Im bliżej podchodziła, tym bardziej bolało ją serce. Ból w jej sercu nie kłamał.
To był jej syn!
Jej własna krew i ciało!
"Mały niemowa krwawi! On krwawi!"
"Uciekajmy!"
Dwaj chłopcy, którzy to spowodowali, mieli zamiar uciec, ale Caitlin zrobiła krok naprzód, blokując im drogę i warknęła: "Stać w miejscu!"
Dwaj pulchni chłopcy zamarli, wpatrując się w Caitlin ze zdziwieniem. Jeden z nich uniósł wyzywająco twarz i zapytał: "Kim ty jesteś? Dlaczego nas zatrzymujesz?"
"Kto wam kazał go dręczyć?" Caitlin wskazała na chłopca leżącego na ziemi.
"My go nie dręczyliśmy!" Dwaj pucołowaci chłopcy zaprzeczyli.
"Widziałam to na własne oczy i nadal się wypieracie? Spójrzcie teraz na niego! Cały w błocie, z nosa leci mu krew. Myślicie, że to nie wasza wina?"
Caitlin chwyciła dwóch pulchnych chłopców za uszy, zmuszając ich do odwrócenia się i spojrzenia na chłopca na ziemi.
Howard podniósł się z ziemi, spoglądając na obcą kobietę szeroko otwartymi, zaciekawionymi oczami.
Nagłe pojawienie się kobiety sprawiło, że na chwilę zapomniał o swoim gniewie i upokorzeniu.
Dwaj pulchni chłopcy krzyczeli z bólu, ale Caitlin surowo rozkazała: "Przeproście go! Słyszycie?"
Pulchni chłopcy wyrywali się, odmawiając przeprosin. "Nie będziemy go przepraszać! Co nam niby zrobisz?"
"Właśnie, kim ty w ogóle jesteś? Pilnuj swoich spraw!"
Widząc ich bezczelny upór, gniew Caitlin rozgorzał. Podniosła rękę i uderzyła każdego z chłopców w twarz.
Każdy z nich został spoliczkowany dwa razy. Zazwyczaj byli przyzwyczajeni do biegania na wolności, więc nagłe uderzenie ich oszołomiło. Następnie oboje wybuchli głośnym płaczem.
"Przestańcie płakać! Słyszycie? Przeproście go! Albo znowu was uderzę!"
Przerażeni groźbą Caitlin, dwaj pucołowaci chłopcy niechętnie zwrócili się do mniejszego chłopca i wymamrotali: "Przepraszam..."
Howard mrugał wielkimi, zaciekawionymi oczami, jeszcze bardziej zaintrygowany.
Kim była ta kobieta?
Dlaczego mu pomagała?
Pulchni chłopcy próbowali uciec, ale Caitlin ponownie chwyciła ich za kołnierzyki i ostrzegła: "Słuchajcie obaj! Od dzisiaj nie wolno wam go dręczyć!
"I on nie jest jakimś dzieckiem bez matki! Jeśli ktokolwiek jeszcze raz odważy się nazwać go niemową lub sierotą, upewnię się, że będziecie tego żałować!"
Dwaj pucołowaci chłopcy byli przerażeni; nie odważyli się wypowiedzieć ani słowa. Dopiero po tym, jak Caitlin ich uwolniła, uciekli z płaczem.
Odwracając się do małego chłopca na ziemi, oczy Caitlin wypełniły się łzami, a jej serce pękało.
To był jej syn!
Miał prawie pięć lat, ale nie zaznał ani jednego dnia matczynej miłości!
Myśl o tym sprawiła, że serce Caitlin zabolało jeszcze bardziej.
Powiedzenie "Dziecko bez matki jest jak trawa" sprawdzało się boleśnie.
Chociaż żył w bogatej rodzinie, wciąż nie mógł uniknąć znęcania się nad nim, zwłaszcza gdy jego ojciec nie mógł go chronić.
Teraz, gdy w końcu odnalazła swojego syna, Caitlin nie była pewna, jak ma mu się przedstawić. Bała się go przestraszyć, więc nie od razu powiedziała mu, że jest jego matką.
Caitlin uklękła, powstrzymując łzy, i zapytała: "Jesteś Howard, prawda? Boli? Pozwól, że cię z tego oczyszczę, dobrze?"
Caitlin wyciągnęła chusteczkę, zamierzając zetrzeć krew z jego nosa, ale mały chłopiec zmarszczył brwi, a jego chłodne spojrzenie odrzuciło jej rękę, nie pozwalając się dotknąć.
Otarł nos rękawem, buntowniczo podnosząc podbródek; jego oczy mówiły, że jest mężczyzną i odrobina krwi to nic wielkiego.
Tak młody, a jednak taki silny. Złamało to serce Caitlin.
Powstrzymując łzy, uśmiechnęła się i pochwaliła go: "Howard, byłeś przed chwilą bardzo odważny. Dobra robota! Ciocia jest z ciebie dumna!"
Caitlin pokazała mu kciuk w górę, ale Howard nie przyjął jej pochwały. Rzucił jej zimne spojrzenie i minął ją obojętnie.
Howard był chłodny i nie lubił interakcji z innymi. Chociaż ta kobieta mu pomogła, nie miał ochoty z nią rozmawiać.
W ciągu zaledwie kilku minut Caitlin mogła dostrzec, że jej syn jest dumny i zimny, bardzo podobny do swojego upartego ojca.
Caitlin dogoniła go. "Howard, przyszłam tu, żeby cię odnaleźć. Nie chcesz wiedzieć, kim jestem?"
Howard przechylił małą główkę, spoglądając na nią ukradkiem, zanim ruszył jeszcze szybciej, jakby była porywaczem.
Patrząc na jego uparte, dumne małe plecy, Caitlin czuła się bezradna. Zawołała: "Howard, czy ludzie nazywają cię małym bękartem?"
Słysząc to, Howard zatrzymał się w miejscu. Kiedy się odwrócił, jego mała twarz była pełna oburzenia.
Jej słowa dotknęły czułego punktu!
Jak wściekły mały tygrys szarżował na Caitlin, uderzając ją głową w nogę.
Gdyby mógł mówić, powiedziałby jej, jak bardzo nienawidził bycia nazywanym dzieckiem bez matki lub bękartem!
Nie był bękartem!
Caitlin zachwiała się, zrobiwszy dwa kroki do tyłu, po czym odzyskała równowagę. Chwyciła jego mały nadgarstek i pochyliła się, mówiąc: "Nie chciałam cię zdenerwować. Chcę ci tylko powiedzieć, że nie jesteś bękartem. Masz matkę!"
"Hmph..."
Howard parsknął, spoglądając na nią z chłodną pogardą. Wiedział, że ma matkę, ale nie wiedział, gdzie jest.
"Ciocia jest twoją matką. Jesteś moim synem. Mamusia wróciła! Od teraz, mamusia będzie cię chronić, dobrze?"
Słowa Caitlin wprawiły Howarda w długie osłupienie. Jego wielkie, czarne oczy wpatrywały się w nią, jakby próbowały przejrzeć ją na wylot, aby dowiedzieć się, czy mówi prawdę.
Nie mógł w to uwierzyć. Czy ona naprawdę była jego matką?
Jego pełne zwątpienia małe oczka skanowały ją raz za razem, przechodząc od szoku do podejrzliwości, a następnie do zranienia i złości.
Z powodu braku matki, bracia dręczyli go, koledzy z klasy się z niego śmiali, a nawet dorośli szeptali za jego plecami, nazywając go porzuconym lub twierdząc, że ojciec gdzieś go znalazł.
Nienawidził swojej matki za to, że go porzuciła!
Ale jednocześnie tęsknił za matką. Każdego dnia pragnął, żeby jego matka po niego wróciła.
Teraz ta piękna kobieta mówiła mu, że jest jego matką, ale on nie mógł w to uwierzyć.
Po raz pierwszy oczy Howarda wypełniły się łzami. Nagle odepchnął ją i uciekł z płaczem.
"Howard... Howard..."
Caitlin pospieszyła za nim, w końcu znajdując go ukrywającego się w małej jaskini w ogrodowych skalniakach.
Kulił się w małej jaskini, obejmując rękoma kolana; pozwolił, by łzy zmieszały się z krwią i spływały po twarzy, odmawiając wyjścia.
Serce Caitlin bolało tak bardzo. W obecności innych jej syn zachowywał się jak mały jeż, kolczasty i defensywny, ale kiedy był sam, przypominał zranione małe zwierzątko, ukrywające się w samotności.
"Howard, przepraszam. Mamusia powinna była wrócić po ciebie wcześniej.
"Kiedy cię urodziłam i zostawiłam z twoim tatusiem, miałam swoje powody. Ale uwierz mi, nigdy cię nie porzuciłam.
"Howard, tak bardzo za tobą tęskniłam. Przez te wszystkie lata śniłam o tobie i nie było ani jednego dnia, w którym bym o tobie nie myślała.
"Tym razem wróciłam, aby cię odnaleźć i nigdy więcej nie chcę się z tobą rozstawać."
Serce Caitlin pękło, gdy płakała, a jej spojrzenie było pełne miłości do syna. "Howard, mój słodki chłopcze, podejdziesz do mamusi?"






