Perspektywa Caliany
Wpatrywał się we mnie, niemal z tęsknotą, ale mrugnął, po czym rysy jego twarzy stwardniały.
– Jesteś tu po to, by sprawiać mi przyjemność, a ja będę robił to, na co mam ochotę. Nie możesz uciec, ponieważ cię znajdę i zabiję nie tylko ciebie, ale i całą twoją watahę, i po ostatnie: nikt nie dowie się o naszej więzi – ostrzegł, a zanim zdążyłam otworzyć usta, by cokolwiek powiedzieć, opuścił pokój.
Łzy napłynęły mi do oczu, ale nie pozwoliłam sobie na płacz. Jeśli nie chciał zaakceptować więzi między nami, to w porządku. Nie mogłam jednak powstrzymać się od zmartwień. Czy to było życie, które było mi przeznaczone? Życie pełne odrzucenia i niedoli?
Następnego ranka obudziłam się ze spuchniętymi oczami, co pokazywało, jak wiele wypłakałam. Drzwi się otworzyły; nie musiałam odrzucać pościeli, żeby wiedzieć, że to Juanita. Wesoły głos młodej dziewczyny zdradził wszystko; przyszła mi powiedzieć, że śniadanie będzie gotowe za dwadzieścia minut.
Wstałam, gdy tylko wyszła, i wzięłam prysznic. Założyłam sukienkę z dekoltem, ułożyłam włosy i zrobiłam staranny makijaż, zanim zeszłam na dół. Mam nadzieję, że oni nie jedzą też śniadań razem. Kolacja wystarczy, bogini. Proszę, wyświadcz mi tę przysługę, a wybaczę ci sytuację, w jakiej mnie postawiłaś. Modliłam się w duchu.
Moje dłonie nerwowo szarpały materiał sukienki, gdy schodziłam na dół. Bałam się spotkania z moim przeznaczonym albo z braćmi, mimo że Jamal jest dość uprzejmy. Dotarłam do jadalni, gdzie trzej bracia siedzieli na swoich stałych miejscach. Niestety, Jamala z nimi nie było.
– Dzień dobry – postarałam się zabrzmieć tak naturalnie, jak tylko potrafiłam. Skinęli głowami, a Marcos nawet posłał mi nikły uśmiech. Kiedy zajęłam swoje miejsce, mój wzrok powędrował w stronę mojego przeznaczonego. Nie patrzył na mnie. Alfa Edward może i nie wypowiedział tych słów, ale swoim nastawieniem odrzucał mnie jako swoją przeznaczoną, a to bolało bardziej, niż się spodziewałam. Wiedziałam, że nie jest dobrym człowiekiem, ale oczekiwałam jakiegoś rodzaju dobroci, skoro jesteśmy sobie przeznaczeni. Powoli zaczęłam jeść, kiedy Marcus powiedział:
– Ludzie są podekscytowani, że mają nową Lunę. – Droczył się ze swoim starszym bratem i sądząc po tym, jak on zareagował, osiągnął to, czego chciał. Alfa Edward spojrzał na mnie z irytacją i kontynuował jedzenie swojej kiełbaski.
– Ona jest tu jako Luna, prawda, Edwardzie? – zapytał Marcos. Oni zawsze rozmawiają o mnie tak, jakby mnie tam w ogóle nie było!
– Tak – padła zwięzła odpowiedź Alfy Edwarda.
– Candace oszaleje, myśli, że to ją uczynisz Luną. – Moje gniewne oczy przeniosły się na Alfę, a zazdrość przejęła nade mną kontrolę. Zacisnęłam dłoń na nożu tak mocno, że aż zbielały mi knykcie.
– Spokojnie, Luno. Ona jest tylko jego główną dziwką, nie ma sensu się przez to ciąć – Marcus puścił do mnie oczko, a ja byłam wściekła tym, jak swobodnie to powiedział. Jakby to nie miało żadnego znaczenia.
– On lubi blondynki z dużymi cyckami – dodał, wytykając mi to, czym nie byłam... Moje piersi nie są zbyt duże, a poza tym jestem brunetką.
– Ale to nic, ty jesteś piękniejsza od niej – wtrącił Marcos, wbijając swój złowrogi wzrok w Alfę, który wydawał się być już zmęczony ich gierkami.
– Nie uważasz tak, bracie?
– Wychodzę. – Alfa Edward podniósł się i odwrócił na pięcie, by od nas odejść. Stwierdziwszy, że też już skończyłam posiłek, wróciłam do swojego pokoju i usiadłam na kanapie. Tak bardzo się tu nudziłam.
Kilka minut później drzwi się otwierają i wchodzi Lena, a za nią kilku innych służących. Wszyscy naraz kłaniają mi się, a ogromny mężczyzna wnosi wieszak z ubraniami.
– O co chodzi? – zapytałam cicho.
– Dziś odbywa się przyjęcie zapoznawcze Luny i wszyscy ważni goście będą w nim uczestniczyć – informuje mnie. Zaczęłam bawić się palcami, wystukując nimi rytm na sukience.
– Wszystko w porządku, pani, wszyscy jesteśmy tutaj, by pomóc ci się przygotować.
– Tak, będziesz najpiękniejsza na sali, jestem profesjonalistką – ruda kobieta mówi z uśmiechem. Odwzajemniłam jej uśmiech.
Najpierw zaczęliśmy od wyboru sukni. Lena stwierdziła, że powinna być elegancka i nie odsłaniać zbyt wiele skóry, ale Catia, stylistka, zaoponowała. Stwierdziła, że kreacja może być zarówno elegancka, jak i seksowna. Wybrała piękną, kremowobiałą suknię bez ramiączek, z nieco głębszym dekoltem, by tylko lekko kusić, i długim rozcięciem na udzie. Moje włosy upięto w kok, z którego wypuszczono kilka luźnych pasm, a do tego założyłam ładne szpilki, które świetnie pasowały do mojego wyglądu.
– Idealnie.
– Zapomnieliśmy o czerwonej szmince, a poza tym goście zaczynają już przybywać. – Nie zdawałam sobie sprawy, że jest już po 18:00; przygotowania zajęły nam aż sześć godzin!
Spojrzałam w lustro zadowolona z siebie i kiwnęłam głową na znak, że jestem gotowa. Zrobiłam wielkie wejście, patrząc w dół na ludzi zgromadzonych w sali balowej. Wszyscy unieśli głowy w moją stronę, gdy delikatnie schodziłam po schodach, pilnując, by trzymać głowę wysoko, mimo zdenerwowania. Mój wzrok odnalazł kogoś w tłumie – Alfę Edwarda. Był zachwycony, pożerał mnie wzrokiem, a ja poczułam zadowolenie. Utrzymywałam z nim kontakt wzrokowy, co ukoiło moje nerwy; czułam się... bezpieczna.
– Pięknie – uśmiechnął się Jamal, wyciągając do mnie rękę. Przyjęłam ją, a on pomógł mi pokonać dwa ostatnie stopnie.
– Panie i panowie, poznajcie waszą nową Lunę, Calianę Meyers z Watahy Dmuchawcowego Kamienia – ogłosił. W tłumie na kilka sekund zapadła cisza, po czym, ku mojemu zaskoczeniu, wybuchły wiwaty, a mnie ogarnęła ulga.
Każdy z gości podchodził, by mnie grzecznie przywitać i skomplementować mój strój lub urodę. Niektóre panie w moim wieku zaprosiły mnie nawet na zakupy, herbatę czy lunch. Nie mogłam w to uwierzyć. Czy to była ta bezwzględna „Wataha Złotego Kamienia” potężnych Likanów? Grupa dziewczyn posłała mi gniewne spojrzenia. Po ich fryzurach i sukienkach poznałam, że to watahowe zołzy, te, które uważały się za lepsze od innych. Uśmiechnęłam się do nich i podeszłam się przywitać. Były wobec mnie po prostu chamskie.
– Nie przyzwyczajaj się zbytnio. Jesteś tylko wilkiem, a my Likanami, stoisz niżej od nas – powiedziała dziewczyna z idealnymi blond włosami w krótkiej cekinowej sukience. Zanim zdążyłam odpowiedzieć, usłyszałam jego głos... głos, który przyprawił mnie o dreszcz rozkoszy i strachu.
– Candace, czy tak właśnie odzywasz się do swojej Luny?






