languageJęzyk

7: Szykują się duże kłopoty

Autor: Aeliana Moreau 5 kwi 2026

Od Lucy Caitlin dowiedziała się więcej o życiu Howarda – szczegółów, które ją zszokowały, rozgniewały i napełniły poczuciem winy.

Howard cierpiał na anoreksję. Jadł tylko jedzenie przygotowane przez swojego ojca, Sebastiana, odmawiając tknąć czegokolwiek zrobionego przez innych. Przez ostatni miesiąc, gdy Sebastian leżał w śpiączce, Howard żywił się chlebem, wybierając głód zamiast jedzenia posiłków od kogokolwiek innego, chyba że był już absolutnie wygłodniały.

Jeśli chodzi o blizny na jego ciele, niektóre były wynikiem jego własnych psot, ale wiele pochodziło od znęcania się przez dwóch innych chłopców.

Caitlin połączyła fakty – ci dwaj pulchni chłopcy, których spotkała wcześniej, byli dziećmi kuzyna Sebastiana. Często dręczyli Howarda, wykorzystując fakt, że nie miał matki, która mogłaby go chronić. Niemożność mówienia i odmowa skarżenia się przez Howarda tylko ich ośmielały.

Im więcej Caitlin się dowiadywała, tym głębszy ból przeszywał jej serce, dusząc ją z rozpaczy.

Po umyciu Howarda i zatamowaniu krwotoku z nosa, Caitlin wytarła wodę z jego małego ciałka. Wtedy to po raz pierwszy w pełni przyjrzała się swojemu synowi.

Miał twarz identyczną jak Bruce i Arthur, ale jego rysy nosiły w sobie ostrość i dojrzałość dalece wykraczającą poza jego wiek.

„Howard…”

Po ubraniu go w czyste rzeczy, Caitlin ponownie wzięła syna w ramiona, mocno go tuląc. Czuła drobność jego ciała, ciepło jego życia, krew płynącą w jego żyłach i miarowy rytm jego serca.

To był jej pierworodny – dziecko, które nosiła przez dziewięć długich miesięcy i wydała na świat.

Ich więź była nierozerwalna, zakorzeniona we wspólnej krwi i duszy.

Odnalezienie Howarda sprawiło, że Caitlin poczuła, jakby jej życie wreszcie stało się kompletne.

W głębi serca złożyła uroczystą obietnicę:

*Howardzie, mamusia już nigdy cię nie zostawi. Nigdy nie pozwolę, by ktokolwiek cię skrzywdził. Zaopiekuję się tobą i wynagrodzę ci wszystko, co jestem ci winna.*

---

Zanim Caitlin zdążyła nacieszyć się tą chwilą, na zewnątrz wybuchło zamieszanie.

Pokojówka wbiegła na górę z bladą z paniki twarzą. „Panno Lewis! Willa i Xylia tu są, i przyprowadziły ze sobą innych!”

„O co chodzi?” zapytała Lucy, zbiegając na dół, by to sprawdzić.

Przed posiadłością Vanderbiltów pojawiły się Willa i jej synowa Xylia ze swoimi dwoma synami, wpadając z agresywnym nastawieniem.

„Ty, od Lewisów! Wychodź tu!”

„Spójrz, co zrobiłaś moim dzieciom! Wychodź tu natychmiast!”

Lucy szybko wbiegła z powrotem na górę do Caitlin. „Panno Lewis, czy uderzyła pani dziś dwóch młodych paniczów Willi?”

„Mówisz o tych dwóch pulchnych chłopcach? Tak, uderzyłam ich. I co z tego?” odpowiedziała spokojnie Caitlin.

„Willa i Xylia przyszły na konfrontację. Co mamy robić?” Lucy była wyraźnie zaniepokojona; jasne było, że służba bardzo bała się Willi.

„Więc chodźmy zobaczyć, czego chcą.”

Caitlin poleciła Howardowi zostać w pokoju, po czym sama zeszła na dół.

Stojąc w wejściu do willi, Caitlin zapytała swobodnym tonem: „Co to za hałasy? Przez chwilę myślałam, że to szczekająca zgraja bezpańskich psów na zewnątrz. Ależ głośno.”

---

Twarze Willi i Xylii wykrzywiły się z wściekłości, gdy zobaczyły wychodzącą Caitlin.

„Kim ty jesteś? Gdzie jest Jasmine?” zażądała odpowiedzi Willa.

„Ja jestem Jasmine” – odpowiedziała nonszalancko Caitlin.

„Wcale nie!” Xylia wytknęła ją oskarżycielsko palcem. „Ona nie jest Jasmine. Znam Jasmine – ta kobieta to oszustka!”

Zgromadzony tłum wymienił zszokowane spojrzenia.

Więc kobieta przysłana przez Rodzinę Lewisów była oszustką?

„Skoro nie jesteś Jasmine, to jesteś zwykłą podróbką!” krzyknęła Willa przepełnionym furią, piskliwym głosem. „I jak śmiesz, ty oszustko, znęcać się nad moimi wnukami!”

Xylia dolała oliwy do ognia. „I do tego nazwałaś nas przed chwilą bezpańskimi psami? Masz tupet!”

Obie posłały Caitlin mordercze spojrzenia, a ich oczy wręcz ciskały iskry.

„A kiedy to znęcałam się nad waszymi wnukami?” Caitlin skrzyżowała ramiona, zupełnie niewzruszona.

Willa szarpnęła swoich dwóch wnuków do przodu. „Kyle, Quinton, powiedzcie mi – kto was uderzył? Mówcie! Babcia dopilnuje, by sprawiedliwości stało się zadość.”

„To ona!” Dwaj chłopcy wskazali na Caitlin, a ich głosy przepełnione były oburzeniem.

„Słyszałaś?” syknęła Willa. „Spójrz na ich twarze! Są spuchnięte od wyraźnych śladów dłoni. Co masz na swoją obronę?”

„Czy jesteś pewna, że ich twarze nie są spuchnięte po prostu dlatego, że naturalnie są grubi?” zapytała chłodno Caitlin.

Twarz Xylii poczerwieniała z gniewu. „Jak możesz być tak podła? Tylko dlatego, że sama nie masz dzieci, myślisz, że możesz bić cudze? A teraz się tego wypierasz?”

Caitlin wydała z siebie ostry śmiech. „Wciąż oskarżacie mnie o ich uderzenie, ale czy zadałyście sobie trud, by zapytać, dlaczego to zrobiłam?”

Obie kobiety patrzyły na nią z furią, nic nie mówiąc. Caitlin kontynuowała: „Wasze drogocenne wnuki dręczyły Howarda. Zainterweniowałam, by dać im małą nauczkę, pokazać im, co jest dobre, a co złe. Czy to takie nierozsądne?”

„Och, nigdy nie spotkałam kobiety tak bezczelnie kłótliwej jak ty” – odparowała Xylia. „Dorosła kobieta bije dzieci, a potem zrzuca na nie winę? Kyle i Quinton zawsze ładnie bawili się z Howardem. Są praktycznie jak bracia. Przestań przeinaczać prawdę, by ukryć swoje występki!”

„Bracia?” Caitlin odwróciła się do chłopców. „Pozwólcie, że zapytam – czy uderzyliście Howarda? Czy wpychaliście mu do ust ziemię i liście? Czy nazwaliście go niemową i bękartem?”

Dwaj chłopcy, ośmieleni obecnością babci i matki, wszystkiemu zaprzeczyli.

„Nie! Nic nie zrobiliśmy Howardowi!”

„Mamusiu, babciu, my się tylko z nim bawiliśmy, a ta kobieta przyszła i nas uderzyła!”

Twarz Willi pociemniała z wściekłości. „Słyszałaś? Moi wnukowie są niewinni. To ty zniekształcasz fakty swoimi podłymi intrygami!”

„Podłymi intrygami? Zniekształcaniem faktów?” Głos Caitlin stał się lodowaty. „To, że Howard jest mały i nie potrafi mówić, nie oznacza, że możecie go dręczyć. Wyjaśnię to jasno: teraz, kiedy tu jestem, nie pozwolę, by ktokolwiek jeszcze tknął go palcem.”

Stojący za nią Howard cicho się przypatrywał. Słuchając jej słów, poczuł w piersi nieznane ciepło.

Więc tak właśnie czuł się ktoś chroniony przez mamusię.

„Myślisz, że jesteś kimś ważnym?” zakpiła Xylia. „Jesteś tylko oszustką przysłaną, żeby nas nabrać. Nie myśl sobie, że jesteś kimś wyjątkowym!”

Rzuciła się na Caitlin, ale ta poruszyła się szybciej.

Chwytając Xylię za włosy, Caitlin szarpnęła ją do tyłu i mocno uderzyła w twarz.

*PLASK! PLASK!*

Następnie, szybkim kopnięciem, Caitlin posłała Xylię na ziemię.

„Ahhh!” wrzasnęła Xylia w szoku i bólu.

Wszyscy zamarli z niedowierzaniem. Nawet Lucy i pozostali służący sapnęli, a ich szczęki niemal opadły na podłogę.

*O nie, Caitlin ma teraz naprawdę poważne kłopoty!*

Zadzieranie z rodziną Willi mogło łatwo doprowadzić do samej Beatrice. Kto wiedział, jak to się skończy?

Willa, drżąc z gniewu, rozkazała swoim ludziom: „Bierzcie ją! Dajcie jej nauczkę, której nigdy nie zapomni!”

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 7: 7: Szykują się duże kłopoty - Sekretna obsesja miliardera: Moja lodowata żona | StoriesNook