Sharon
Kael przysunął sobie krzesło od innego stolika, jakby ta stołówka należała do niego, a potem opadł na miejsce obok mnie z taką swobodą, która natychmiast wywołała we mnie niepokój i napięcie.
Na domiar złego, jego zapach kusił każdą komórkę mojego ciała. Pachniał jak las po deszczu — mokrymi igłami sosny i zimnym kamieniem — a pod tym kryło się coś mroczniejszego. Ten zapach przylgnął do mn






