Punkt widzenia Caliany
"To było zabawne, niezła jesteś" – roześmiał się Garret, dołączając do mnie przy swoim pickupie. Tylko zmarszczyłam brwi, zbyt mocno mu się to podobało. Spędziliśmy dzień na zwiedzaniu terenów stada, po czym zabrał mnie na rozległy plac treningowy. To nie było nic, co sobie wyobrażałam. Rzeczywiście, "Stado Złotego Kamienia" było potężne i ludzie słusznie się ich bali. Było tu tak wielu dobrze zbudowanych żołnierzy, całe setki. Jedni biegali, inni walczyli, a setki żołnierzy były doskonale zorganizowane w grupy. Widząc, że gapię się z podziwem, Garret chwycił mnie za rękę i zabrał do jakiegoś pomieszczenia.
"To jest plac treningowy. I tak, powtórzę, jesteśmy najlepsi." Przewróciłam oczami, ale kiwnęłam głową. Mężczyźni patrzyli na mnie jak na smakowity kąsek, a niektórzy gwizdali.
"Och, wracajcie do treningu, wy napalone psy!" – krzyknął żartobliwie Garret. Mężczyźni zagwizdali i zaczęli klaskać.
"Ale z niej niezła sztuka!" – krzyczeli.
"Masz ochotę na małe co nieco ze mną?" – Jeden z chłopaków mrugnął z figlarnym uśmiechem.
"WY PIEPRZONE GNOJE. Ta dama to nowa Luna!" – ogłosił, a wszyscy zbledli. Strach zagościł na ich twarzach, gdy kłaniali mi się nisko, przepraszając za swoje zachowanie. Nie byłam jednak zła, tylko żartowali i dobrze się bawili.
"W porządku" – powiedziała, a oni wyraźnie odetchnęli z ulgą. Czy myśleli, że ich ukarzę?
"Przyszedłem odebrać torbę z szafki, możesz tu na mnie zaczekać? Zaraz wracam" – powiedział i pobiegł do szatni. Usiadłam na ławce i czekałam, ale szybko się znudziłam i zaczęłam się rozglądać. Wojownicy byli świetni, a ich obserwowanie było hipnotyzujące.
"Caliano, co ty tu robisz?" – odezwał się łagodny głos. Jamal przyglądał mi się, podchodząc bliżej. Pomachałam do niego.
"Cześć,"
"Witaj, nie wiedziałem, że przyjdziesz." Zmrużył oczy, niepewnie rozglądając się po mężczyznach, którzy mnie pożerali wzrokiem. Zanim zdążyłam odpowiedzieć, moje serce zamarło, gdy mój wzrok padł na okrutnego Alfę. Uniósł tylko brew i spojrzał na mnie z niesmakiem.
"Umm, Garret oprowadzał mnie po terenach stada i wpadł tu po coś, więc na niego czekam,"
"Och, w porządku, do zobaczenia zatem. Bracie, zadzwonię i powiem ci, jak poszło" – rzucił do swojego brata, który skinął głową. Kiedy Jamal zniknął z pola widzenia, moje spojrzenie wróciło do Alfy Edwarda; miał kamienny wyraz twarzy, który ani drgnął.
"Dlaczego tu jesteś w takim stroju?" – syknął, emanując gniewem. Ubrałam się tak, bo miałam na to ochotę, i było gorąco! Wyobraziłam sobie, jak to wykrzykuję, ale wiedziałam, że lepiej go nie rozwścieczać. Tym razem mógłby mnie zabić.
"Podoba ci się uwaga, jaką obdarzają cię mężczyźni?" – Jego głos brzmiał kpiąco, ale wyczułam w nim zazdrość.
"Nie, Alfo,"
"Więc o co chodzi... Moja przeznaczona" – warknął mi do ucha. Łzy zapiekły mnie w oczach, a serce biło jak szalone. Za kogo on się właściwie uważał, że pozwalał sobie sprawiać, bym się tak czuła? Poczułam się jak prostytutka. Nagle chwycił mnie za nadgarstek, wywołując snop iskier na całym moim ramieniu. Wepchnął mnie do biura i z trzaskiem zamknął drzwi.
"WIĘC POWIEDZ MI, DLACZEGO ZABAWIASZ INNYCH MĘŻCZYZN!" Podskoczyłam w miejscu, gdy jego słowa zadźwięczały mi w uszach.
"Wcale tego nie robię,"
"Czy to nie ty paradujesz po terenach stada z moim kuzynem i znęcasz się nad innymi?" Byłam w szoku po jego słowach. Przełknęłam ciężko ślinę i odgoniłam łzy mruganiem. Czy on rozmawiał z tą suką?
"Wcale nie. Jak już powiedziałam becie, Garret tylko oprowadzał mnie po domu stada, a to twoja kochanka rzuciła się na mnie, nie na odwrót" – syknęłam, a w moim głosie wezbrała złość. Przechylił głowę, widząc moje zdenerwowanie, i uśmiechnął się złośliwie.
"Czyli jednak potrafisz pyskować" – zabrzmiał na rozbawionego. Nie spojrzałam już na niego. Drzwi do jego gabinetu się otworzyły i Candace wparowała śmiało do środka. Moje serce ścisnęło się, gdy podeszła do jego boku, dotykając go, by zrobić mi na złość.
"Kochanie, ona wręcz mnie dusiła" – zapłakała. Przewrócił na nią oczami i wrócił na swoje miejsce za mahoniowym biurkiem. Candace spróbowała usiąść mu na kolanach, ale on znów wstał, zmuszając ją do odsunięcia się. Spojrzała na niego zszokowana i zraniona.
"Zamierzasz czekać, aż zaczniemy się obściskiwać, Luno?" Candace uśmiechnęła się kpiąco, na co on zaledwie warknął.
"Wychodzę, ktoś czeka na mnie na zewnątrz" – westchnęłam i odwróciłam się na pięcie, a moja wilczyca zaskomlała.
'Widziałaś jego twarz? Był zazdrosny,'
'Nawet nie chciałam na niego patrzeć' – warknęłam na nią. Nienawidziłam tego, że była zakochana po uszy w tym mężczyźnie. Poczułam lekkie pieczenie w klatce piersiowej, ale to uczucie rosło i w końcu mocno chwyciłam się ściany, modląc się, by ustało. Dzieje się tak tylko wtedy, gdy twój przeznaczony jest z kimś innym, jednak z bólu, jaki czułam, wynikało, że nie robili nic więcej poza całowaniem. Szlochałam jak dziecko przez niewartego mnie Alfy. On zawsze wybierze tę sukę zamiast mnie. Otarłam łzy i wyszłam. Znalazłam czekającego na mnie Garreta.
"Hej" – pomachałam mu. Uśmiechnął się, z ulgą na mój widok.
"Wszystko w porządku? Masz opuchnięte oczy,"
"Po prostu jestem zmęczona, możemy już wrócić do domu?" Poprowadził mnie do pickupa. Poczułam, jak włoski na moim ciele stają dęba, i odwróciłam głowę w stronę biura Alfy. Przyglądał mi się, a jego spojrzenie było niezachwiane. Wzięłam głęboki wdech i wsiadłam do samochodu.






