languageJęzyk

Rozdział 8 Dokąd poszedłeś?

Autor: Aeliana Moreau 4 kwi 2026

Perspektywa Edwarda

Robiłem, co w mojej mocy, żeby nie zabić tego idioty Michaela. Co on, kurwa, robił, rozmawiając z tą dziewczyną Meyersów? Krew się we mnie zagotowała, kiedy zobaczyłem, jak jej dotyka. Tak bardzo chciałem się przemienić i rozerwać go na strzępy za to, że śmiał w ogóle oddychać tym samym powietrzem co ona.

Michael był Alfą jednej z pobliskich watah. Jego terytorium jest rozległe, ale nie tak ogromne i bogate jak nasze. Zawsze rywalizował z nami w interesach, ale nasze stada są sojusznikami, więc nikt nie mógł zaatakować.

"Dean zaatakował wczoraj moje granice, zbiera armię i musimy go powstrzymać" – poinformował mnie. Michael i ja mieliśmy wspólnego wroga, więc współpracowaliśmy, by bronić watah w tym regionie.

Po omówieniu strategii udaliśmy się na spoczynek. Jednakże nie poszedłem od razu do swojego apartamentu. Otworzyłem drzwi do pokoju mojej tak zwanej przeznaczonej, ponieważ kusił mnie jej zapach. Chłonąłem wzrokiem jej idealną sylwetkę. Jest piękna, a fakt, że Ward pragnął jej tak bardzo, sprawiał, że nienawidziłem jej jeszcze mocniej. Jej długie rzęsy zatrzepotały i myślałem, że się obudzi, ale tak się nie stało. Przysunąłem się bliżej i kucnąłem. Jej usta były lekko wydęte i wyglądała, jakby miała koszmary, więc pogładziłem ją po włosach, a ona wzięła głęboki wdech.

Dlaczego musi być tak obezwładniająco pociągająca? Przeklęta kobieta. Wyszedłem z pokoju, zanim mój Likan mógł przejąć kontrolę i przelecieć ją tu i teraz.

Perspektywa Caliany

Obudziłam się dzisiaj ze spokojem, czując jeszcze resztki jego zapachu. Czy ten okrutny Alfa przyszedł tu zeszłej nocy? Po przygotowaniu się do dnia wyszłam z pokoju na śniadanie. Przy stole zastałam braci i, jak zwykle, nikt oprócz drugiego brata się do mnie nie uśmiechnął.

"Tatusiu!" Odwróciliśmy się na dźwięk cichego głosiku, a mała dziewczynka, którą widziałam kilka dni temu, podbiegła do Alfy Edwarda. Czy to jego córka? Powiedzieć, że byłam w szoku, to mało. Nie wiedziałam, że ma dziecko. Alfa uśmiechnął się do niej, a moje serce o mało nie wyskoczyło z piersi. Nigdy wcześniej nie widziałam, żeby się uśmiechał, a widok ten zapierał dech w piersiach! Miał idealnie białe zęby. Złapałam się na tym, że sama się uśmiecham, obserwując ich pełną czułości interakcję. Dziewczynka odwróciła się do mnie i zajaśniała.

"Tato! To ta piękna pani, o której ci opowiadałam". Zeszła z kolan Alfy Edwarda i podeszła do mnie, wyciągając rączki, żebym mogła ją wziąć, co uczyniłam, sadzając ją sobie na kolanach.

"Cześć, ślicznotko" – uśmiechnęłam się. Była niezwykle urocza z blond kucykami i ładną, małą buzią.

"Jestem Love, a ty jak miałaś na imię... Nie, nie mów mi, Caliana!" – wykrzyknęła, gdy przypomniała sobie imię. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Czułam na sobie spojrzenia, ale skupiłam się tylko na uroczym maleństwie w moich ramionach.

"Masz najpiękniejsze imię. Możesz na mnie mówić Cali" – powiedziałam, dopasowując się do jej entuzjazmu. Rozmawiałyśmy chwilę, gdy nagle powiedziała:

"Jestem miłością mojego taty, dlatego dał mi na imię Love" – promieniała, a mój wzrok powędrował do okrutnego Alfy. Jego oczy były utkwione w córce, a w tym nieznośnym spojrzeniu dostrzegłam czułość. Love zeskoczyła z moich kolan, by przywitać się z resztą rodziny, a oni rozpływali się nad nią.

Po śniadaniu poszłam do swojego pokoju, a Love zajrzała przez drzwi. "Wejdź!"

Mała księżniczka wparowała do środka i wskoczyła na łóżko.

"Chcesz pójść ze mną nad wodospady?" – zapytała, wydymając wargi.

"Hmm, a gdzie to jest?" – zapytałam.

"To niedaleko stąd, jakieś dwa kilometry. Tatuś powiedział, że mnie zabierze, ale znów jest zajęty" – nadąsała się ze smutnym wyrazem twarzy. Ujęłam w dłonie jej policzki.

"Ja z tobą pójdę." Zapiszczała z radości i odtańczyła mały taniec. Z jakiegoś powodu jej szczęście sprawiło mi satysfakcję.

Poszłyśmy nad wodospady i było wspaniale, mogłabym tam siedzieć cały dzień. Jednak mała księżniczka się znudziła, więc poszłyśmy do jej wielkiego fortu na herbatkę. Miała tu tyle rzeczy, włączając w to sztuczne diademy, które założyłyśmy.

"Podaj cukier, proszę." Podałam jej cukierniczkę, a ona wrzuciła dwie kostki do swojej małej, białej filiżanki.

"Tak się cieszę, że wychodzisz za mojego tatę" – westchnęła. Zmrużyłam oczy, nikt nic nie mówił o małżeństwie.

"Kto ci to powiedział?" – dopytywałam. W jej oczach nagle pojawił się niepokój, jakby została przyłapana na zrobieniu czegoś złego. Uśmiechnęłam się, by ją uspokoić, a ona położyła małe rączki na kolanach.

"Wiem, że nie powinnam podsłuchiwać, ale to zrobiłam. Wujek powiedział tacie, że musicie wziąć ślub za kilka dni" – oznajmiła radośnie, a ja zerwałam się na równe nogi.

"Co takiego?!"

Podskoczyła, przerażona moim wybuchem, więc natychmiast się uspokoiłam. Biorąc głęboki wdech, opadłam na kolana.

"Przepraszam, księżniczko, byłam po prostu w szoku. Nikt nie wspominał o żadnym ślubie" – powiedziałam spokojnie. Znów się uśmiechnęła,

"Nic nie szkodzi. Na pewno będziesz wyglądać pięknie jak Barbie! Właściwie to już wyglądasz jak ona, poza włosami!" Och, skarbie, gdybyś tylko wiedziała. Dlaczego Alfa się na to zgodził? Bycie jego Luną to coś innego niż małżeństwo; jako Luna mogłabym się z tego wyplątać, ale małżeństwo wiąże ludzi na całe życie, a ja nie planuję zostać tu długo. Musiałam odmówić, to nie było częścią układu, który zawarli z Vince'em. Powinnam zadzwonić do domu, by o tym porozmawiać.

Nie mogę poślubić mężczyzny, który mnie nienawidzi, który nawet nie zauważa mojej obecności i publicznie spoufala się ze swoją kochanką! Łzy napłynęły mi do oczu, ale zanim zdążyły spaść, otarłam je.

"Chcesz ze mną zatańczyć?" Kiedy mała się odezwała, moje smutki zdawały się ulotnić.

"Nie wiedziałam, że masz tu głośnik."

"Tak, moi wujkowie Marcos i Marcus go dla mnie zbudowali, więc jestem nieźle podłączona" – powiedziała dumnie, a ja pogładziłam ją po policzku.

Love i ja bawiłyśmy się tak dobrze, że nie zauważyłyśmy, iż na zewnątrz zaczęło się ściemniać. Wciągnęłam z sykiem powietrze i chwyciłam ją za rękę.

"Jest ciemno, musimy iść" – powiedziałam jej. Zmarszczyła brwi, ale pokiwała głową. Widziałam, że jej się tu podoba. Kiedy wyszłyśmy z fortu, spotkałyśmy dwóch potężnych mężczyzn. Przyciągnęłam Love bliżej siebie.

"To tylko patrol, na pewno tata ich przysłał" – powiedziała Love, machając do mężczyzn, którzy posłali nam uśmiech.

Szłyśmy przez około pięć minut, zanim dotarłyśmy do domu.

Moje serce biło jak oszalałe, ponieważ wiedziałam, że będą się o nią martwić. Sama mi nawet powiedziała, że nie pozwalają jej wychodzić bez ochroniarzy, a jej ojciec bez przerwy łączył się z nią telepatycznie.

Gdy tylko dotarłyśmy do posiadłości, obaj strażnicy zniknęli. Przygotowałam się psychicznie, zanim weszłyśmy do środka. Służba otoczyła nas, pytając, czy nic nam nie jest.

"Juanito, czy wszystko w porządku?"

"Bracia wyruszyli was szukać, wszyscy tak bardzo się martwiliśmy" – powiedziała, gładząc Love po włosach.

"Dlaczego? Nie byłyśmy daleko" – powiedziałam.

"Love, proszę, idź do niani Giselle, musisz przygotować się do kolacji." Dziewczynka grzecznie pokiwała głową i puściła moją dłoń.

"Cóż, Luno, wróg Alfy od jakiegoś czasu obiera za cel to stado, więc kiedy zauważyli na granicy kilku z jego bandytów, pomyśleliśmy o najgorszym" – poinformowała mnie, a ja powoli skinęłam głową.

Nie wiedziałam o tym, ani nie chciałam nikogo martwić; jednak moje serce zadrżało na myśl, że Alfa Edward się o mnie martwił.

Nie, nie powinnam się oszukiwać. Nie martwił się o mnie, martwił się o swoją ukochaną córkę.

"Pójdę się odświeżyć" – powiedziałam do służby i ruszyłam na górę, ale chrypliwy głos sprawił, że zamarłam w bezruchu.

"Gdzie, do kurwy nędzy, ty poszłaś?!"

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 8: Rozdział 8 Dokąd poszedłeś? - Sprzedana Bezwzględnemu Alfie: Uciekając z Jego Dziedzicem | StoriesNook