Perspektywa Caliany
Gdy patrzyłam, jak mój nowy Alfa broni mnie przed tą dziewczyną imieniem Candace, przypomniałam sobie, co Marcus i Marcos mówili podczas śniadania – że była jego główną dziwką. W moich oczach przemknął ból, który po chwili ustąpił miejsca wściekłości i gniewowi. Uprzejmie przeprosiłam i odeszłam, zostawiając go z tą kobietą.
"To irytujące imię to Candace. Dobrze zrobisz, trzymając się od niej z daleka, Luno." Odwróciłam się i stanęłam twarzą w twarz z Aubrey, jedną z tych niezwykle uroczych dam.
Mój wzrok wrócił do grupy, w której stał Alfa Edward. Candace stała blisko niego, dotykając go w najbardziej subtelny, a zarazem zmysłowy sposób. Poczułam obrzydzenie i musiałam powstrzymać moją wilczycę przed wyjściem na zewnątrz i wyrwaniem jej ramion. Ale byłam jeszcze bardziej wściekła na mężczyznę, który na to pozwalał i nie potrafił jej odepchnąć. Jak długo to potrwa, ten brak szacunku... Czy kiedykolwiek się do tego przyzwyczaję? Czy w ogóle można się przyzwyczaić do tego, że twój przeznaczony spoufala się z innymi?
Zaczęła grać muzyka i Jamal grzecznie poprosił mnie do tańca. Chciałam odmówić, ale posłał mi ten swój uśmiech, a ludzie patrzyli. Zgodziłam się z nim zatańczyć, ale niezbyt długo, bo mój wzrok wciąż błądził w stronę mojego okrutnego przeznaczonego. On i Candace byli blisko siebie i nieważne, jak bardzo starałam się ich ignorować, dłużej nie potrafiłam.
Wymknęłam się niepostrzeżenie z sali balowej i wyszłam do ogrodu. Powietrze było orzeźwiające, a na moich ustach zagościł lekki uśmiech wywołany nagłym spokojem, który poczułam. Jednak nie trwało to długo. Po moich plecach przebiegł zimny dreszcz, a moja wilczyca wypłynęła na powierzchnię, wyczuwając, że ktoś nas obserwuje. Mój wzrok powędrował głębiej w krzaki, gdzie dostrzegłam czerwone oczy. Wpatrywały się we mnie intensywnie, choć nie widziałam samej sylwetki. Czy to mógł być kot? Spróbowałam uchwycić zapach, ale niczego nie wyczułam. Powoli cofałam się, nie spuszczając wzroku z czerwonookiego stworzenia. Wpadłam na kogoś i potknęłam się, ale moje ciało nie dotknęło ziemi, bo złapały mnie silne ramiona. Spojrzałam w twarz mojego wybawcy.
Nasze spojrzenia się spotkały.
"Cześć" – powiedział mężczyzna z uśmiechem. Skinęłam głową i wyprostowałam się, by stanąć z nim twarzą w twarz.
"Cześć... Cześć" – zająknęłam się, a on uśmiechnął się łobuzersko. Mężczyzna był przystojny i pewny siebie. Po aurze, którą emanował, poznałam, że jest Alfą, Alfą wilkołaków. Mój wzrok szybko powędrował w stronę czerwonych oczu, które mnie obserwowały, ale już ich nie było.
"Witaj, Luno" – przywitał się stojący przede mną Alfa.
"Jestem Michael, jeszcze nas sobie nie przedstawiono." Uścisnęłam jego dłoń, ale on jej nie puścił i poprowadził mnie w stronę rezydencji.
"Nie powinnaś oddalać się zbytnio od domu. Tego typu okazje bywają dość niebezpieczne, ponieważ wiele osób ma dostęp do terenów stada" – powiedział.
"Potrzebowałam tylko zaczerpnąć powietrza."
"Wyglądasz na smutną, Luno, wszystko w porządku?" – zapytał, patrząc na mnie tak, jakby zaglądał w głąb mojej duszy, a ja nerwowo zabawiłam się palcami.
"Wszystko w porządku, Alfo" – posłałam mu blady uśmiech i odwróciłam się, by odejść, ale złapał mnie za rękę. Poczułam gorąc w ciele, a mój oddech lekko zadrżał, gdy emanował swoją aurą Alfy.
Nagle rozległ się głośny ryk i nie musiałam się odwracać, by wiedzieć, do kogo należy.
Alfa Edward.
Patrzył na nas, jakby chciał popełnić morderstwo. Jak zawsze. Miał zaciśnięte pięści, a jego klatka piersiowa unosiła się i opadała. Wstyd się przyznać, ale uznałam, że wygląda zniewalająco przystojnie. Instynktownie spróbowałam odsunąć się od Alfy Michaela, ale on trzymał mnie za ramię. Alfa był spokojny i wpatrywał się w mojego okrutnego przeznaczonego.
"Alfo Michaelu" – zakpił lodowatym tonem. Alfa Edward chwycił mnie za talię i przyciągnął bliżej siebie, sprawiając, że po mojej skórze przeszły ciarki.
"Alfo Edwardzie, rozmawiałem właśnie z twoją Luną" – powiedział łagodnie, na chwilę dłużej zatrzymując na mnie wzrok, co sprawiło, że mój przeznaczony znów warknął.
"Jakaś interesująca rozmowa?"
"Właśnie mi mówiła, jak bardzo jest szczęśliwa" – skłamał, nie odrywając ode mnie wzroku.
Alfa Edward drżał. Wyczuwałam między nimi wrogość, chociaż starali się zachować pozory kultury.
"Rzeczywiście jesteśmy szczęśliwi."
"Więc dlaczego jej nie naznaczasz? Gdyby była moja, to bym..."
"Cóż, nie jest twoja, Michael... Mamy do omówienia interesy w środku. Znajdę cię w moim biurze z moim bratem."
Alfa Michael posłał mi czarujący uśmiech, od którego oblałam się rumieńcem.
"Do zobaczenia, Luno Caliano." Sposób, w jaki to powiedział, wydawał się tak bardzo nie na miejscu, jakby próbował rozzłościć stojącego obok mnie mężczyznę.
Gdy tylko Alfa Michael odszedł, Alfa Edward szorstko przyciągnął mnie do siebie. Byliśmy tak blisko, że czułam, jak jego gorący oddech łaskocze moją skórę, a wszystko, czego pragnęłam, to wpić się w jego wargi. Mój wzrok spoczął na jego pełnych ustach, a on mną szarpnął. Syknęłam z bólu, gdy jego wydłużone pazury wbiły się głęboko w moją skórę, raniąc ją do krwi.
"Dlaczego rozmawiałaś z tym skurwielem?!" – warknął mi w twarz.
"Ty... robisz mi krzywdę" – pisnęłam. Jego wyraz twarzy nagle zmienił się w przerażenie i popchnął mnie. Uderzyłam nogą o betonową ławkę i skrzywiłam się.
"Kurwa" – mruknął, podbiegając do mnie, ale uniosłam rękę, każąc mu się nie zbliżać. Zrzymał się, przypatrując mi się z dziwnym zainteresowaniem. Podniosłam sukienkę, by sprawdzić obrażenia. Wyglądało na to, że skręciłam kostkę, i to bolało.
Syknęłam, a w następnej chwili Alfa Edward pojawił się przede mną i zaczął ją masować. W miarę jak mnie dotykał, ból zaczął ustępować, a jego miejsce zajęło przyjemne, elektryzujące uczucie. Niespodziewanie wziął mnie na ręce jak pannę młodą. Spojrzałam w górę, by przyjrzeć się jego ostrym rysom twarzy, kuszona, by przesunąć palcem po jego idealnie zarysowanej szczęce.
Byłam zbyt zajęta marzeniami, by w ogóle zauważyć, że dotarliśmy do mojego pokoju. Rzucił mnie na łóżko i wyszedł.
"Skurwiel" – mruknęłam.






