languageJęzyk

Rozdział 4 Zasady

Autor: Aeliana Moreau 4 kwi 2026

Perspektywa Caliany

Moje serce zaczęło walić jak oszalałe, gdy chwyciłam buty. Poszłam za młodą służącą do jadalni, gdzie siedziało czterech onieśmielających mężczyzn, wyglądających równie potężnie co zawsze. Bracia Chasia.

Wiedziałam, że to dominujący mężczyźni, ale zobaczenie ich tak po prostu, siedzących jak greccy bogowie i emanujących swoją aurą, to coś zupełnie innego. Moja wilczyca i ja skomlałyśmy, ale zmusiłam się, by stać dumnie wyprostowana. Bądź co bądź, jestem córką Alfy.

– Witaj, Caliana – wstał przystojny mężczyzna około dwudziestki. Ze zdjęć w internecie rozpoznałam w nim Jamala, drugiego z braci i twarz firmy. Był też betą watahy. Próbowałam przypomnieć sobie, co mówiono o nim w artykule.

„Złoty anioł zachodu”. Wyglądał jak anioł, na twarzy miał przyjazną maskę, ale za nią krył się człowiek równie niebezpieczny jak reszta.

– Dzień dobry – przywitałam się nieśmiało. Ujął delikatnie moją dłoń i poprowadził mnie na miejsce obok Alfy Edwarda, który nawet nie zaszczycił mnie spojrzeniem.

– Caliana, witaj w rodzinie. To moi bracia, Marcus i Marcos, bliźniacy – przedstawił ich beta Jamal. Bliźniacy też są przystojni, a różnią ich tylko drobne cechy, takie jak włosy czy oczy – Marcus ma ciemnoblond włosy i brązowe oczy, jak Jamal, a Marcos kruczoczarne włosy, tak jak Alfa Edward, oraz hipnotyzujące, szaroniebieskie oczy.

Bliźniacy pomachali mi i zdawkowo skinęli głowami; ich twarze były równie poważne, jak u ich starszego brata.

– Czy muszę jej ciebie przedstawiać, bracie, czy sam zrobisz jej ten zaszczyt? – zapytał Jamal Alfę, który westchnął z irytacją, jakby to go nudziło. Dlaczego mnie nienawidził?

– Cóż, w takim razie ja to zrobię – uśmiechnął się beta Jamal. Jak to możliwe, że jest tak uprzejmy? Bracia Chasia mieli być zarozumiali i bezczelni.

„Jamal to anioł”.

– Ten tam to Edward, najstarszy – powiedział szybko, a ja pokiwałam głową. Mój wzrok pomknął do Alfy, by sprawdzić, czy skinie głową, czy chociaż na mnie spojrzy, ale tego nie zrobił, i to złamało mi serce.

Kiedy zaczęliśmy jeść, Marcos i Marcus rozmawiali o swoich zabójstwach; szczegółowo opisywali, jak wyrżnęli ponad dziesięciu Likanów. Dreszcz przeszedł mi po ciele i zakrztusiłam się sałatką, przez co umilkli i spojrzeli na mnie. Nerwowo przygryzłam dolną wargę. Miałam nadzieję, że przez resztę kolacji zapomną o mojej obecności.

– Oddałem jego serce dzikim wilkom, a ciała ich panów moim lwom. To było ekscytujące.

– Ale czy ten drugi facet nie żył?

– Wspaniale było na to patrzeć. Myślę, że powinniśmy organizować takie igrzyska podczas uroczystości.

Na myśl o tym, że Marcus proponuje rzucanie ludzi lwom i dzikim wilkom dla sportu, żołądek podszedł mi do gardła. Wstałam, pobiegłam do najbliższego zlewu i zwróciłam całą kolację... Usłyszałam śmiech bliźniaków; pokręciłam głową, decydując, że już tam nie wrócę i po prostu pójdę na górę do swojego pokoju.

Do snu założyłam czarną jedwabną koszulę nocną. Zanim zdążyłam zamknąć oczy, drzwi się otworzyły i do środka wszedł Alfa. Alfa Edward stał tam, stawiając kroki w stronę łóżka z groźnym wyrazem szarych oczu. Ścisnęłam mocniej materac. Oparł jedno kolano na łóżku i chwycił mnie za podbródek, zmuszając, bym na niego spojrzała. W tym momencie moje serce o mało nie wyskoczyło z piersi, a na skórze miałam gęsią skórkę. Moja wilczyca wyła z radości z powodu takiej bliskości ze swoim przeznaczonym.

– Witaj, Przeznaczona – jego głos był niski i seksowny. Mój oddech uwiązł mi w gardle, a on uśmiechnął się złośliwie. – Przyszedłem tylko po to, by przedstawić ci zasady – powiedział, odsuwając się ode mnie tak szybko, jak to możliwe. Zaskomlałam z powodu utraty kontaktu.

– Jakie... jakie zasady? – zająknęłam się cichym głosem.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki