Perspektywa Edwarda
Członkowie stada potrzebowali Luny, a ta dziewczyna idealnie pasowała do tej roli. Nie tylko jest piękna, ale wydaje się też tak niewinna i dobra.
Nie potrafię normalnie pracować, gdy w mojej głowie pojawiają się obrazy jej uroczej twarzy. Ma wielkie, piękne, czekoladowe oczy, które pasują do jej długich, miękko układających się, falowanych włosów. Usta wyglądające na tak miękkie... Nienawidzę tego przyznawać, ale ona doprowadza mojego Likana do szaleństwa. Pieprzona więź przeznaczenia! Pragnienie, by wziąć ją w ramiona, zedrzeć z niej ubranie i zatopić w niej moją erekcję, staje się coraz silniejsze.
Candace wpada do mojego biura i staje przede mną, ze złością krzyżując ramiona na piersi. Na moment zamykam oczy, po czym znów je otwieram. Miałem nadzieję, że już jej nie ma, ale nie miałem tyle szczęścia.
"Co to za plotki, że masz teraz Lunę?" – piszczy, a ja opieram głowę o fotel.
"Tak, potrzebuję jej dla stada."
"A co ze mną?!"
"Cóż, ta dziewczyna jest wynikiem układu i, w przeciwieństwie do ciebie, zdobędzie szacunek ludzi. Poza tym, mój brat już ją tu sprowadził" – wzruszam ramionami, zbywając ją machnięciem dłoni.
Mój brat poinformował mnie, że wydaje przyjęcie, by przedstawić nową Lunę, więc wychodzę z pracy wcześniej. Kiedy docieram do domu, goście już przybyli i wszyscy z niecierpliwością czekają, by poznać swoją nową Lunę.
"Panie i panowie, chciałbym wam przedstawić kobietę, którą wszyscy tak bardzo pragnęliście zobaczyć. Wasza nowa Luna, Caliana Meyers."
Moja przeznaczona schodzi po schodach, a ja jestem oszołomiony jej zniewalającym pięknem. Na jej twarzy gości łagodny uśmiech, który nie dociera do oczu. Nikt by nie poznał, że jest zdenerwowana, ale ja to widzę. Zauważyłem podczas naszych sporadycznych interakcji, że kiedy się denerwuje, wystukuje palcami rytm na prawym biodrze. Rozmawiałem z kilkoma gośćmi, którzy nadeszli, kiedy ta dziewczyna...
'Caliana, tak ma na imię' – przypomina mi mój wewnętrzny Likan, Ward.
'Wiem o tym.'
'Dlaczego nigdy nie wymawiasz jej imienia?' – pyta, a ja warczę, sfrustrowany jego zachowaniem. On jej pragnie, ale ja nie mogę ryzykować. Nie możemy się w niej zakochać, mogłaby mnie zdradzić, tak jak ona.
'Wypowiedz jej imię, chociaż ten jeden raz' – nalega. Otwieram i zamykam usta. Jej imię jest równie urocze jak ona sama, ale z jakiegoś powodu nie potrafię go z siebie wydusić.
'Powiedz to.'
"Cal... Caliana Meyers" – szepczę i to uczucie jest tak wspaniałe, że muszę wziąć się w garść, by tego nie wykrzyczeć, więc szepczę to raz za razem.
'Caliana Meyers.'
'Tak!' – ryknął mój Likan w mojej głowie. Moje oczy zaczęły jej szukać i zobaczyłem, że rozmawia z tą pieprzoną Candace. To się nie skończy dobrze. Poniżała ją i obrażała, jednak Caliana nie skuliła się ani nie dała się zastraszyć. Zamiast tego obserwowała dziewczyny spokojnie, wręcz chłodno. Ward nie mógł tego dłużej znieść, a moje nogi na autopilocie pomaszerowały do tej małej grupki.
"Candace, czy tak się rozmawia ze swoją Luną?" Dziewczyny skłoniły przede mną głowy, z wyjątkiem mojej przeznaczonej. Patrzyła na mnie, jakby nie wierzyła w moje słowa, ale wkrótce cała czułość, jaka jeszcze sekundę temu gościła w jej oczach, zniknęła, a zastąpił ją gniew. Skłoniła głowę i przeprosiła, odchodząc i zostawiając mnie oniemiałego. Czy zrobiłem coś nie tak?
Odwróciłem się, by odejść, ale Candace chwyciła mnie za ramię i stanęła bliżej. Uśmiechając się, zapytała:
"Zatańczysz ze mną, proszę?" Odrzuciłem propozycję, ale nalegała i znów zaczęła zachowywać się dziecinnie.
"Nie przestanę prosić, dopóki nie zgodzisz się ze mną zatańczyć, Papi" – uśmiechnęła się uwodzicielsko. Przewróciłem na nią oczami, ignorując mordercze spojrzenie Jamala.
'Robiła scenę' – powiedziałem mu przez więź telepatyczną.
'Nie sądzisz, że to brak szacunku tańczyć z inną, kiedy twoja Luna na to patrzy?' – warknął. Chwyciłem Candace za plecy, gdy delikatnie kołysaliśmy się w rytm muzyki.
'Przecież ci mówiłem, nie obchodzi mnie ta dziewczyna Meyersów' – zakpiłem. Zablokował połączenie ze mną i poszedł zatańczyć z moją przeznaczoną. Tańczyli zaledwie minutę, a kiedy podczas tańca zmieniano partnerów, rozpłynęła się w powietrzu.
Natychmiast puściłem kobietę, z którą tańczyłem, by jej poszukać, ale jej nie znalazłem, więc podążyłem za jej odurzającym zapachem do ogrodu. Warknąłem, gdy zobaczyłem, że rozmawia z innym mężczyzną.






