languageJęzyk

Rozdział 2 Kupiłem ci Lunę

Autor: Aeliana Moreau 4 kwi 2026

Perspektywa Edwarda

– Kupiłeś mi co?! – ryknąłem.

– Lunę. Wybacz, bracie, ale umowa została już zawarta. Potrzebujemy tej watahy pod naszą kontrolą, bo Dean miał na nią chrapkę.

Dean to Alfa Likanów, który mnie nienawidzi, ponieważ zabiłem jego ojca w pojedynku. Stary głupiec przyszedł tu, by mnie zastraszyć i rzucić mi wyzwanie w sprawie mojego terytorium.

– W czym ta bezużyteczna wataha w ogóle nam pomoże? Są nic nieznaczący.

– Wiesz, że ta ziemia ma znaczenie historyczne, dlatego żadna wataha nie może tam walczyć. Posiadanie jej pod naszą władzą to dodatkowa korzyść. Evelyn wspomniała, że Dean o nią zabiegał. Przedstawiła również pewne korzystne warunki – westchnął mój brat, Jamal.

– A w jaki sposób dziewczyna wchodzi w grę? – warknąłem.

– Ona pieczętuje porozumienie, jest córką Alfy.

– Och, błagam cię, Jamalu, moglibyśmy zdobyć tę ziemię bez przechodzenia przez to wszystko – zakpiłem.

– Wiem o tym, ale była Luna błagała mnie, bym wziął ich pod naszą ochronę. Evelyn była drogą przyjaciółką naszej matki, nie mogłem jej odmówić.

Warknąłem i uderzyłem w biurko, łamiąc je na pół. Nie mogłem uwierzyć, że to zrobił.

– Wataha potrzebuje dobrej Luny.

– Sam mogę sobie wybrać.

– Wiesz, że to kłamstwo.

– Nie potrzebuję Luny – odparłem ostro.

– Nie słyszałeś, co mówiłem o ziemi historycznej? Poza tym już ją kupiłem – wzruszył ramionami, nie przejmując się, że sprowadził kobietę, której nie chciałem. Jamal to mój brat i beta; dobrze ocenia charaktery, wie, co jest najlepsze dla watahy, i jeśli uważa, że ta kobieta jest w porządku, zatrzymam ją. Będzie moją Luną tylko z nazwy, ale nigdy nie zaakceptuję niczego więcej.

– Od teraz to twój problem i nie kiwnę dla niej palcem. – Zbliżając się do drzwi, odwróciłem się do niego i uśmiechnąłem złośliwie.

– Może pieprznę ją raz czy dwa, chyba należy mi się coś za moje pieniądze, co? – Mrugnąłem i wyszedłem z pokoju, zostawiając Jamala z miną mówiącą „o kurwa”.

Przemieniłem się w moją potężną formę Likana i pobiegłem do lasu, wspominając, co się stało, gdy pozwoliłem sobie zależeć na kobiecie – zdradziła mnie i zaplanowała moją śmierć. Przysiągłem, że nigdy więcej nie pokocham żadnej kobiety.

Wieczorem poszedłem do swojego pokoju, ale ku mojemu zaskoczeniu w łóżku była watahowa dziwka, Candace. Nago. Pociągnąłem ją za kostkę i wbiłem swoją erekcję w jej cipkę. Zakryłem jej usta dłonią, nie chcąc, żeby zawodziła jakieś głupoty.

Perspektywa Caliany

Mój najlepszy przyjaciel z dzieciństwa, Levy, eskortował mnie do „Watahy Złotego Kamienia”, mojej nowej watahy. Bracia Chasia nie mogli przyjechać, więc przysłali samochód i kierowcę.

– Ludzie mówią, że członkowie watahy Złotego Kamienia są tak samo niegrzeczni i nieludzcy jak ich przywódcy – powiedział. Uważają się za Złotych Likanów, rzadki gatunek, ponieważ są najsilniejsi w promieniu wielu mil.

– W końcu nazywają siebie bogami zachodu – westchnęłam, a z moich słów kapał sarkazm.

Napotkałam wzrok kierowcy w lusterku wstecznym, a jego wargi wykrzywiły się w czymś złowrogim. Moje oczy rozszerzyły się; nacisnęłam czarny przycisk, który postawił między nami barierę.

– Dlaczego zdecydowałaś się pojechać dzisiaj?

– Nie miałam wyboru, znalazłam swoje bagaże na zewnątrz domu – prychnęłam.

– Co za suka.

Levy trzymał mnie za rękę, próbując mnie rozweselić przez resztę drogi, ale to nie skutkowało. Opuszczałam jedyny dom, jaki znałam, by zamieszkać z okrutnym mężczyzną.

Czułam się nędznie. Posłałam Levy'emu słaby, wymuszony uśmiech, a on go odwzajemnił. Gdy dotarliśmy do „Watahy Złotego Kamienia”, kierowca otworzył drzwi limuzyny i wysiedliśmy.

– Jesteś pewna, że nie mogę zostać, Cali? – zapytał Levy, patrząc na rezydencję z podziwem. Rzeczywiście była urocza i większa niż jakakolwiek posiadłość Alfy, którą widziałam na przestrzeni lat.

– Nie sądzę, a Evelyn by się wściekła. – Pocałowałam przyjaciela w policzek i delikatnie wepchnęłam go z powrotem do samochodu. Wystawił głowę przez okno.

– Dbaj o siebie, proszę, dzwoń, kiedy tylko będziesz mogła, a zabiorę cię od niego – powiedział. Uśmiechnęłam się, wiedząc, że mógłby to zrobić. Levy był zdeterminowanym mężczyzną i zawsze mnie chronił, od mojego pierwszego dnia w przedszkolu.

– Wiem.

Z bolącym sercem patrzyłam, jak limuzyna wyjeżdża z podjazdu. Czułam, że znowu zbiera mi się na łzy, ale wzięłam głęboki wdech i wymusiłam uśmiech. To miał być mój nowy dom, więc powinnam uczynić mój pobyt znośnym i przydać się na coś dla dobra mojej watahy.

Z każdym krokiem moje serce głośno waliło w piersi i nagle ogarnęło mnie wzruszenie. Tęskniłam za tatą jak nigdy wcześniej i gdyby żył, to wszystko by się nie wydarzyło. Poczułam, jak czyjaś dłoń szarpie mnie za spódnicę i spojrzałam w dół. To była piękna mała dziewczynka, nie starsza niż pięć lat. Uśmiechała się do mnie.

– Cześć! – pomachała. Moje serce natychmiast się ociepliło, a cały wcześniejszy smutek prysł. Uklękłam i pogłaskałam ją po blond włosach.

– Cześć.

– Jesteś Caliana? – Kiwnęłam potakująco głową, a ona się uśmiechnęła, sprawiając, że moje serce stopniało. Była taka urocza!

– Mój wujek powiedział, że przyjedziesz. – Chciała powiedzieć coś jeszcze, ale coś przykuło jej uwagę i jej wielkie, niebieskie oczy zabłysły.

– Iskra! – Podążyłam za jej wzrokiem i zobaczyłam białego, puszystego kota. Uciekł, a mała dziewczynka pobiegła za nim.

– Witam, panno Meyers. – Podniosłam się na nogi i zobaczyłam kobietę w średnim wieku. Miała jeden z tych wyrazów twarzy, które mówiły „ja zarządzam tą rezydencją”, poważną minę, włosy związane w schludny kok, białą koszulę, granatową spódnicę i wysokie obcasy. Wyglądała pełnie gracji.

– Dzień dobry.

– Jestem Lena, dbam o to, by dom funkcjonował bez zakłóceń. Na razie cię oprowadzę. Proszę, pójdź za mną do swojego pokoju. – Jej głos był neutralny, ale uprzejmy.

Spojrzałam na swoje torby.

– Każę je pani odesłać do pokoju. – Poszłam za Leną do środka i byłam pod wrażeniem domu. Był elegancki i po prostu boski. Kilkoro służących w drobnych mundurkach przechodziło obok i grzecznie mi się kłaniało.

Lena zaprowadziła mnie na trzecie piętro, a ścisk w moim żołądku się nasilił.

– Zatrzymasz się w apartamencie Alfy. Wyślę twoje rzeczy na górę za kilka minut. – Wskazała na duże drzwi przed nami.

– W apartamencie Alfy? Ale dlaczego?

Lena przekrzywiła lekko głowę w zmieszaniu. – Ponieważ jest pani tu jako jego Luna, proszę pani.

Przełknęłam ślinę z trudem. Nikt mnie o tym nie poinformował. Myślałam, że przyjeżdżam tu do pracy, czy coś w tym stylu. Nie sądziłam, że przybędę tu jako jego Luna! Luna Edwarda Chasii, Luna najbardziej niebezpiecznej i najpotężniejszej watahy na terytorium zachodnim!

„Evelyn wspomniała o zaspokajaniu seksualnych potrzeb Alfy” – przypomniała mi spokojnie moja wilczyca, a ja skrzywiłam się na te słowa. Jak ona mogła być o to taka spokojna?

– Przepraszam, pani, jestem pilnie potrzebna w kuchni, ale poślę kogoś, kto pani pomoże.

Powoli i ostrożnie pchnęłam drzwi, by przeżyć szok mojego życia. Jakaś para uprawiała gorący seks na łóżku; jęczeli z rozkoszy, a ja po prostu tam stałam, osłupiała.

Zmienili pozycję, gdy mnie zauważyli, i przestali. Podczas gdy dziewczyna zakryła się prześcieradłem, mężczyzna wyglądał po prostu na wściekłego; jego ciemne oczy były mordercze, i właśnie w tej chwili moja wilczyca wypowiedziała to słowo.

„Przeznaczony.”

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki