languageJęzyk

Rozdział 12 Dzień ślubu

Autor: Aeliana Moreau 4 kwi 2026

Punkt widzenia Caliany

Dni mijały w mgnieniu oka, a ślub zbliżał się wielkimi krokami. Wszyscy wokół cieszyli się, tylko nie ja. Pana młodego nie widziałam już przez ponad sześć dni od naszej sprzeczki na boisku. Wracał do domu bardzo późno i wychodził wcześnie rano.

Moje dni stawały się coraz bardziej przygnębiające, zasypiałam zapłakana, a moje serce... o Księżycu, jak bardzo mnie bolało.

"To dzień twojego ślubu!" – pisnęła Juanita, wchodząc do pokoju z dwiema innymi kobietami. Podała mi kawę, którą wypiłam, zanim odpowiedziałam na ich powitanie. Spojrzałam na przepiękną suknię i pragnęłam jedynie uciec.

Sięgnęłam po telefon, żeby zadzwonić do Vince'a, ale on nie odbierał; a zresztą, co mógłby zrobić poza obrażaniem mnie? Powiedziano mi, że ten ślub musi dojść do skutku, by przypieczętować sojusz.

Gdy powoli przygotowywałam się do ceremonii, Juanita i pozostałe kobiety wprost tryskały entuzjazmem na myśl o ślubie.

"Napływają już prezenty" – powiedziała Catia, poprawiając mi włosy.

"To uroczo" – mruknęłam. Zanim uporałyśmy się ze wszystkim, wyglądałam perfekcyjnie. Uwielbiam to, jak materiał sukni dotykał mojej skóry; kreacja była również dość odważna. Patrząc w lustro, niespodziewanie wybuchnęłam płaczem. Nigdy nie uważałam się za słabą kobietę, ale od kiedy tu przybyłam, moje emocje szalały bez wytchnienia. Chcę po prostu, żeby wszystko już było w porządku!

"Och, panienko Cali, proszę nie płakać" – gruchała Juanita, ale niewiele mogłam na to poradzić. Bolało mnie, że mojej mamy dziś tu nie ma, a tata nie odprowadzi mnie do ołtarza; nie mam nikogo, a samotność nie dawała mi spokoju.

Catia poprawiła mi makijaż i pomogła włożyć szpilki. Zeszłyśmy na dół, gdzie spotkałam drogą małą Love w białej sukieneczce, uroczą jak zawsze. Cieszyła się, że wychodzę za jej tatusia.

Chwyciłam jej małą rączkę i wyszłyśmy na zewnątrz, gdzie czekał na mnie orszak. Garret otworzył mi drzwi do limuzyny i, zanim do niej wsiadłam, pocałowałam go delikatnie w policzek, a on odwzajemnił to przyjaznym uśmiechem i pogładzeniem mojej twarzy.

Mała księżniczka usiadła obok mnie, marszcząc brwi widząc, że płaczę.

"Dlaczego płaczesz? Nie chcesz wyjść za mojego ojca?" – zapytała.

"To łzy szczęścia, kochanie" – skłamałam, a ona się uśmiechnęła.

"Wyglądasz bardzo pięknie" – skomplementowała mnie.

"Dziękuję, ty również."

Kiedy dojechaliśmy do kościoła, zatrzymałam się w drzwiach. Zgromadziło się tam mnóstwo ludzi, by być świadkami naszych przysiąg, naszych kłamstw. Przyrzekniemy sobie miłość w dobrych i złych chwilach, a potem oficjalnie dołączą mnie do "Stada Złotego Kamienia" i zostanę ich pełnoprawną Luną.

Moje nerwy były w rozsypce. To był ten moment, w którym mój ojciec powinien podejść do mnie, pocałować mnie w policzek i zapewnić, że będę bardzo szczęśliwa, i że zawsze będzie przy mnie. Płakałam teraz już na dobre.

"Caliano" – zawołał Jamal, podchodząc do mnie z uśmiechem. Miał na sobie czarny smoking, który leżał na nim idealnie, sprawiając, że dziewczyny z pewnością traciły dla niego głowy; mężczyźni z rodu Chasia faktycznie byli nieziemsko przystojni. Uśmiechnął się do mnie i pocałował mnie w policzek.

"Wyglądasz pięknie, Luno" – jego głos brzmiał łagodnie.

"Twoja rodzina tam jest" – powiedział, a ból przemknął przez jego anielską twarz. Zmusiłam się do uśmiechu, bezgłośnie prosząc, by mi nie współczuł.

"Caliano, mój brat w końcu przejrzy na oczy" – dodał, a ja jedynie kiwnęłam głową. Moje myśli krzyczały sprzeciwem, ale miałam mocno zaciśnięte usta i nie wydałam z siebie ani dźwięku. Zagrała melodia, dając nam znak, byśmy weszli.

Jamal zaoferował mi ramię, a ja je przyjęłam i ruszyliśmy w głąb kościoła. Trzymałam się go kurczowo, przerażona, że mogę upaść. Moje serce tłukło się szaleńczo, gdy spojrzałam na mężczyznę przy ołtarzu. Miał na sobie smoking i wyglądał niesamowicie; jego włosy były dłuższe na czubku i wygolone po bokach. Wpatrywał się we mnie intensywnie, a moja wilczyca na sekundę doszła do głosu:

'On jest idealny,'

'A on nas nie chce' – przypomniałam jej, widząc, jak patrzy na mnie jak na najcenniejszy klejnot. Gdy dotarłam do ołtarza, Alfa Edward delikatnie wyciągnął do mnie dłoń, a ja ją przyjęłam, stając u jego boku. Przypatrywał mi się, ale ja nie odwzajemniłam spojrzenia.

"Biorę ciebie, Caliano Meyers" – po raz pierwszy wypowiedział moje imię i coś we mnie drgnęło; to było miłe uczucie – "za moją Lunę i żonę, by cię kochać i szanować, po wszystkie dni mojego życia" – powiedział, patrząc mi w oczy. "Wraz z tym pierścieniem obiecuję cię chronić i bronić twojego honoru". Jego głos był głęboki, ale delikatny.

"Panie i panowie, przedstawiam wam pana i panią Chasia, Alfę i Lunę Stada Złotego Kamienia. Możesz pocałować pannę młodą, Alfo."

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 12: Rozdział 12 Dzień ślubu - Sprzedana Bezwzględnemu Alfie: Uciekając z Jego Dziedzicem | StoriesNook