że mnie nienawidzisz i nie potrafisz mnie zaakceptować. Skoro nie chcesz mnie widzieć, mamusia już sobie pójdzie. Wychodzę, dobrze?”
Słysząc cichnący odgłos jej kroków, Howard wpadł w panikę. Szybko wyczołgał się z małej jaskini, wybiegł na ścieżkę, nerwowo rozglądając się wokół i bezradnie jej szukając.
Jego maleńkie ciało drżało, gdy płakał z bezsilności.
Myślał, że mamusia naprawdę odeszła.
Ale on nie chciał, żeby odchodziła!
Chciał, żeby wróciła!
Łzy niekontrolowanie spływały po jego małej twarzyczce; wycierał je rękawami, ale im bardziej tarł, tym więcej łez płynęło.
„Mamusiu… chcę do mamusi…”
„Howard!”
Nagle zza jego pleców dobiegł głos Caitlin. Słysząc ją, Howard obrócił się gwałtownie, a jego zapłakane oczy rozszerzyły się, gdy zobaczył, że wcale nie odeszła.
W tamtej chwili nie potrafił opisać, co czuł. Cała tłumiona frustracja i smutek wylały się z niego.
Z jego nosa wciąż leciała krew, nieprzerwanie kapiąc i plamiąc mu twarz, podbródek oraz ubranie.
Czuł się z tym fatalnie. Co, jeśli mamusia zobaczy, jaki jest brudny? Czy pomyśli, że jest obrzydliwy i znów go zostawi?
Desperacko próbował się wytrzeć, ale im bardziej to robił, tym gorzej wyglądał.
Serce Caitlin pękło na ten widok. Nie zastanawiając się ani chwili, podbiegła do niego i przyciągnęła go w ramiona.
„Howard… moje maleństwo…”
Nie obchodziło jej, jak bardzo był brudny.
Trzymała go mocno, jakby był najcenniejszym skarbem na świecie, który w końcu udało jej się odnaleźć.
Howard jej nie odepchnął, ale też zbytnio nie zareagował. Po prostu stał w miejscu, pozwalając się przytulać.
„Boli cię?”
Caitlin rozluźniła uścisk i spojrzała na jego ubrudzoną, zakrwawioną twarzyczkę. Ostrożnie wytarła mu łzy i krew chusteczką.
Howard pokręcił głową. Czymże był odrobinę bólu?
Był mężczyzną, a mężczyźni nie bali się bólu!
Aby zatamować krwawienie, Caitlin znalazła w ogrodzie kilka miękkich źdźbeł trawy, zwinęła je i delikatnie włożyła mu do nozdrzy.
Howard wpatrywał się w nią swoimi wielkimi, okrągłymi oczami, obserwując tę kobietę – tę nieznajomą, która twierdziła, że jest jego mamusią. Była taka ciepła, taka miła, zupełnie jak mamusia, którą zawsze sobie wyobrażał: delikatna i piękna.
Jej dłonie przesuwały się po jego twarzy, miękkie i kojące. Bycie w jej ramionach było cudownym uczuciem.
Czy jego mamusia naprawdę wróciła?
„Gotowe, kochanie. Chodźmy do domu, żeby cię umyć, dobrze?”
Howard przestał patrzeć na nią wilkiem, co było znakiem, że być może zaczął ją akceptować. Caitlin wzięła go na ręce i zaniosła z powrotem do posiadłości Vanderbiltów.
---
Gdy Caitlin dotarła do posiadłości z Howardem na rękach, służący przy drzwiach oniemieli.
Wszyscy wiedzieli, że Howard to mały utrapieniec. Nigdy nikomu nie pozwalał się do siebie zbliżyć, a co dopiero wziąć na ręce.
Jakim cudem ta nowo przybyła Caitlin zdołała go nieść, będąc tu od niespełna godziny?
Lucy, jedna z pokojówek, rzuciła się naprzód. „Panno Lewis, co się stało Howardowi? Dlaczego tak mocno krwawi?”
„Miał krwotok z nosa. Przynieś mi czyste ubrania. Idę go wykąpać” – odpowiedziała spokojnie Caitlin.
„Och, natychmiast!” Lucy poprowadziła ich na górę.
---
Gdy dotarli na drugie piętro, z głównej sypialni dobiegł głośny huk. Z pokoju wybiegła pokojówka, łapiąc się za głowę i krzycząc z przerażenia.
Widząc Caitlin, chwyciła ją za ramię i błagała: „Panno Lewis, musi pani zajrzeć do pana Vanderbilta! Znowu ma atak!”
Niosąc Howarda, Caitlin weszła do głównej sypialni. W chwili, gdy przekroczyła próg, w ich stronę poleciała lampa. Caitlin szybko się odwróciła, by osłonić Howarda, przyjmując uderzenie na swoje plecy.
„Ugh…” jęknęła z bólu Caitlin.
Howard mocno zmarszczył swoje małe brwi, wyczuwając, że jego mamusia została zraniona.
Caitlin przekazała Howarda Lucy, która stała przed drzwiami, i wróciła, by zmierzyć się z Sebastianem. Jej głos był lodowaty, gdy zapytała: „Skończyłeś już?”
Sebastian był w środku kolejnego ataku, rzucając się na łóżku i gwałtownie potrząsając rzeczami, jakby chciał rozerwać świat na strzępy. Ignorował wszelkie próby przemówienia mu do rozsądku.
Caitlin podeszła bliżej i wymierzyła mu potężny policzek.
*PLASK!*
Dźwięk echem odbił się po pokoju, gdy głowa Sebastiana odskoczyła w bok, a na jego policzku pojawił się wyraźny czerwony ślad.
Uderzenie wyrwało go z szału.
W jego oczach rozbłysła wściekłość. „Ty wariatko! Uderzyłaś mnie?”
„Tak, uderzyłam cię! Czy ty w ogóle wiesz, co robisz? Czy zdajesz sobie sprawę, że twój syn jest tam na zewnątrz nękany? Jedyne, co potrafisz, to wpadać w histerię i uprzykrzać życie wszystkim dookoła!”
Głos Caitlin drżał z gniewu na myśl o cierpieniu Howarda.
„To nie twój interes! Wynoś się!” wrzasnął Sebastian.
„Zawsze tylko krzyczysz, żebym się wynosiła! Czy to jedyne, na co cię stać? Nie jesteś nawet tak zaradny jak dziecko. Czy ty w ogóle zasługujesz na to, by nazywać się mężczyzną? Jeśli będziesz tak dalej postępować, po prostu zgnijesz w tym swoim żalu!”
warknęła Caitlin, trzaskając za sobą drzwiami z ogłuszającym *HUKIEM*.
Sebastian siedział w osłupiałym milczeniu, a całe jego ciało emanowało niezadowoleniem.
Czuł się upokorzony.
Czy ta kobieta nie miała się nim opiekować? Dlaczego miała gorszy temperament niż on?
Odważyła się go uderzyć, i to nie raz, ale dwa razy!
Niepojęte.
Dobrze, niech ma swoją chwilę triumfu. Kiedy wyzdrowieje, dopilnuje, by słono zapłaciła za tę czelność.
---
Przed główną sypialnią służący wymienili nerwowe spojrzenia. Wszyscy widzieli, jak Caitlin uderzyła pana Vanderbilta.
O rany.
Nikt wcześniej nie odważył się podnieść na niego ręki.
Kim była ta zaciekła kobieta?
Caitlin ich zignorowała. Wróciła do Howarda, wzięła go na ręce i poszła za Lucy do skrzydła dziecięcego.
---
W łazience Howarda Lucy przygotowała wodę do kąpieli, podczas gdy Caitlin uklękła, by wyczesać brud z jego włosów. „Spójrz na siebie – jaki jesteś brudny! Umyjemy cię, kochanie.”
Wielkie, ciemne oczy Howarda wpatrywały się w nią, zastanawiając się, dlaczego ta mamusia jest dla niego tak delikatna, a tak ostra dla jego tatusia.
Caitlin pomogła mu zdjąć brudne ubrania. Howard pozostawał niezwykle spokojny.
Lucy była w szoku. Zazwyczaj Howard nie pozwalał nikomu się dotknąć.
Po rozebraniu się, Howard nieśmiało się zasłonił, a jego mała twarzyczka była pełna dumy i buntu.
„W porządku, nie będę patrzeć. Po prostu pomogę ci z boku, podczas gdy będziesz się myć” – powiedziała z uśmiechem Caitlin.
Mały chłopiec wspiął się do wanny, a jego brudne ciało szybko zmętniło wodę. Serce Caitlin bolało, gdy patrzyła na jego kruchą sylwetkę.
Howard był pierworodnym z czworaczków, a mimo to był tak chudy, że wyraźnie widać było mu żebra.
Caitlin zapytała cicho: „Lucy, dlaczego Howard jest taki chudy?”
Gdy Howard odwrócił się do niej plecami, Caitlin zauważyła blizny na jego plecach i nogach. Jej serce pękło, a łzy spłynęły po jej twarzy.
„A te blizny… Skąd się wzięły?”






